Kategorie: Wszystkie | film | muzyka | pozostałe
RSS
środa, 27 marca 2013

rok wydania: 2009

wydawca: DIY

pobierz album

 

W ramach rehabilitacji za weekendową przerwę - jeszcze jedna dziś noteczka. Wiem, rzygacie już tym Gucci'm. Tak po prawdzie - ja już trochę też. Ale jak już podjąłem się tematu to chcę go wyczerpać, a chłopak trochę tych mikstejpów nastukał.

Jak pamiętacie (?), druga część "Writing On The Wall" propsowaliśmy, chyba nawet padły słowa "najlepszy" itp. Dlatego też do odsłuchu "jedynki" podszedłem z trochę większymi oczekiwaniami aniżeli do innych jego wydawnictw. I muszę przyznać, że pomimo wyżej ustawionej poprzeczki jestem ukontentowany. Oczywiście wciąż na sporo rzeczy trzeba przymykać oko, może nawet posługiwać się trochę inną skalą. Ale jednak jak już kiedyś powiedziałem - dopóki trafi się kilka bardziej udanych wałków na mikstejpie to uznaję go za udany. Tutaj wyróżniają się m.in. "Girls Kissing Girls", zaskakująco mroczny, biorąc pod uwagę udzielającą się tutaj Nicki Minaj, na co dzień nagrywająca utwory z takimi tuzami jak Justin Bieber, a także oszlifowany klubowy banger "Mr Tonight Outro" oraz opatrzony obłędnymi dęciakami "Game". Co ciekawe, występujący w tym ostatnim OJ Da Juiceman ani razu nie wyskakuje z tym swoim irytującym "ej ej okej". Choć chyba jeszcze bardziej zaskakujący jest fakt, że w ani jednym numerze nie udziela się Waka Flocka Flame. Cuda niewidy.

Trochę słabiej niż na sequelu, ale wciąż zacnie - "writingi" to chyba najciekawsza seria mikstejpów firmowana przez Gucciego. No i porównując te dwa omówione dziś mikstejpy trzeba dostrzec, że ta wcześniejsza twórczość Gucciego nie ma tak przymulającego charakteru jak te stricte trapowe rzeczy wydawane w ostatnich miesiącach.

 

najlepszy moment: GAME (FEAT. OJ DA JUICEMAN & KOURTNEY MONEY)

ocena: 7/10

ocena: 7/10

21:20, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »

rok wydania: 2013

wydawca: DIY

pobierz album

 

Ok, to już nie jest śmieszne - czy ten człowiek kiedykolwiek śpi? Koniec marca, a Gucci serwuje piąty już w tym roku mixtape. Rzeźnik.

Usprawiedliwia go jednak to, że pełni na tym wydawnictwie zdecydowanie drugoplanową rolę, ustępując pola niejakiemu PeeWee Longway'owi. Raczej no-name w rap grze, mimo to zarówno on sam, jak i cały mixtape prezentują się lepiej niż niedawne kolaboracje Gucciego z Young Dolphem i Young Scooterem. Nawet jeśli momentami stylówa kolesia zbyt mocno trąci Lil Wayne'm, to zawsze to jakiś punkt zaczepienia, pozwalający go wyróżnić z raperskiego tłumu. Także same podkłady, choć solidnie osadzone w southernowym klimacie, wypadają generalnie pozytywnie, zwłaszcza jak inkorporują mniej typowe elementy jak jamajski vibe ("Don't Blow My Capsule") czy bardziej melodyjne podejście do materii muzycznej ("I'm Dealin", "Dress Her"). Oczywiście mówimy o (mocno analitycznym) podejściu jednostkowym, bo jako całość materiał w swej, mimo wszystko, monotematyczności jest nie do przejścia.

Aha, w kilku trackach udziela się Waka Flocka Flame. Ciekawe czy powstały one przed czy po twitterowym beefie?

 

najlepszy moment: FOREIGN DREAMS (FEAT. DOSE)

ocena: 6,5/10

18:28, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »

foto: AFP

 

Teoretycznie kwestia oceny wyników osiąganych we wszelakich rywalizacjach - także sportowych - jest klarowną sytuacją. Zwycięstwo - dobrze, porażka - źle. A jednak percepcja ludzka i tutaj pozostawia spore pole do własnej, niejednoznacznej, może nawet nielogicznej interpretacji. Z tej przyczyny dość często honorujemy przegranych, doceniając ich zaangażowanie, wkład, zrzucając przyczynę porażki na niefart i zrządzenie losu. Bywają jednak i sytuacje odwrotne - kiedy to sportowiec zwycięża, ale styl tego zwycięstwa budzi wątpliwości, odpycha. Przykładem takiej drugiej sytuacji jest dzisiejszy mecz reprezentacji Polski.

Zacznijmy od budzących wątpliwości założeń generalnych - czy w ogóle powinno dochodzić do rywalizacji drużyn, z których jedna z nich zajmuje się sportem zawodowo, a druga hobbystycznie? Z punktu widzenia UEFA wszystko jest w porządku - jeden kraj wystawia swoich najlepszych reprezentantów przeciwko najlepszym reprezentantom drugiego kraju. Spoko, tyle że pierwszy z nich wybiera tych piłkarzy spośród blisko 40-milionowej rzeszy, a drugi - 30-tysięcznej. W sporcie nie ma czegoś takiego jak wyrównane szanse, bo jednak za dużo czynników okołosportowych wpływa na dyspozycję sportowców, ale jednak w tym przypadku jest różnica. San Marino jest oficjalnie najgorszą drużyną świata (co jest jakimś osiągnięciem biorąc pod uwagę fakt, że wyprzedzają ich nawet reprezentacje krajów, których istnienia nie jestem świadom), w dzisiejszym meczu wybiegło dwóch zawodowych piłkarzy. Oczywiście jeśli za zawodowych piłkarzy przyjmiemy osobników, którzy grają w okręgówkach ligi włoskiej.

No ale okej, czy nam się to podoba czy nie - istnieje ta reprezentacja, UEFA ją oficjalnie akceptuje i regularnie bierze ona udział w eliminacjach do piłkarskich turniejów. Selekcjoner tej reprezentacji, zajmujacy się nią od około 15 lat (a zawodowo zajmujący się nauczaniem WF'u), jako jedyną taktykę przyjmuję stratę jak najmniejszej liczby goli. W tym kontekście jeśli snajper aspirujący do gry w Manchester United przed meczem przewiduje niełatwą przeprawę, to nawet uwzględniając zwyczajową kurtuazję - coś tu jest nie tak. Ale mimo to oczekujesz klarownego zwycięstwa. Nie mającego szans na wyparcie z umysłów kibiców blamażu sprzed paru dni. Nie musiał to być też niesmaczny pogrom sprzed 4 lat za kadencji Beenhakkera (swoją drogą - w jakże podobnym do dzisiejszego punkcie się wtedy znajdowaliśmy). Po prostu zwycięstwo w jakikolwiek sposób dające nadzieję na przyszłość, o ile mecze z San Marino mogą dawać jakiekolwiek prognostyki.

A te patałachy nawet tego nie potrafią.

Robert Lewandowski. Supersnajper Borussi Dortmund, ostatni gol na koncie w czerwcu z Grecją. 900 minut bez gola. Przełamuje się, w meczu z 207 drużyną świata. I to podwójnie. UWAGA - golami z rzutów karnych. "Nieważne jak strzeliłem, ważne że strzeliłem" - to słowa Lewego z konferencji pomeczowej. Kurczę, Robert, ja na Twoim miejscu miałbym nadzieję, że Alex Ferguson nie oglądał tego meczu. Bo będąc na jego miejscu zastanowiłbym się, czy piłkarz który strzela TAKIEJ drużynie gole wyłącznie z rzutów karnych (a przecież sytuacje miałeś - nie można znów zrzucać winy na Obraniaka) nie zepsuje marki mojego klubu.

Zacząłem od Lewego, ale po prawdzie to wszyscy grali nędzę. Mniejszą (Polanski, Piszczek), większą (Mierzejewski, Krychowiak) czy też skrajnie dyskwalifikującą (Wawrzyniak, Milik), ale dramat rozciągał się na całą szerokość boiska. Jeśli starający się budować ducha w telenarodzie komentatorzy TVP (szkoda, że akurat teraz zabrakło Szpaka - ciekawe jak on by się ustosunkował) zaczynają stosować sarkazm w opisie przebiegu meczu, to chyba jest naprawdę źle. A mieliśmy przecież też skandowanie nazwy gości przez publikę na stadionie - głównie złożoną z tzw. Januszy, którzy nie do końca ogarniają futbol poza kibicowaniem "naszym". Jezu, po co sie tu rozwodzimy - to była rozpacz, oczy pękały.

Szanse wciąż są, choć potrzeba byłoby cudu. Czy Fornalik jest w stanie wznieść się na ten poziom? Chyba już straciłem nadzieję po tym, co dziś zobaczyłem. Może nawet warto byłoby jak najszybciej podjąć decyzję i powierzyć druzynę komuś, kto przynajmniej umożliwi pożegnanie się z honorem z perspektywą wyjazdu do Brazylii. Mówi się, że tyle krawiec kraje, na ile materiału staje. Lepszych piłkarzy mieć nie będziemy na chwilę obecną. Ale chyba jednak stać nas na więcej niż po raz kolejny zajęcie miejsca w grupie tuż nad San Marino.

sobota, 23 marca 2013

Teoretycznie - wciąż istnieją szanse na awans na brazylijski Mundial i to nie tylko matematyczne. Praktycznie jednak rzecz ujmując, w najprostszy sposób - z czym do ludzi? Czarnogóra gra świetną piłkę. Anglia, nawet w kryzysie, to wciąż jednak futbolowa półka, której obecność wypada wręcz uwzględniać przy układaniu line-upu każdej poważnej piłkarskiej imprezy. Ukraińcy zaś pokazali dziś takiego ducha walki, który zresztą już zdążyli światu objawić choćby w meczach na Euro 2012, że nasi kopacze nawet nie zasłużyli być wyżej od nich w tabeli. Zatem czuję, że czerwiec w przyszłym roku zapowiada się na całkiem wyśmienitą piłkarską ucztę. Bez emocji, które zapewniłoby uczestnictwo naszej reprezentacji w tym evencie, ale też bez obaw o przedwczesny rozstrój żołądka.

Nie ma co analizować tego meczu. O tym, w jakim punkcie znajduje się nasza reprezentacja, najlepiej świadczy pierwsze 10 minut meczu. Jasne, można te dwa gole rozpatrywać w kategoriach swoistej niesamowitości. Ale tak z ręką na sercu - czy załapują się one do kategorii szoku czy niedowierzania? Niezbyt. Zwłaszcza, że jeszcze świeżo w pamięci mamy mecz z Irlandią, definiujący na nowo pojęcie "dna i wodorostów". Niedzielni Janusze się dziwią - że jak to, że trójka z Borussi, bramkarze z Premier League, no i paru europejskich średniaków, którzy jednak częściej wybiegają na boisko niż grzeją ławę. I to jest prawda. Tyle że statystyczny Janusz ma nikłą wiedzę o europejskim futbolu, swoją wiedzę ograniczając do Barcelony, Realu i Manchesteru. Janusz mający pojęcie o Chelsea, Bayernie czy Juventusie Turyn to już bardziej ogarnięty Janusz. Ale Janusz, któremu znane są takie nazwy jak Szachtar czy Dynamo w przyrodzie nie występuje. A szkoda, bo by wiedział, że są to dużyny regularnie grające w Lidze Mistrzów i Europejskiej. A co najważniejsze - występują w nich niemal wszyscy piłkarze reprezentacji Ukrainy, przez co są równie zgrani co, zachowując oczywiście pewną skalę, reprezentacja Hiszpanii złożona niemal wyłącznie z piłkarzy tandemu Real/Barca.

Do czego zmierzam? Ano do tego, że bez sensu rozpatrywać indywidualne przypadki. Czy Szczęsny lepiej by się zachował przy straconych bramkach (raczej niekoniecznie). Czy Majewski udowodnił, że rzeczywiście może być alternatywą dla Obraniaka (raczej nie). Albo czy impotencja strzelecka Lewandowskiego wynika z braku sensownego playmakera (zaczynam tęsknić za Szymkowiakiem czy nawet Mariuszem Lewandowskim) czy po prostu z tego, że leci w tzw. kulki. Rozkmin można by mnożyć, ale nie zmienią one faktu - wbrew temu, co przed meczem próbowali wcisnąć rozmaici "eksperci" futbolowi, Ukraina także na papierze jest drużyną lepszą. Z którą, owszem, można wygrać (właściwie to nawet z Hiszpanią można wygrać), ale z którą przegrana nie jest dziejową niesprawiedliwością, a dowodem na pewien ład we wszechświecie.

Pozostaje tylko zadać najtrudniejsze pytanie - co dalej? Meczów o rozegrania wciąż trochę jest, a jak słowo się rzekło - szanse są. Czy naprawdę my jako kibice i oni jako piłkarze powinniśmy żyć złudzeniami? Nawet boję się szukać odpowiedzi. Powinien za to ją znaleźć Fornalik, czego mu szczerze współczuję. Bo wydaje się być mega sympatycznym typem, ale jak się okazuje - na prowadzenie takiego burdelu jak reprezentacja Polski to ciut za mało.

piątek, 22 marca 2013

rok wydania: 2011

wydawca: DIY

pobierz album

 

Jou. Nie będę ukrywał - chcę szybko rozprawić się z tematem, bo trochę innych rzeczy na głowie mam. Sprawę mam o tyle ułatwioną, że Gucci, pomimo iż tu głównie robi za mentora, dostarczył porcję tracków niemal identycznych z wcześniej (i później) przez niego firmowanymi. Coś do odnotowania? Hmmm... Featuringi Birdmana i Yung Joc'a? Może bardziej przebojowy "Them Boyz Ain't Right"? Nie, poważnie, nie za bardzo jest o czym mówić.

 

najlepszy moment: THEM BOYZ AIN'T RIGHT

ocena: 6/10

18:20, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
 Skala

10-"Ideału Potęga"

9,9-9,0-"widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem"

8,9-8,0-"będę brał cię, cię, ehe"

7,9-7,0-"joł joł, joł joł joł joł joł, wielkie joł!"

6,9-6,0-"ch** na to kładę bo i tak damy radę"

5,9-5,0-"będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa!"

4,9-4,0-"to nie z mafią układy tylko szołbiznes"

3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać"

2,9-2,0-"Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może?"

1,9-1,0-"ile dałbym by zapomnieć cię..."

0,9-0,0-"pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne k***a sprawy!"