Kategorie: Wszystkie | film | muzyka | pozostałe
RSS
wtorek, 30 października 2012

rok wydania: 2012

wydawca: No Sanctuary

 

Zostajemy w Polsce, choć zmieniamy klimat. Diametralnie.

Gdańszczanie z Garsów idą za ciosem i rok po debiucie fonograficznym atakują z nowym wydawnictwem. W światowym showbizie taka częstotliwość to szaleństwo, a i w Polsce nie jest to rzecz oczywista. Ale nie dziwi ona tych, którzy na bieżąco śledzą poczynania chłopaków, czy to poprzez fejsbukowy profil czy w tzw realu. Zaangażowanie - słowo klucz. Ok, kwestia oczywista jeśli działa się w polskiej muzyce alternatywnej. Niemniej zawsze warto odnotować.

Dziwić może natomiast takie pozytywistyczne niemalże parcie do przodu w kontekście samego klimatu, jaką swoją twórczością roztaczają Garsi. Bo "Gruzy Absolutu..." to skrajna depresja. Soundtrack do leżenia cały dzień w łóżku i obmyślania scenariusza swego zgonu, bynajmniej nie poalkoholowego. Apatia większa niż u samej Apatii. Klimat, który - nie będę ukrywał - mnie przerasta i wytrąca z rąk wszelkie narzędzia obiektywnej oceny materiału.

Byśmy się źle nie zrozumieli - to jest na pewno płyta lepsza od debiutu. Na tyle, ile jestem w stanie ocenić po przestawieniu się na atmosferę tego krążka (co jest wybitnym dla mnie osiągnięciem biorąc pod uwagę, że ostatnio to mnie cieszy nawet wymiana opon zimowych). Lepsze brzmienie, na które jako osoba od mixów i masteringu wpływ miał sam Jack Endino, producent Nirvany (co na pewno okaże się pomocne w promoci płyty, ale z samymi zachwytami bym nie przesadzał - jakieś mega "mięcho" to to nie jest). Lepsze wykonanie - bez porykiwań niedźwiedzich, które były zmorą debiutu, za to ze sporą liczbą fajnych partii sekcji rytmicznej i gdzieniegdzie zaskakującymi, odchodzącymi od melancholijno-posępnego schematu zagrywkami gitar ("010504" - wreszcie słyszę rzeczywiście echa Deftones'ów, na które z niezrozumiałych dla mnie powodów powoływano się przy poprzednim albumie). I przede wszystkim - lepsze aranżacje. Na "Gdzie akcja rozwija się" wydawało się, że każdy numer powstawał według tego samego schematu - sampel na dzień dobry, granie właściwe, sampel na do widzenia. Ok, tu też jest sporo tych sampli, także na początku piosenek, ale wydają się być całkiem przytomniej wplecione w fakturę kompozycji niźli to wcześniej bywało. No i sporo gościnnych występów. Punkowy wygar Marzeny z Empire w "111111", śliczna wokaliza Asi z Kiev Office w "120399", partię altówki, a nawet skromny udział Sielaka z Radia Bagdad w singlowym "270492" (swoją drogą - świetny pomysł z tytułami odnoszących się dat typu wejście Polski do NATO, UE czy podpisania ACTA). Elementy, które recenzenci lubią nazywać smaczkami, tutaj jawią się haustami świeżego powietrza, punktami zaczepienia dla wielbicieli różnorodności i melodii. Bo jeden "270492", z nomen omen bardzo Radiobagdadowym początkiem, to dla mnie jednak ciut za mało.

Tyle tylko, że melodii i harmonii to ja mogę szukać na płytach, na których ktoś takowe elementy planował uwzględnić. A na "Gruzach" dostrzegam coś innego - perfekcyjną spójność. Może poszczególne elementy rażą pretensjonalnością (tytuł, okładka), trącą groteską (wciąż jednak wokal, ale hey - ostatnio poznałem człowieka, który uważa wokal Iana Curtisa za obrzydliwy), ale razem tworzą kapitalnie zintegrowaną całość . Która może u jednych wzbudzić fanatyczne uwielbienie, innych odrzucić bardziej niż wynalazki Comy, ale przynajmniej jest JAKAŚ. I to jest najważniejsze. I trzymania się tego kierunku życzę chłopakom.

 

najlepszy moment: 270492

ocena: 7,5/10

23:27, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 października 2012

rok wydania: 2012

wydawca: DIY

pobierz album

 

Ale dawno tu nie było polskiego rapu!

Pochodzące z Opola Mocne Wersy to stosunkowo świeża marka na rap scenie, choć kryją się pod nią raperzy doskonale znani zajawkowiczom polskiego hiphopu (i tak na dobrą sprawę tylko im, czytaj = sukcesów komercyjnych brak). Tyle faktów. Muszę przyznać, że miałem pewne obawy przed odsłuchem - nie ma co ukrywać, że zarówno nazwa zespołu, jak i płyty można by zaliczyć do najbardziej oklepanych fraz terminologii blokersowej. I już nastawiałem się na rapową patologię przy dźwiękach jakichś ułomnych cykaczy, a tu psikus. Pysznie bujające podkłady naszpikowane samplami, pozytywny klimat, słuszny przekaz - wszystko się zgadza!

Tak przynajmniej prezentuje się lwia część materiału. Parę odchyłów od reguły jednak znajdziemy, tak muzycznych, jak i w warstwie lirycznej. Zresztą zazwyczaj idą one w parze. Pomysł na podkład "Daj Mi To" pożyczono z "Drop It Like It's Hot", do czego zresztą chłopaki otwarcie się w pewnym momencie przyznają. Tekst jest zaś dokładnie o tym, co sugeruje tytuł. Spoko, choć w tym temacie preferuję skrajności - albo wyrafinowanie godne "Mind Sex" Dead Prez, albo Wuwuniowy hardkor. "Butle w góre" (w oryginale oraz także zawartym tu remixie) to rzecz skrojona pod imprezowy bauns. Obiektywnie nie ma się czego przyczepić, subiektywnie jednak wolę pić w plenerze, stąd też "Na Garażach" jako najlepszy moment wydawnictwa. Choć ma silnego konkurenta w postaci "Problemów". Nie poziom Eldo, ale przyznam, że parę wersów stąd są rzeczywiście mocne.

Nie ma co palić jana, że mamy do czynienia z rapowym objawieniem - miałbym spore problemy z określeniem, czym Mocne Wersy różnią się od tysięcy takich składów. Ale jeśli chcecie posłuchać konkretnego, dobrze nastrajającego polskiego rapu to zdecydowanie trafiliście pod dobry adres. Tylko tyle, choć moim zdaniem aż tyle. Oby tak dalej.

Aha, uczciwa informacja, że płytę można pobrać za friko, ale też jest możliwość zakupu fizycznego nośnika. Zdecydowanie warto rozważyć drugą z opcji.

 

najlepszy moment: NA GARAŻACH (FEAT. OBEK)

ocena: 7,5/10

23:49, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 października 2012

rok wydania: 2008

wydawca: DIY

pobierz album

 

Dobra, cofnijmy się w czasie do początków rapowej działalności Big Seana. 

Na początku był mixtape. A konkretnie: "Finally Famous: The Mixtape". I choć już na tym etapie nad raperem sprawował pieczę GOOD Music, to przynajmniej pod względem listy gości było dość skromnie, bez porównania z takim "Detroit". Poza wypowiadającym się w intrze szefem Sean'owego labelu - raczej rapowe no-name'y, które nic do materiały nie wnoszą. Zatem ten aspekt wydawnictwa mamy już omówiony. Możemy przejść do pokładów.

O, i tu jest znacznie lepiej. Na tyle, że w sumie można zapomnieć, że Sean nie jest jakimś wielce charakterystycznym raperem, choć wokal ma całkiem przyjemny. W e-książeczce brak infa o tym, kto te podkłady popełnił, ale jedno można powiedzieć - na pewno mają znak jakości GOOD Music. Nie jest tak dobrze jak na "Detroit", ale hej - mówimy o debiutanckim mikstejpie dwudziestoletniego koleżki, trochę wyrozumiałości. Ciężko wyróżnić coś, co zasługiwałoby na miano killer tracka, choć "Won't Be Long" ma uzależniającą partię piana i oniryczną wręcz atmosferę, a "Money Being Made" to minimalizm, który kupi każdy, kto uważa "Drop It Like It's Hot" za dzieło geniuszu.

Na Fejm przez duże "F" jeszcze za mało, ale jak pokazała przyszłość - kredyt zaciągnięty tytułem mikstejpu spłacić się jak najbardziej udało.

 

najlepszy moment: WON'T BE LONG (FEAT. ATONE)

ocena: 7/10

15:24, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »

rok wydania: 2012

wydawca: DIY

pobierz album

 

DOOBREJ Muzyki ciąg dalszy. Po Cyhi The Prynce czas, by pomówić o innym reprezentancie Westowego G.O.O.D. Music.

Pomimo zaledwie kilkuletniej obecności na rap scenie Big Sean zdążył już sporo namieszać w mainstreamie. By podkręcić zainteresowanie zbliżającym się wielkimi krokami następcy wydanego w 2011 roku debiutanckiego "Finally Famous", miesiąc temu opublikował czwarty już w swej kolekcji mixtape.

Co tu dużo mówić - takie mikstejpy lubimy! Może i nawet siłą rzeczy ustępuje on legalowi (oczywistym jest, że lepiej dać dobry kawałek na płytę, na której się zarobi, aniżeli umieszczać go za darmo w sieci), mimo to słychać, że jest to dzieło przemyślane i dopracowane w każdym szczególe. A także spójne - jako że lejtmotywem całości są uczucia, jakimi darzy Big Sean swoje rodzinne miasto. Temu służą chociażby skity, a właściwie muzyczne miniaturki, w których na tle jazzującego pianinka opowieści o Detroit snują Common, Young Jeezy i Snoop Dogg... Snoop Lion, znaczy się. 

A skoro już o gościach mowa - lista fituringów to kolejny dowód na to, że "Detroit" został pomyślany jako wydawnictwo, z którym trzeba się liczyć przy wgłębianiu się w dyskografię artysty. Zresztą tyloma osobowościami rap-sceny zebranych w jednym miejscu to i spora część oficjalnych albumów nie może się pochwalić. Najgorętsze obecnie nowe nazwiska w hiphopie - m.in. J.Cole, Kendrick Lamar, French Montana, Wale, Tyga, Royce Da 5'9. Nie muszą gwarantować one najwyższej jakości, ale dzięki zebraniu ich w takiej ilości na pewno nie jest nudno.

Najciekawiej robi się jednak wtedy, kiedy pojawiają się goście zajmujący się na co dzień nie rapem, a śpiewem. Chris Brown znów każe mi lekko zrewidować moją nienajlepszą opinię o nim poprzez całkiem nawet emocjonującej partii wokalnej w "Sellin' Dreams", opatrzonym orkiestralnym intrem. Cudny, odprężający i zarazem erotyczny klimat robi dawno nie słyszana Jhene Aiko. Świetnie sprawdził się zsamplowana zagrywka gitarowa z "Bannquet" Bloc Party w "All I Know", w którym słychać także Wiz Khalifę. A reszta piosenek? Owszem, mainstreamowy do bólu sound. Ale zarazem nie tak ordynarny w konstrukcji jak na mikstejpach takiego Juicemana.

Panie prezesie, zadanie wykonane! Czekamy na premierę "Hall Of Fame".

 

najlepszy moment: ALL I KNOW (FEAT. WIZ KHALIFA)

ocena: 7,5/10

00:32, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 października 2012

rok wydania: 2011

wydawca: DIY

pobierz album

 

Kończymy pogadanki o Pryncie mixtapem, który z bliżej mi nieznanych powodów umknął mi podczas dotychczasowej eksploracji twórczości tego koleżki. 

Druga część "Royal Flush" powstała niedługo po poprzedniczce, kiedy jeszcze Prynce'a płynął na tej samej fali, która go poniosła po podpisaniu dealu z GOOD Music. Mixtape powstał przy współudziale sporej ilości przyjaciół z labelu, tak jeśli chodzi o podkłady (West, No ID), jak i warstwę wokalno-rapową (Big Sean, 2 Chainz, Pusha T). I tą firmową niemalże jakość GOOD Music tu słychać. Co najważniejsze jednak - "dwójka" pozbawiona jest tych okropnych refrenów, które były zmorą debiutanckiego mikstejpu. 

A mimo to wyżej jednak będę stawiać tamto wydawnictwo. Tam były momenty ocierające się o wybitność, a tu jest co najwyżej mocno nieźle. Jak np w utworach opartych na samplach - "Cold As Ice" z cytatem z tak samo zatytułowanego tracka Foreigner (ten sam sampel wykorzystali ponad dekadę temu M.O.P.), "Bulletproof" oparty na analogicznie zatytułowanej piosence La Roux i z kozak zwrotką Yelawolfa, "Thousand Poundz" cytujący "Happy Meal II" The Cardigans (gościnnie Pill i Pusha T) czy "Sunday Morning" z jajcarsko potraktowanym refrenem "Easy" The Commodores. Osobliwym wyjątkiem jest tu "Stadium" z udziałem B.O.B. - southernrapowo brzmiące zwrotki przeplatane są refrenem, który brzmi jak wprost wyjęty z koncertu jakichś softrockerów na tytułowym stadionie. Refren jest totalnie guilty pleasure'owaty, zwrotki w sumie też niezgorsze, ale razem dają jakieś totalne kuriozomonstrum.

Nie zawiódł Kanye West jako producent, dostarczając przepysznie chillujący podkład w "Woopty Doo". Z tej samej szufladki wywodzi się także "Made Me Who I Am". Jeśli się przymknie oko na okropnie fajansiarski wokal w refrenie (hmmm, deja vu), to "End Of The Night" może podjarać potęznie brzmiącym beatem. Jeśli jeszcze wspomnimy o zabawnych przerywnikach (cytujących np... "My Heart Will Go On" Celiny Dion), to wychodzi nam całkiem pokaźna liczba spoko kawałków. Niestety to zaledwie połowa z 70minutowego materiału, który jako całość może sprawić problemy z odsłuchem za jednym podejściem. 

All in all, sequel całkiem spoko. Dobrze wkomponowujący się w fakturę równi pochyłej, po której zjechał Prynce dwoma kolejnymi mikstejpami...

 

najlepszy moment: WOOPTY DOO (FEAT. BIG SEAN)

ocena: 7,5/10

00:14, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
 Skala

10-"Ideału Potęga"

9,9-9,0-"widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem"

8,9-8,0-"będę brał cię, cię, ehe"

7,9-7,0-"joł joł, joł joł joł joł joł, wielkie joł!"

6,9-6,0-"ch** na to kładę bo i tak damy radę"

5,9-5,0-"będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa!"

4,9-4,0-"to nie z mafią układy tylko szołbiznes"

3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać"

2,9-2,0-"Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może?"

1,9-1,0-"ile dałbym by zapomnieć cię..."

0,9-0,0-"pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne k***a sprawy!"