Kategorie: Wszystkie | film | muzyka | pozostałe
RSS
czwartek, 31 lipca 2008

rok wydania: 2005

wydawca: 2.47 

 

druga płyta załogi z, o ile się nie mylę, wrocławia. było już tutaj o pierwszej "płycie skirtotymicznej". niby rok tylko dzieli te płyty, ale dla zespołu musiał to być bardzo owocny rok. nowy kontrakt z nowym, popularniejszym wydawca (2.47 to wytwornia bodka z agressivy 69). wypasniejsze wydanie calosci typu tekturka, ksiazeczka w formacie plakatu. w tej samej ksiazeczce az roi sie od znanych nazwisk, zarowno jesli chodzi o featuringi, jak i podziekowania. spotkanie na szczycie, wiec. a co najwazniejsze, chlopaki porwali sie na dwuplytowke. opus magnum? juz? zwazywszy na to, iz Luc wyruszyl w samotne muzyczne wojaze, byc moze pod szyldem kanału audtywynego juz nic lepszego sie nie ukaze. wiec pochylmy sie nad neuroforeco... pochylmy sie nad ta plyta i powychwalajmy.

 "2 pokoje", przede wszystkim "2 pokoje". numer o ktorym moznaby elaborat pisac. gdy pierwszy raz uslyszalem ten numer, to az mnie z krzesla zrzucilo. efekt zostal podrasowany toolowym w klimacie klipem. wprawdzie rahimowy (paktofonika, pokahontaz) wklad ograniczyl sie do wokalu i tekstu, to w podkladzie sie dzieje psychorapowa afera na miare debiutanckich dokonan kalibra 44 i 3xKlanu. historyczna sprawa, historyczne liryki, ktore dodatkowo zainspirowaly projekt luca z rahimem. do przesluchania po kliknieciu w najlepszy moment, moze przezyjecie to samo co ja.

reszta materialu juz tak historyczna nie jest, choc jak najbardziej trzyma poziom. trudno mowic o zmianach w mysleniu o muzyce od czasu debiutanckiego krazka. ot, wciaz bardziej tu nujazzowo niz hiphopowo. trabeczki, kontrabas, cudowne zenskie wokale natalii grosiak w glownej mierze, choc pojawiaja sie tez agata radwanska i dj patrysia. gdzieniegdzie skreczuje dawid szczesny. generalnie muzyczny wypas, bogactwo dzwiekow. a nad tym wszystkim oczywiscie Luc ze swoimi surrealistcznymi tekstami. da sie gdzieniegdzie uslyszec, ze to wielkie pozerstwo, forma przeslaniajaca brak tresci. ten, no, jakby to powiedziec... no i chuj? forma luca jest wciaz w zajebistej formie, co chwila zaskakuje porownaniami, rymami, ma swoj styl jak niewielu w tym kraju. muzyka ma przede wszystkim cieszyc ucho, naprawde.

wspomnianym zostalo, ze calosc to dwa cedeki. jeden zwie sie cd l.u.c, drugi cd spaso. co ciekawe, chociaz to spaso specjalizuje sie w podkladach, to na jego krazku mamy wiecej luca. w sensie wiecej wokalow, wiecej rapu. luc odlecial instrumentalnie. i jesli mamy konfrontowac oba krazki, to chyba jednak spaso wygrywa. wiecej u niego Momentow, jak chociazby 2 pokoje. 

 no wlasnie. ciezko przy takim ogromie muzyki nie trafic na slabsze momenty. wiec wyrok tradycyjny - wieksza selekcja materialu i byloby jeszcze lepiej. ale biorac pod uwage wlozony w calosc trud, osemka jak najbardziej nalezaca sie.

 

najlepszy moment: 2 POKOJE (feat. Rahim)

ocena: 8/10 

17:09, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 lipca 2008

rok wydania: 2007

wydawca: Insane Society Recs. 

 

to moze byc historyczna notka. a to z tego powodu, iz nie pamietam, bym kiedykolwiek tutaj (mam na mysli takze rejdzmen.blog.pl) pisal o muzyce z czech. no coz, prawda jest taka, ze nasi poludniowi sasiedzi potega muzyczna nie sa i w tym temacie kojarza sie glownie z tanczaca z gwiazdami helena vondrackova, czy jak tam jej nazwisko sie pisze. cale szczescie, ze underground rzadzi sie swoimi prawami. i najciekawsze rzeczy wcale nie pochodza z krajow anglosaskich. pisalem kiedys o lotyszach z tesy, warto tez wspomniec o wegierskim idoru. a teraz dochodza jeszcze czesi z themy eleven. tylko wiarygodny jest artysta z europy wschodniej?

oczywiscie nie odkrywam przed wami, hmmm, ameryki, poniewaz the eleven to firma zasluzona i obytym ze scena hardcore doskonale znana. nieraz i niedwa zreszta panowie odwiedzali nasz kraj, chocby 2 tygodnie temu razem z converge. ale moze czytaja tego bloga fani happysad i dlatego warto poczuc misje i opowiedziec o tak fajnym zespole i tak fajnej plycie jak "the great misanthrope". fajnej? adekwatniejsze slowo - rozpierdalajacej trzewia. malo poetyckie, ale wlasnie tak czuje muzyke z tej plyty. wczoraj z okazji poison the well byl maly wykladzik o tym, dlaczego emo moze byc okej. czy thema eleven jest emo? no coz, raczej znalazlaby sie adekwatniejsza szufladka, jednak prawda jest taka, ze ta muzyka rusza dusze, kipi emocjami, burzy spokoj wewnetrzny. chce sie wyc z bolu razem z wokalista nad beznadzieja zycia. muzyczny "wilk stepowy". 

padla nazwa hardcore, jednak w warstwie muzycznej jest to jednak bardzo inna rzecz od wspomnianego poison the well. posthardcore to juz lepsze okreslenie, jednak rzecz jest utrzymana w dosyc wolnym tempie, przez co jednak calosc nabiera jakby liryczniejszego wymiaru i zbliza sie do wspomnianej Tesy czy ciut przecenianego Isisa.

jesli ktos lubi nazwiska w recenzjach, to prosze - za produkcje odpowiedzialny jest Alex Newport, jako muzyk najbardziej znany z Nailbomba zalozonego z Maxem "Sepultura" Cavalera, choc wiecej czasu poswieca produkcji. co slychac i tutaj. full profesjonalne brzmienie. podkreslajace calkiem ciekawa aranzacje, z przewijajacymi sie w tle gadkami ludzkimi.

muzyka musi chwytac za serce. melodiami, emocjami, chwytliwoscia. przy czym tak naprawde pierwszy element jest najmniej wazny. na tej plycie emocji jest prawie w nadmiarze, a przy tm zapamietano o trzecim czynniku, wiec znuzenia nie ma. bym powiedzial marsz do sklepow, bo mamy tu do czynienia z plyta-sensacja, ale jak juz bylo wspomniane, jest to undeground. czyli trza zamowic przez net lub wybrac sie na koncert i wylukac merch. wierze ze to nie problem, bo juz od dawna wiecie, ze dobrej muzyki trza szukac gdzie indziej niz w media markt.

 

najlepszy moment: THE TEMPEST

mowa byla o samplach migajacych w tle. tutaj mamy samego aleistera crowleya. po jego gadce wchodzi zas gitara typu cudo i takowy "mostek" .dreszcze

ocena: 8/10  

23:01, rejczmen , muzyka
Link Komentarze (1) »

zapewne wszyscy spodziewali sie niespodzianki w postaci uroczystego popelnienia samobuja na forum publicznym, a tu patrz. takie niewiadomo co.

a nie, jednak wiadomo co. po prostu uznalem, ze blog.pl ssie. jakis czas temu tak z ciekawosci luknalem na bloga na serwerze blox.pl i padlem na kolana przed mozliwosciami tego, co tu mozna latwo i szybko wstawic. na blog.pl nic nie mozna wstawic, albo trzeba sie babrac w htmlu. a ja jestem jednak wygodnicki chlopak.

to po pierwsze. po drugie to juz mnie wkurwial zalobny dizajn tamtego bloga. choc szacun dla Glana, ktory zrobil dla mnie ten szablonik 3 lata temu. wiem ze jestem emo i w ogole, no ale mialem ochote wreszcie na cos w jasnych kolorach. tak jak to bywalo w poczatkach  mego blogowania, kiedy wszystko bylo fajnie na zielono. teraz jest patriotycznie bialo-czerwono i z rzygajaca kaczuszka.

 po trzecie i najwazniejsze, choc wciaz dotyczace zmian. chcialem wreszcie posegregowac to co dotychczas dokonalem. chcesz wiedziec co sadze o Fląder Pop Festiwal, Dillinger Escape Plan, koncertach w Kwadratowej czy Twoim zespole? nic prostszego, wystarczy wyszukac odpowiedniego TAGA po prawej stronie, albo kliknac w KATEGORYZACJE by wszystkie tagi sie wyswietlily. musze ten element jezcze dopracowac aby to lepiej wygladalo, ale dajcie mi czas.

no i wazny, moze nawet najwazniejszy powod przenosin. blox.pl oferuje tez kategoryzacje notek. take a look powyzej. macie MUZYKE, FILM i tzw ZYCIUFKE. po co to? bo po pierwsze - przeglaadalem moje stare notki i lapala mnie lekka zenua na widok notek typu "koncert Calm The Fire byl zajebisty, a zycie jest chujowe". mieszanie gowna z czekolada nie jest okej, nawet jak sie ladnie komponuje. po drugie zdaje sobie sprawe ze rozni ludzie zagladaja tu z roznych powodow. chcesz poczytac o muzyce? klikasz na dzial MUZYKA i nie natykasz sie na to, co mi w duszy gra. zdaje sobie sprawe, ze jednak duzo jest tez osob ktore tylko czekaja, by zdissowac mnie w komentarzu do zamulatorskiej notki. wtedy klikaja odpowiedni dzial i tez jest fajnie.

 musze niestety rozczarowac tych drugich wiadomoscia, ze zwyczajnie stracilem serce do emo notek. nie wiem z czego to wynika, moze za dlugo bylem w wojsku, ale zwyczajnie nie mam pomyslu na tego typu notki. choc moze to kwestia czasu. niemniej jednak lubie sie czasem pochwalic tym, ze wczoraj nakurwilem sie jak swinia i udawalem psa. i wtedy z pomoca przychodzi BLIP.PL czyli Bardzo Lubie Informowac Przyjaciol. to cacko znajdziecie tez po prawej stronie. krotka pilka, krotkie informacje i nie ma miejsca na dluzsze zyciowe refleksje. tak wlasnie to moze wygladac w przyszlosci.

docencie tez kurwa to, ze chcialo mi sie nie tylko przeniesc notki stare tutaj (choc ostrzegam - starych notek typu Zyciufka przenosic mi sie nie chcialo, bo i po co. jesli wiec interesuje Cie, jaka mialem zamule dnia w czerwcu 2005 to niestety lukaj na starego bloga), ale tez ozdobic je obrazkami a nawet linkami do numerow.

 

przypominam ze to jednak jest jeszcze wersja  beta tego bloga. dzis jeszcze pojawi sie notka muzyczna, ihaaa.

 no, ale skoro ta notka klasyfikuje sie jako Zyciufka to moze co u mnie? nic wielkiego. praca magisterska posuwa sie do przodu tempem zdolowanego slimaka, no ale cos sie dzieje. poza tym robie teraz w NCK, czyli Nadbaltyckim Centrum Kultury. chwilowa raczej mysle robota i szukam czegos konkretniejszego, ale jest okej. Larry'ego jeszcze nie poznalem, ale za to mile kolezanki kreca sie wokol.  szykuje sie duzy projekcik festiwalowy we wrzesniu. no ale o tym kiedy indziej.

 endżoj!

rok wydania: 1999

wydawca: Trustkill

oryginalnie napisano w: 30.07.08

 

mam nadzieje ze jednak ktos czyta co tu wypisuje jesli chodzi o dzwieki i obrazki. wiecie, mi to sie przydaje, bo dzieki temu np okazuje sie, ze moja recenzja wygrala w jakimstam rankingu (choc oczywiscie recenzja pisana "na powaznie" zajmuje dluzsza chwile niz blogowa, ale wlasnie dzieki blogaskowi - nie zajmuje to tez specjalnie duzo czasu). oczywiscie, nie chwalac sie. a czy Wam sie przydaje... nawet jesli nie to sorry, i tak bede was meczyl swa tworczoscia. bo to tez dobra forma wyzycia sie, tak to widze.

no wlasnie. niektorzy wyzywaja sie piszac, inni silujac sie, jeszcze inni masturbujac. a panowie z poison the well wyzywaja sie za pomoca muzyki. i slychac ze to wyzywaja sie nie koksiarze z nowego portu, a szargani skrajnymi emocjami wrazliwi panowie z ameryki. podmiot liryczny w tekstach cierpi, glownie przez milosc. dekadencja, rezygnacja, rozpacz... okej okej, musi pasc w koncu to slowo. EMOOOO.

jesli czytacie to dalej to dajcie mi wytlumaczyc, dlaczego mimo wszystko jest to fajna plyta.

1) bardziej w przypadku PTW mozemy mowic o tzw screamo. czyli, jak mozecie sie domyslec, krzyczana wersja emo. normalnych wokali tu jak na lekarstwo. no i przeklada sie to na muzyke - ciezkie w odbiorze, o przebojowosci mozna zapomniec. czyli - niby emo, ale jednak nie emo. szufladki to straszna rzecz,swoja droga

2) jesli ktos odroznia sunny day real estate od tokio hotel, a fugazi od fallout boya, to nie trzeba mu tlumaczyc, ze emo w swym pierwotnym zalozeniu nie byl zlym gatunkiem. oczywiscie dla cynikow zawsze takie wylewaznie zali w sztuce bedzie gownem i beka w jednym. tak samo jak ogolnie wylewanie zali publiczne przez kogokolwiek. (hahaha, tak, w tym momencie to autodiss) get a life, czlowieku. wiec nie martw sieee, usmiechnij sieee. no tak. tylko ze roznica miedzy kolega z blogaska a panami z poison the well jest taka, ze oni te zale potrafia przekuc w sztuke, ktora porusza i kruszy kosci swym ciezarem. cos dla zamularzy i fanow hardcore'a jednoczesnie. poza tym z jednej strony slychac w tej muzyce szczerosc, a nie plyniecie na fali popularnosci emo*. z drugiej strony - no na pewno w jakis sposob trza to wszystko brac w cudzyslow. bo jest to wielce mozliwe, ze na codzien panowie zazywaja nagminnie kapieli slonecznych**, a herbate popijaja z kubkow z kaczorem donaldem. sztuka to w koncu klamstwo, ktore pokazuje rzeczywistosc.

*fakty historyczne - plyta pochodzi z 1999, kiedy to jeszcze mlodziez nie rzucala sie tak hurtowo na tusz do rzes i czarny lakier do paznokci. oczywiscie zadni z poison the well protoplasci, choc na pewno plyta ta, debiutancka na dodatek, na pewno plasuje sie nie tylko w ich dyskografii, ale i w nurcie screamo/posthardcoreowym.

**wielce to mozliwe biorac pod uwage fakt, ze zaloga ta pochodzi z miami

 

najlepszy moment: SLICE PAPER WRISTS

bardzo ladny refrenik, zdecydowanie najmelodyjniejszy. nic dziwnego ze to faworyt fanow ptw

ocena: 7,5/10 

14:53, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »

wydano: 2008

wydawca: Sounds Great Promotion

oryginalnie napisano w: 29.07.08 

 

elo, po długiej przerwie. cos ciut nowego sie dzieje, ale o tym kiedy indziej. na razie o tym, o czym mi sie najlatwej pisze, czyli o muzyce. tym razem ocenimi rzecz spreparowana przez znajome osoby, wiec nie bede bezlitostny w ocenie. zreszta, wcale nie ma takiej potrzeby.
znacie zespol Pneuma? oczywiscie ze znacie. bo goscili pare razy w Negatywie, poza tym chlopaki z 3miasta. no i takze poza granicami pomorskiego sa juz kojarzeni, zwlaszcza po wydaniu "Jeden" przez My Music. nie wiem czy chlopaki sa zadowoleni z dealu z wytwornia meza, w kazdym badz razie najnowsze wydawnictwo jest self-releasem. co mimo wszystko widac. choc nalezy docenic wlozone serce.
otoz najnowsze ow wydawnictwo to dvd. pierwsze w dlugiej karierze pneumy. a ze chlopaki na zywo miazdza i krusza kosci, to takie wydawnictwo bylo wrecz wskazane. mamy wiec wszystko co sklada sie na wizytowke zespolu - koncert, klipy i nieodzowne filmiki typu prywata.
jako wciaz mimo wszystko zaloga undergroundowe to pneuma zbyt wielu klipow sie nie dorobila. dlatego jednak glowne danie stanowi tu koncert. rzecz nakrecono w tamtym roku w ramach promujacej "Jeden" trasy, ktora objela takze Negatyw. koncert z dvd odbywa sie w jasle. ze gdzie? przyznaje, tez miejscowosci nie znam. ale wyglada na to, ze pneuma wychowala tam sobie niezla publike. z frekwencja problemow nie bylo. inna sprawa, ze byc moze zadecydowaly tez warunki koncertu. otoz sztuka odbywa sie w teatrze. kurtyny wprawdzie nie ma, jednak widac ze nie jest to zwykla sala koncertowa. nie ma to jednak wiekszego znaczenia, bo wszystko odbywa sie jak na normalnym koncercie. stagedivingi, kontakt z publika bezproblemowy... no tak, tylko ze my siedzimy przed telewizorem, wiec troszke oczekiwania inne. no i niestety nie do konca sie udalo przelozyc potege Pneumy na nosnik. oczywiscie, pod wzgledem wizualnym fajerwerkow nie ma, ale tego mozna bylo sie spodziewac. nie, aby panowie stali w miejscu, co to to zdecydowanie nie. po prostu "pulse" it ain't, jesli wiecie co mam na mysli. natomiast zawodzi dzwiek. tragedii nie ma, jednak chyba mialem wieksze oczekiwania... choc z drugiej strony - wierze ze ekipa (za rezyserie odpowiedzialny byl aberald giza, trojmiejski offowy rezyser od "towaru" chociazby) zrobila wszystko co w ich mocy bylo. i w mocy budzetu.
setlista? bez zaskoczen, przynajmniej dla tych co odwiedzaja ostatnie koncerty pneumy. "ta sama krew" highlightem koncertu. cieszy ze odpuscili sobie prezentowanie na zywo singlowego coveru "living on a prayer" i zamiast tego promuja znacznie bardziej adekwatne i kozackie "fuel" metalliki. oczywiscie numer ten konczy koncert rowniez i tu.
tyle jesli chodzi o koncert. videoklipow czas teraz. w liczbie szesciu. chronologicznie ulozone, progres ewidentnie widoczny. wprawdzie za "widzisz" z 2003 roku jest odpowiedzialny wspomniany aberald giza, jednak razi on banalnoscia wtretow fabularnych. okej, ja rozumiem, ze fani, ich emocje, niech maja swoje 5 minut w klipie. czasem zreszta mozna zrobic cos ciekawego w kategorii "klip z fanami", vide "nie było" sweet noise. no, tylko ze tam bylo wiecej pieniazkow, mozna bylo ich wykorzystaniem omamic widza. tutaj nie ma budzetu, nie ma pomyslu, nie ma co ogladac. ewentualnie ujecia zespolu. dla odmiany - numer sam jest fajny, ale o tym pozniej. nastepna rzecz pokazuje, ze jednak mozna cos ciekawego nakrecic nie dysponujac wielkim budzetem. "dom". zespol ukazany w lesie (dzungli?), kazdy z muzykow indywidualnie zmagajacy sie z natura. mila rzecz dla oka. nastepne dwa klipy to juz 2007 rok i czas "jeden". bardziej fachowe obrazki, ale... ciezko mowic tutaj o klipach promujacych album, bo to co zekranizowano to numery zupelnie niereprezentatywne dla "jeden". niestety trudno oprzec sie wrazeniu, ze decydujacy glos miala tutaj wytwornia szukajaca przeboju. no i niby spoko. "bez Ciebie" to sliczny, akustyczny numer, jakiego chyhba jeszcze pneuma nie miala. ale miejsce takich numerow jest wylacznie na plycie. gdzie idealnie sprawdzaja sie jako chwila na oddech po metalowym grzaniu. taki song smigajacy na wolnosci po mediach moze jednak spowodowac, ze starzy fani sie zniecheca (zwlaszcza jak zobacza banalny klip krecony w jakims pubie z kikutem &co. zgrywajacych amantow), a nowi wyrobia sobie mylne wrazenie o zespole. nie wiem czy w tym wypadku bilans zyskow i strat bylby korzystny.
podobnie w sumie rzecz sie ma z klipem do wspomnianego "living on a prayer". doceniam zajebiscie skrecony klip. niby fabularnie nic konkretnego, ale przesympatycznie sie oglada. ale o ile wieksza sile razenia mialoby to z "ta sama krwia". domyslam sie ze numer bon joviego podpasowal lirycznie. a i muzycznie wystarczylo go minimalnie podrasowac. minimum roboty, a jest hit. szkoda. wiem ze rynek polski wymagajacy jest, ale wole, jak to zespoly rzucaja temu rynkowi wyzwanie.
na koniec videografii dwie ciekawostki. dwie kooperacje z panem co sie Liber nazywa. that's right, ten sam co ficzuringuje meziowi w "aniele", "zeby nie bylo". ten co splodzil "suczki", a z doniem nuca o "skarbach". czyli generalnie nie mozna sie czegokolwiek dobrego spodziewac po takim osobniku. tymczasem efekt wspolpracy z pneuma w postaci numeru "towaru" (rzecz promujacca film "towar", wiec za kamera aberald g.) wyszedl wybornie. dobre jak chyba nigdy zwrotki libera w refrenie i pieprzniecie w refrenie. juz nie pamietam tak dobrej wspolpracy rapu z metalem na polskim gruncie. ten numer ma to cos, czego nie mial peja ze sweet noise - autentyczne polaczenie skladnikow, bez dominacji jednego gatunku nad drugim. brawo panowie.
szkoda ze rownie dobrze nie da sie ocenic klipu "juesej" projektu rio boss. tutaj wlasciwie zwierzecia zwanego pneuma prawie w ogole nie slychac. jest hiphop na zywych instrumentach. to dobrze. zle, ze jest to hiphop Libera na zywych instrumentach. o dziwo, tak jak zawsze tego pana cechowaly melodie jadace po najnizszych gustach, tak tutaj chcial chyba byc ambitny i wyszlo mu cos totalnie bez melodii. bez czegokolwiek. tylko klip dobry, tym razem fachowa robota grupy 13.
no i jeszcze, jak juz wspomnialem, sa tutaj filmiki zza kulis. z powstawania plyt "kokon" (mozna przez chwile ujrzec gebe litzy), "jeden" i z trasy. coz, moze przez to, ze nie sa to dla mnie gwiazdy z telewizora, to te prywatne filmiki autentycznie mnie rozbawily. slynny trojmiejski humor, powiew monty pythona z baltyckim posmakiem, hehe.

 

najlepszy moment: WIDZISZ

przyjemny numer. chociaz strasznie kojarzacy sie z Deafening Silence machine heada. zwazywszy na to, ze propozycja pneumy ogolnie silnie sie kojarzy z tym zespoolem, to mozna miec pewne watpliwosci, czy przypadkiem zbyt mocno sie nie nasluchali flynna i spolki. no, ale moze sie czepiam 

ocena: 7/10 

14:45, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52
 Skala

10-"Ideału Potęga"

9,9-9,0-"widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem"

8,9-8,0-"będę brał cię, cię, ehe"

7,9-7,0-"joł joł, joł joł joł joł joł, wielkie joł!"

6,9-6,0-"ch** na to kładę bo i tak damy radę"

5,9-5,0-"będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa!"

4,9-4,0-"to nie z mafią układy tylko szołbiznes"

3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać"

2,9-2,0-"Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może?"

1,9-1,0-"ile dałbym by zapomnieć cię..."

0,9-0,0-"pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne k***a sprawy!"