Kategorie: Wszystkie | film | muzyka | pozostałe
RSS
środa, 31 sierpnia 2011

rok wydania: 2000

wydawca: Camey

 

no dobra, to znow zajrzyjmy do Spawaczy z Poznania.

"Hip Hop giwery..." zostaly wydane zaledwie dwa lata po "Ninja Comanndo", ale jak juz wspominalismy, Spawacze po sukcesie "Brata Juzefa" kuli zelazo poki gorace i w miedzyczasie zdazyli wydac dwa kolejne wydawnictwa. no i po raz kolejny doszlo do przetasowan w skladzie - zostal Fazi z Kamieniem, ale odpadli za to Zocha i, po raz drugi i jak na razie ostateczny, Dzwon. przede wszystkim jednak wrocil Kaczmi.

a wraz z nim - hip hop. koniec z eksperymentami, panowie znow robia to co wychodzi im najlepiej, czyli laczenie rapu z penerstwem. i trzeba uczciwie przyznac, ze robia to coraz lepiej. nawet jesli ten progres jest, za przeproszeniem, w chuj powolny i wciaz skrajnie obiektywnie to sa klimaty zenady tak formalnie, jak i tresciowo. tym jedynie, co jest w stanie uratowac ten album w oczach osob "niezrzeszonych" jest postac Kamienia. chlopak odwalil kawal dobrej roboty - jako wspolproducent wszystkich podkladow na plycie (owszem, generalnie celujacych w totalny minimal, ale juz np takie "Hip Hop Idioto" czy "Studenci Chemii" sa wyrzezbione naprawde stylowo, a i ten prymitywizm w wiekszosci przypadkow ma swoj urok), ale i jako raper na dobra sprawe jedyny tutaj zaslugujacy na to miano, dysponujacy *jakims flow*, predysponujacym go do mierzenia go tymi samymi kategoriami co reszte rap sceny. owszem, jaram sie fristajlem Faziego w "Alkoholach" czy "James Błond" (bo to fristajle chyba, nie?), ale na podobnej zasadzie co nawijka MC Terminatora, if ya know what I mean.

ale podkresle - to wszystko sa zarzuty bardziej obiektywne niz subiektywne. jako zwykly entuzjasta wciaz nie jestem w stanie zrozumiec, dlaczego prawie ci sami kolesie, ktorych teksty z debiutu wciaz po tylu latach rozjebuja od pierwszej do ostatniej linijki, tutaj tak rzadko potrafia nawiazac do tamtego Absolutu Lirycznego. ok, jest lepiej niz na "NC", bo tam byl straszny dramat pod tym wzgledem, a tutaj mamy np  chociazby "Jamesa Błonda", skrajna patologia godna umieszczenia w towarzystwie "Pedała Romana" i "Meneli". moze za duzo wymagam, ale cholera, podkresle jeszcze raz - "Bra Juzef" pod wzgledem killerskich wersow zawiesil poprzeczke tak wysoko, ze na palcach jednej reki mozna by wymienic raperow/plyty bedace w stanie ja przeskoczyc. ok, sentyment skrzywia troche perspektywe, ale nie az tak. "Brat Juzef" is da shit, dziwko.

i to wlasnie znow chcialem Wam przekazac. "Bullterrierow" to material rowny jak niemiecka autostrada, ale przynajmniej nie ma tu takich wtop jak na "Nindzy". stad ocena wyzsza, ale tylko ociupinke. coraz mocniej dochodze jednak do wniosku, ze nie tylko "Brat Juzef" wymyka sie wszelkim kryteriom ocen muzyki, ale i praktycznie cala dyskografia Spawaczy.

 

najlepszy moment: ALKOHOLE

ocena: 6/10

23:09, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 sierpnia 2011

rok wydania: 2005

wydawca: Afterbeat

pobierz album

 

z dzisiejszej perspektywy widze, ze przy notce o "Zapiskach" wykazalem sie mentalnoscia zrzedzacej baby. na "Sinusie" jak braklo tresci - zle. "Zapiski" trescia az kipia - tez zle. no nie dogodzisz, Panie.

cokolwiek by nie mowic o solowej dzialalnosci Pe, jawi mi sie ona zdecydowanie jego najciekawszym aspektem jestestwa na muzycznej scenie. Cinq g jakos w miare jeszcze przyswoilem, ale juz Banda Tre trudno uznac za cos wiecej niz wybryk muzyczno-towarzyski.

inna sprawa, ze przypuszczalnie tak mialo byc. czesc skladu Cinq G-kiedys-teraz-Senk-Ze w postaci Pe i Misty Pity skumala sie z Lady Mocca i, jak przystalo na fristajlowcow lapiacych chwile, weszli do studia zarejestrowac 9 trackow.

wiecie, moglbym naprawde poplynac z tematem i polac tu wode. ale nie ukrywam - spiesze sie, a ta plytka jest sympatyczna, ale nie na tyle, by znajomi czekali na mnie, kiedy ja tu bede sie rozpisywal o kolejnym tworze artystycznym Pe. wiem ze to bedzie dosc grubasne porownanie, ale z nowszymi odlamami rege mam troche jak z death metalem. naprawde lubie ta energie, choc ni chuja nie jestem w stanie odroznic jednego kawalka od drugiego (wyjatek na tej plycie - "Kto to jest?" z dosc przyjemnie gniotacym basem).

do jutra, postaram sie zrehabilitowac.

 

najlepszy moment: KTO TO JEST?

ocena: 7/10

20:03, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 sierpnia 2011

rok wydania: 2010

wydawca: Rockers Publishing

pobierz album

 

na kolejny solowy album Marcina "Duzego Pe" Matuszewskiego trzeba bylo czekac az 6. ale to tylko w teorii - wszak w miedzyczasie mielismy kolejny album Ciszy & Spokoju (co ciekawe, akurat to wydawnictwo nie zostalo wrzucone na soundclouda - dj spox sie sprzeciwil?). ktos powie ze Cisza & Spokoj nie byla solowa, bo przeciez Dj Spox. ok, ale idac tym tropem "Sinusa" tez ciezko uznac za solowego, bo tam IGS odegral nie mniejsza role niz Spox na plycie z 2006 roku.

nic to... wazne jest to, ze tym razem Spoxa na plycie Pe nie ma i nie zanosi sie na to, by ten duet znow cos razem stworzyl. nie wnikamy w przyczyne tego stanu rzeczy, warto jednak zauwazyc, ze nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo. tym razem Pe odpowiedzialnoscia za cala oprawe muzyczna swego nowego krazka obarczyl Kixnare'a, jednego z obecnie najwazniejszych graczy w kategorii "polskie rap podklady". i rowniez "Zapiski" potwierdzaja ten status. co tu duzo mowic - chlopak tu rzadzi i dzieli. a wlasciwie to wlasnie nie dzieli i trzeba uczciwie przyznac, ze dwoch tak silnych zawodnikow jak kixnare i spox mogliby sie zwyczajnie nie pomiescic na tych podkladach. owszem, tu i owdzie odzywaja sie skrecze (swietny cytat z "Welcome To The Terrordome" w "Problemach"), ale generalnie rzadza inne srodki wyrazu. bity ewokuja wprawdzie Zlota Ere, ale instrumentalny "Kix's Jazz" to wlasciwie wizytowka stylu tego producenta. ciezko po jej odsluchu pozbyc sie wrazenia, ze ojciec zakatowal go za dzieciaka fusion jazzowymi plytami, w szczegolnosci Corea i innymi magami klawiszy (choc pewnie Scofield tez sie przewinal - check zajebista gitara w "N'euforia"). hej, to tak jak moj! moze to nawet ten sam ojciec?

instrumentalnie to teatr jednego aktora, ale tez i warstwe liryczna Pe zagarnia cala dla siebie. jednak niestety ten fakt juz takiego entuzjazmu we mnie nie wzbudza...

wezmy openera calosci, nazwanego, hm, "Otwarcie". przepieknie wyjania sie z otchlani ten podklad, rozbudzajac nadzieje na kolaboracje godna najlepszych momentow Pezet/Noona. nadzieje rozwiewa jednak swoim wejsciem Pe. gdybym nie rozumial tekstu bylbym pewien, ze obcuje z dissem. i jesli ktos pamieta kawalki Pe z beefu z Pihem to informacja dla niego - tu Pe nawija w tamtym stylu niemal caly czas. owszem, lubie ten power na granicy agresji, ale niekoniecznie na rozciaglosci calej plyty (nawet tak krotkiej, bo ok. 35minutowej) i na pewno nie gdy idzie on w parze z tak fajnie relaksujacymi podkladami. w "Otwarciu" ten dysonans moze nawet intrygowac (swoja droga tekst jakze inna to w klimacie introdukcja niz ta z "Sinusa", do ktorej zreszta "Otwarcie" nawiazuje), ale pozniej bywa niestety meczaco. sorry, ale np taka "Noc taka jak ta" wokalnie ma tyle wspolnego z "Mind Sexem" Dead Prezu, co Josef Fritzl z Rudolfem Valentino.

nie aby taka a nie inna forma ekspresji byla zaskakujaca. mysle, ze mozna by "Zapiski" zakwalifikowac jako plyte rodzaca sie w bolach. moze chodzic o rozstanie ze Spoxem, choc kulis sprawy nie znamy. trudno jednak nie zauwazyc faktu, ze Pe juz raczej statusu hiphopowego autsajdera nie zmieni. najwieksi tej sceny nie zaczna zapraszac go na swe plyty, forum hip-hop.pl zawsze go bedzie juz wyzywalo od Pedryli, koncertowe zycie tez raczej bedzie napedzane wystepami z Masala czy Senk Ze anizeli solowymi sztukami. owszem, mozliwe ze Marcinowi to wszystko totalnie zwisa i powiewa. ale "Zapiski", chocby juz poprzez sam tytul plyty, sugeruja co innego. a jednak mozna by sie powolac tu na innego wykonawce. bo uczucia jakie mi towarzysza podczas odsluchu "Zapiskow" sa niemal identyczne z tymi, jakie mialem przy "Polacz Kropki" Afro Kolektywu. mialoby to porownanie sens biorac pod uwage fakt, ze nieszczescia chodza parami, a panowie Afrojax i Pe juz na "Czarno Widze" tego pierwszego pokazali, ze dobrze im sie kolaboruje. byc moze niejeden raz utyskiwali przy tej samej pollitrowce na brak powazania na polskiej rap-scenie.

wniosek zatem bedzie ten sam co przy ostatniej plycie Afro Kolektywu - "Zapiski" to jest dobra plyta, ale jednak ta dawka agresji w wokalu i pesymizmu w tekstach (momentami przybiera to wrecz samobojczy klimat, jak w "Neuforii" - choc akurat ten fragment uwazam za wybitny tak muzycznie, jak i tekstowo) dla mnie jest zbyt odstreczajaca, bym chcial czesciej wracac do tej plyty. zajawki nowej muzyki Afro Kolektywu pozwala wierzyc, ze wrocil chlopakom (bardzo umiarkowany) optymizm, a przynajmniej sarkazm w granicach tolerancji. zobaczymy jak bedzie z Pe - kolejna plyta taka jak "Zapiski" kaze mi zalowac, ze kiedykolwiek wyszedl on poza freestyle. chyba ze wczesniej stwierdze, ze ta plyta jest absolutnie genialna. a tak mozliwosc tez istnieje.

(btw, ja wiem ze to zupelnie nieistotne i niegrzeczne czepialstwo, ale... na Boga, Pe, co to za fryzura na okladce?)

 

najlepszy moment: N'EUFORIA

ocena: 7,5/10

22:05, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 sierpnia 2011

rok wydania: 2006

wydawca: ToSieWytnie

pobierz album

 

jesli ktos po "Sinusie" zaszufladkowal Pe i Spoxa jako hiphopolowcow powinien miec watpliwosci co do swego czynu za sprawa dzisiaj omawianego wydawnictwa. bo czy hiphopolowiec mialby cokolwiek wspolnego z wytwornia Definitive Jux? kurcze, tak sie zastanawiam, ilu generalnie polskich raperow kojarzy ten label.

niewazne. wystarczy nam to, ze Spox kojarzy. i dwa lata po wydaniu "Sinusa" postanowil zblendowac ten album z podkladami dzis juz bylego filara Def Jux, RJD2. w absolutnej calosci (pominieto oczywiscie tylko hidden track).

dobra, nie bede zgrywal znawce, bo tak naprawde jakos ominela mnie w mej sluchaczowej karierze postac tworcy "Deadringera", wiec podchodze do podkladow z tego mixtejpu jak do swiezynek. i moglbym tu teraz porozplywac sie nad ich zajebistoscia, ale to nie do konca temat tej notki. rzecz w tym, jak sie one zgraly z wokalami Duzego Pe (no i Sinusowych gosci). a zgraly sie dosc przyzwoicie. tylko "przyzwoicie"? coz, zalezy jak wysoko postawic poprzeczke. na pewno (raczej, ale o wyjatkach za chwile) brak tu wiekszych rozdzwiekow, dwoch rozjezdzajacych sie orkiestr. symbioze mozna uznac generalnie za udana. ale wydobywania drugiego dna z oryginalnych kawalkow zdarza sie raczej sporadycznie. zachwycalem sie otwierajacym "Sinusa" kawalkiem tytulowym - okazuje sie, ze wokale z tamtego chillujacego kawalka rownie dobrze, jesli nie lepiej (wspominalem wczoraj o nadeskpresywnosci Pe) wgryzaja sie w pelnego hiphopowego ognia polamanca. "Nasze Zycie", tu jako "Inhaluj Nasze Zycie", tu brzmi z jednej strony niemal kosmicznie, a z drugiej ma wystarczajaco powera, by potraktowac go jako wezwanie do beefu (w ogole co za motyw - Mezo na podkladzie z Def Jux, swiat na te pare minut staje na glowie). absolutna rewelacja jest natomiast nowa wersja "Ten Dzien To Dzisiaj", na "Sinusie" przechodzacy jakos tak niezauwazenie. chwytliwy refren zostawiono, ale ozeniono go z niepokojacym podkladem, swietnie uwypuklajacym przewrotny storytelling Pe.

a wspomniane wczesniej wyjatki? "Stworzeni by latac, taktowani werblem sekund" ma swietny podklad, ale te deciaki nijak maja sie do refleksyjnej, posepnej tematyki tekstu. "OGraniczenie" ma zas problem... zbyt zajebistego podkladu. powaznie, to jest tak epicka perla tej plyty, ze te wokale Pe, z calym szacunkiem, tutaj akurat przeszkadzaja.

powiem tak - takie podklady uratowalyby niejedna polska rap-plyte i same w sobie zasluguja na oceny najwyzsze. ale akurat "Sinus" w oryginale jest na tyle dobry instrumentalnie, ze mozna pozwolic sobie na potraktowanie tego mixtejpu jako suplementu do tamtej plyty.

 

najlepszy moment: TEN DZIEŃ TO DZISAJ; THE 'F' WORD CIŚNIE SIĘ NA USTA (FEAT. IGS & A. BORECKA)

ocena: 7,5/10

15:44, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 sierpnia 2011

rok wydania: 2004

wydawca: UMC

pobierz album

 

wracamy do Polski. ostatnio przy okazji recenzji Cinq G pisalismy o dosc specyficznym (a mowiac wprost - nienajlepszm) statusie Duzego Pe na polskiej scenie rapowej. pewnym kolejnym poklosiem tego zjawiska jest udostepnienie jakis czas temu przez Warszawiaka (prawie) wszystkich swoich plyt na serwisie soundcloud. przyznam ze mam ambiwalentne odczucie co do tego gestu - z jednej strony taki gift musi byc mily. ale z drugiej strony napawa to smutkiem, bo kaze przypuszczac, ze normalne reedycje najzwyczajniej w swiecie sie nie oplacaly. a przeciez wsrod tych podarunkow sa "Zapiski Z Zycia Na Terytorium Wroga", wydane zaledwie rok temu...

no nic to. skoro daja, to nie wybrzydzajmy. i opiszmy. na poczatek poleci debiut. choc poczatki dzialalnosci Pe byly nierozerwalnie zwiazane z postacia Dj Spoxa, z ktorym to nagrywal jako Cisza & Spokoj, debiut na legalu nie jest opatrzony tym szyldem. co jest o tyle dziwne, ze sam Spox jest tu jak najbardziej obecny. niemniej mozna to zrozumiec, o ile spojrzy sie na kwestie przez pryzmat efektow pracy wlozonych przez panow wymienionych na okladce. coz, z calym szacunkiem dla duetu, ale dla mnie to chyba IGS jest najwiekszym bohaterem tego krazka. zachwycalem sie stylem kolesia juz dawno temu, przy okazji jego "Ekspedycji". tutaj potwierdza, ze jest (byl?) jednym z najlepszych producentow w tym kraju, a na pewno jednym z najbardziej niedocenionych. niby niczym wielkim sie nie charakteryzuja - ot, funkowanie blizsze g-funkowego Zachodu, wyrazne rysowanie beatu dzis juz rzadko spotykane w mainstreamie, wlasciwie bez zaskoczen czy stylistycznych skokow w bok. ale jak to buja i zreeee! wezmy dla przykladu rozpoczynajace plyte "Sinus - Jak Introdukcja". cudnie buczacy bas, ktoremu towarzyszy pierdyliard teoretycznie tylko ornamentow, wiekszych i mniejszych, a jednak w calosci skladajacych sie na Element, ktory z braku lepszego okreslenia nazwijmy Melodia Prowadzaca - ciezko to zanucic, a jednak slucha sie tego niczym najlepszych produkcji popowych. ladnie w to wszystko wgryzaja sie skrecze Spoxa, ktorego moim zdaniem niewielu moze przebic w kwestii dobierania cytatow (polecam "Wiadomosc").

jak wspominalem, udziwniania nie ma, co nie znaczy, ze byle domorosly bitmejker bylby w stanie sklecic te bity na swoim Fruity Loopsie. bywaja tu tez i fragmenty, przy ktorych takze raperzy zlapaliby sie za glowe. taki "Taktowani Werblem Sekund" wlasciwie moglby byc pozbawiony warstwy wokalnej i tez robilby jak cholera. a jednak to wlasnie na ten podklad zaproszono reprezentantow rap-elity - Eldo i Emil Blefa. wyszlo swietnie, wrecz poruszajaco, nawet jesli tego drugiego z wiadomych wtajemniczonym przyczyn troche ciezej zrozumiec. zreszta ficzuringi sa dosc mocna strona tej plyty. goscie glownie dbaja o refrenu, jak najczesciej pojawiajaca sie tu A. Borecka, ale tez i rastamani - niemal oczywisty swego czasu w tym temacie Gutek, ale tez i Maleo, ktorego wokal, nie wiedziec czemu, zdecydowanie za rzadko wykorzystywany jest przez raperow. no i jest oczywiscie wspominany na tym blogu juz kiedys "Nasze Zycie". powiem jeszcze raz - tak jak nie znosze Meza, tak obiektywnie musze przyznac, ze naprawde dobre zwrotki zapodal w tym kawalku. nie zmienia to faktu, ze nie bylo mozliwosci, by wydanie tego kawalka jako pierwszego singla nie podzialalo jak plachta na prawilnych bykow i nadanie Pe latki hiphopolowca - latki, ktorej juz nigdy pozniej nie byl w stanie sie pozbyc. ale jak juz napisalem - to naprawde przyzwoity track, dobrze wtapiajacy sie w trackliste plyty. rozczarowaniem jest za to znikomy udzial Rahima w "OGraniczeniach". takiemu gosciowi wypadaloby zaoferowac wiecej niz dopowiadanie pojedynczych slow w prawie nieslyszalnym tle. zreszta w soundcloudowej wersji plyty nawet tego ficzura nie odnotowano.

i jesli mialbym miec jeszcze jakies zastrzezenia to do ... samego Pe. jesli jeszcze nie wspominalem - dla mnie to technicznie jeden z najlepszych raperow w Polsce. perfekcyjna artykulacja, power w glosie ktory w bardziej lirycznych fragmentach moze byc wrecz niestosowny, idealne plyniecie po bicie. same skladanie rymow Pe czy metafory (zwrociliscie uwage na te cytaty z Hey'a?) tez gra w Lidze Mistrzow. a jednak dosc trafne bylo porownanie w "Machinie" Pe do reprezentacji Argentyny. bo niestety tak jak sie slucha tego kapitalnie, tak niewiele jednak z tego rapu wynika. takie teksty jak "Taktowani Werblem Sekund", "603" czy "Ten Dzien To Dzisiaj", w ktorych przypadku Pe oznacza Poete, sa w mniejszosci. znacznie wiecej jest tu przechwalanek, kozaczenia i zwyklego nawijania o niczym. spoko, w koncu to niezbedny element w gatunku, ale nie na wiecej niz 1-2 kawalki.

niemniej - bardzo dobra plyta, warta zapamietania, a na pewno rehabilitacji w oczach wielbicieli gatunku.

 

najlepszy moment: TAKTOWANI WERBLEM SEKUND (FEAT. EMIL BLEF & ELDO)

ocena: 8/10

17:01, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
 Skala

10-"Ideału Potęga"

9,9-9,0-"widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem"

8,9-8,0-"będę brał cię, cię, ehe"

7,9-7,0-"joł joł, joł joł joł joł joł, wielkie joł!"

6,9-6,0-"ch** na to kładę bo i tak damy radę"

5,9-5,0-"będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa!"

4,9-4,0-"to nie z mafią układy tylko szołbiznes"

3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać"

2,9-2,0-"Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może?"

1,9-1,0-"ile dałbym by zapomnieć cię..."

0,9-0,0-"pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne k***a sprawy!"