Kategorie: Wszystkie | film | muzyka | pozostałe
RSS
piątek, 29 czerwca 2012

foto: weszlo.com

 

Piękno futbolu polegające na tym, że jest to dyscyplina nieprzewidywalna, to dość wyświechtany slogan. Ale naprawdę jest coś na rzeczy. Bo o ile w środę, przy całej mej ultrasympatii do Portugalii, zakładałem różne warianty wyniku meczu, tak przy drugim półfinale nie miałem wątpliwości, że zwyciężą Niemcy. A tu taki figiel.

I co z tego że statystyki mówiły o tym, że Niemcy od 17 lat nie wygrały z Włochami meczu? A co to jest niby ta statystyka? Statystyka sugeruje, że Ty i twój pies macie po trzy nogi. Mam w poważaniu statystyki jako prognostyk na przyszłość. Tym bardziej, że Niemcy grały przez cały turniej tak fenomenalnie, że naprawdę nie widziałem możliwości, by ktoś mógł im się przeciwstawić.

A jednak... Cóż, zlekceważyłem Włochów. I to totalnie. Bo prawda jest taka, że dopiero mecz z Anglikami pozwolił ocenić poziom włoskiej repry AD 2012. Niby widziałem ich mecz z Hiszpanami, ale od samego spotkania bardziej absorbowało mnie to co działo się w strefie kibica. Meczów z Chorwacją i Irlandią nie widziałem. Nadeszło spotkanie z Anglikami, o którym pisałem kilka dni temu i w którym zobaczyłem zupełnie inną reprezentację Włoch od tych z wcześniejszych turniejów. Bez autobusu w polu karnym, bez pozorowania fauli, bez kunktatorstwa. Do przodu, z mieszaniną fantazji dostarczaną przez młodą krew i doświadczeniem starych wyg. Zaimponowali mi. Ale czy wystarczyć to miało na Niemców? 

Jak się okazało - jak najbardziej. Bo to nie było wymęczone jednobramkowe zwycięstwo, a dwubramkowy pogrom, przy czym jedyny gol dla Niemców strzelony z karnego wyniknął niejako przypadkiem. Cała drużyna włoska odwaliła kawał genialnej roboty, aczkolwiek ewidentnie wychylają się spośród całej jedenastki trzy filary, na których oparty był sukces w meczu. 

Primo: Buffon. Mistrz. Jeśli nie najlepszy bramkarz świata, to ścisła czołówka. Tylko Casillas może z nim konkurować, choć myślę że niedzielny mecz wcale nie musi wskazywać, który jest lepszy. Inni? Hart? Nigga, please - zresztą poruszyliśmy temat przy okazji meczu Włochy-Anglia. Neuer? No nie wiem, no nie wiem! Niby boss, ale swoje w Bayernie zawalił, a i wczorajszy mecz trochę skazą na nieposzlakowanej opinii się okazał. Buffon to nie tylko genialne parady, ale też Klasa. Nie wiem jak to wytłumaczyć, mam nadzieję że rozumiecie o co mi chodzi za każdym razem, kiedy widzicie Buffona w akcji.

Secundo: Pirlo. Mózg. Profesor. Mastermind projektu "Włochy do finału Euro". Tyle lat na karku, a koleś jest w stanie wybiegać podczas meczu normę, jaką wyrabiają inni piłkarze podczas calusieńkiego turnieju. Ja wiem, że Juventus Turyn to nie ułomki jeno legenda, ale taki gracz jak Pirlo powinien co sezon walczyć o najwyższe laury.

Tertio: Balotelli. Kosmita. Ale co się od czasu do czasu okazuje - zajebiście utalentowany. Wczoraj tego talentu stykało na dwa gole. Słabo? I co z tego, że jest najprawdopodobniej życiowym debilem, rzuca lotkami w dzieci i kupuje trampoliny swojej matce? Kibice uwielbiają psycholi w futbolu, a jeśli przy okazji są oni wybitnymi graczami...

Mimo wszystko szkoda Niemców, tak czysto obiektywnie. Trochę casus Holandii i Hiszpanii z turnejów lat ubiegłych. Grają jak nigdy, przegrywają jak zawsze. Może problem tkwi w wieku piłkarzy? Mają ciśnienie na mistrza, gdy wtem na ich drodze stoi lepiej dysponowany przeciwnikiem. I nie wiedzą jak się zachować, jak sie podnieść po dwóch straconych golach. Niby powinni się coś nauczyć z mundialu w RPA, a jednak można mieć uczucie deja vu. Ale spoko, Loew podłubie sobie w nosi, zje i troski odejdą jak ręką odjął.

Do zobaczenia w niedziele!

czwartek, 28 czerwca 2012

foto: weszlo.com

 

Ok, pojedziemy nietypowo z tematem, ponieważ wymaga on rozpatrzenia na dwóch płaszczyznach.

Wersja subiektywna wydarzeń:

Człowiek to zwierz nietypowy, a już kibic w szczególności. Choćby oglądał mecz drużyn, o których wcześniej nigdy nie słyszał, to nie ma opcji - po której stronie musi się opowiedzieć. Bo na tym właśnie polega zjawisko kibicowania - nie cieszysz się jak głupi do sera z tego, że właśnie padła bramka, tylko z tego, że została ona strzelona przez konkretną drużynę.

System wartości kibica piłki nożnej (choć pewnie dałoby się uogólnić) jest różny. Są tacy - przeważnie Ci którzy naprawdę interesują się tematem - którzy kibicują danej drużynie całe życie. Lechii Gdańsk, reprezentacji Polski, Arsenalowi. Kibice "od święta", a także ci fanatyczni, kiedy akurat nie gra ich drużyna, kibicują zaś drużynie słabszej. Nie wgłębiam się czemu tak jest, bo to zadanie dla psychologa, ale po prostu tak jest. Nie inaczej jest w moim przypadku, aczkolwiek są wyjątki. Jak np reprezentacja Polski - proste, kibic "najwłaściwszy" to ten, który kibicuje reprezentacji miejsca które kocha - czy chodzi o kraj, czy miasto. Są jednak takie drużyny, które faworyzuję ze względów czysto piłkarskich - bo po prostu lubię ich styl gry, mimo iż niewiele (albo wcale) mnie łączy z miastami/państwami, z których się wywodzą. Jak np Arsenal Londyn, FC Barcelona. Także np reprezentacja Holandii, której styl ofensywny robił na mnie wrażenie na każdym oglądanym turnieju. Im też kibicowałem na mundialu w RPA, choć koniec końców cieszyłem się, że w finale zostali pokonani przez Hiszpanię, która 2 lata temu grała tak bajecznie, że trudno było się nie zakochać.

Aż tu nagle w moim życiu pojawiła się Portugalia. I od kiedy pierwszy raz postawiłem nogę na ziemi Lizbońskiej wiedziałem, że to będzie uczucie na całe życie. I choć oglądając mecze międzynarodowe - w tym te na Euro 2012 - wciąż optuję za którąś ze stron (albo wręcz przeciwnie - np. nie Francji, bo traumatyczny finał mundialu '98, a poza tym buraki; nie Włosi, bo defensywa i pozorowanie fauli - choć akurat to, jak już odnotoealiśmy parę dni temu, zaczęło się zmieniać; też nie Niemcy, bo "Niemców nienawidzę od dziecka", choć należy docenić bajeczny styl, w jakim ostatnio rozprawiają się z rywalami), tworząc w ten sposób pewną kibicowską "hierarchię" drużyn (np. wolę Anglików od Duńczyków, choć tych z kolei wolę od Włochów), to jedno jest pewne - Portugalia jest najważniejsza. Poza Polską, rzecz jasna.

I z takim też nastawieniem przystępowałem do meczu Portugalia-Hiszpania. No fajnie że Hiszpanie wygrali mecze z Francuzami czy Włochami, bo przecież ich nie lubię, ale no w konfrontacji z Portugalią mój faworyt mógł być tylko jeden. Na zasadzie- lubię cię koleś, ale wrogowie moich przyjaciół są też moimi wrogami. Zatem wczoraj Hiszpanie stali się moimi wrogami. I gdybym był w Doniecku, to po meczu powystrzelałbym tych wszystkich Casillasów i Ramosów.

 

Wersja obiektywna wydarzeń

To co wcześniej podejrzewałem, dziś stało się dla mnie jasne - Hiszpania to nie jest materiał na Mistrza Euro 2012. Koniec, kropka. Z Portugalią zagrali taki piach, tak nudno, że szło sie pożygać. Pierdyliardy podań są fajne, kiedy prowadzą do strzelenia bramki. Ale bez tego to jest skrajnie irytujące zjawisko. Hiszpania AD 2012 irytuje. Irytowała też w meczu z Portugalią, która przy większej skuteczności mogłaby rozgrywać jeden z meczów życia. I nie zmieni tego to, że w dogrywce Hiszpanom zaczęło zależeć i rzeczywiście stali się stroną dominującą. Dziś usłyszałem ciekawe pytanie - czy nie lepiej byłoby, gdyby zamiast dogrywek wyłaniano by zwycięzcę remisowego meczu na podstawie statystyk - liczby oddanych strzałów, procent posiadania piłki itp. Utopijne, ale rzeczywiście byłoby to bardziej sprawiedliwe. I gdyby tak to wyglądało, to nie mam wątpliwości, że zwycięzcą meczu wczorajszego była Portugalia. Niestety, żyjemy na planecie Ziemia i po 90 minutach odbyła się dogrywka, a po niej rzuty karne. Które skończyły się tak, jak się skończyły.

 

Aha, i muszę to w końcu napisać. Można uważać Ronaldo za buca i z tym nie zamierzam polemizować. Mnie też on irytuje, nie tylko zresztą swoją działalnością poza boiskiem, ale i podczas samych meczów. Bo rzeczywiście, trochę chłopak za często na tą ziemię pada. Kto jednak dissuje go jako piłkarza jest zwykłym ignorantem, nie mającym pojęcia o jego wyczynach przez cały piłkarski sezon, a oceniającym go na podstawie kilku turniejowych spotkań (fakt, dziś nie zagrał wybitnego meczu, no ale HALO - to też człowiek). A jeśli ktoś jedzie po reprezentacji Portugalii tylko ze względu na postać CR7 jest dla mnie zwykłym czereśniakiem, na dodatek mającym braki w matematyce. Bo 1/11 to mniej niż 1/1. Zinterpretuj to sobie sam.

 

Wersja wydarzeń na niedzielę? Subiektywnie - mam nadzieję, że Niemcy pomszczą Portugalczyków. Obiektywnie? Niech wygra lepszy. A biorąc pod uwagę przebieg całego turnieju, to tutaj nie widze innej możliwości niż kolejny tytuł dla naszych sąsiadów zza Odry.

wtorek, 26 czerwca 2012

rok wydania: 2012

wydawca: Universal

 

Kolejna przerwa między meczami, czasu jednak nie marnujmy i o muzyce jakiejś pomówmy.

Ja nie chcę posądzać polskich muzyków o niecne zamiary, działania tylko na pozór artystyczna, a tak naprawdę podyktowane pobudkami cokolwiek przyziemnymi. Ale fakt jest taki, że polski muzyk zarabia stosunkowo niewiele (jeśli by porównywać np z amerykańskimi kolegami po fachu), niezależnie czy gra w zespole Feel czy Kalesony Boga Wojny. Tak też jego chęć koncertowania czy wydawania płyt jest dość wzmożona - nie tylko dlatego, że to lubi, ale też dlatego, aby zarówno on jak i jego koledzy (z zespołu bądź z ekipy technicznej) mieli co regularnie do garnka włożyć. O to nie musi martwić się np taki OSTR, który działa z większą regularnością niż niejedna fabryka: co rok płyta w lutym, która zgarnie przynajmniej złoto, potem parę miechów koncertowania, dochód wyrobiony w normie. Zresztą nawet chyba Kazik gdzieś przyznał, że takie zjawisko ma miejsce- że głupio mu robić przerwy w koncertowaniu, bo ma do wyżywienia przecież cały sztab ludzi, którzy żyją z koncertowej działalności Kultu.

Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ wręcz niepokojącą intensywność wydawniczą dostrzegam u Stanisława Sojki. Oczywiście gdyby moje serduszko przepełnione było wyłącznie dobrocią, to tylko cieszyłbym się, że w takim wieku Pan Staszek wykazuje się taką dużą aktywnością artystyczną. Weźmy jednak też pod uwagę, że przytłaczająca większość tych dokonań SS to covery. A te, choćby nie wiadomo jak mocno odbiegały od oryginału, o wiele łatwiej popełnić aniżeli piosenki pisane od podstaw. 

Wątpliwości wzmaga też coverowany podmiot. Czy w Polsce coveruje się dziś kogoś innego niż Niemena lub Ciechowskiego? Temat mamy zatem dość oklepany, co gorsza, również w kontekście Sojki niezupełnie nowy - od lat grywa przecież numery autora "Enigmatica" na rozmaitych eventach lub koncertach. 

Abstrahując już od tych wszystkich wątpliwości - sama muzyka na płycie też wywołuje mieszane uczucia. Sojka to wybitna jednostka artystyczna, która poniżej pewnego poziomu nie schodzi. I nie można tej płycie absolutnie nic zarzucić pod względem wykonawczym. Przebogactwo aranżacji pozwala rozsmakowywać się w nich setkami odsłuchów. Nie ma zatem sensu rozkładać tych 10 utworów na części pierwsze, bo moglibyśmy tak do jutra pisać. Tylko co z tego, skoro na płaszczyźnie czysto emocjonalnej pozostaję generalnie obojętny, niewzruszony. A jeśli już, to wzruszenie jest zasługą niezniszczalnego piękna tych kompozycji, aniżeli starań Sojki i spółki. 

Porównywałem kiedyś Sojkę do Waitsa? Niestety, dziś bardziej stosowne byłoby przywołanie Roda Stewarta. 

 

najlepszy moment: SEN O WARSZAWIE

ocena: 7/10

23:02, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 czerwca 2012

foto: AFP

 

Podsumowanie dzisiejszego, ostatniego ćwierćfinału można by zamknąć w jakimś fajnym powiedzeniu, tylko jeszcze nie wiem jakim. "Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz"? "Zażywasz-przegrywasz"? Coś w ten deseń. Generalnie - ten mecz to była całkiem niezła opowiastka z nieśmiertelnym morałem, w którym dobro zwycięża, a zło zostaje skarcone. I tylko problem w tym, że w wyniku dziwnego pomieszania ról ci źli okazali się tym dobrymi i odwrotnie.

Prawda jest niestety taka, że gdybym nie orientował się w piłkarskiej kolorystyce byłbym przekonany, że w niebieskich ciuchach biegają Angole, a w białych pomykają Pizzolini czy tam inny Spaghettoriani. To Włosi, kojarzeni powszechnie jako najbardziej defensywny naród świata, atakowali, tworzyli sytuację, starali się rozstrzygnąć mecz golami i rozbudzić kibiców. Tymczasem cała taktyka Anglików sprowadzała się do obrony i cynicznym trwaniu do rzutów karnych. Zresztą statystyki mówią same za siebie - Włosi strzelali na bramkę przeciwnika ponad 30 razy, tymczasem liczba strzałów Anglików nie przekroczyła... 10. Jak na drużynę, która ma w składzie piłkarza uchodzącego za jednego z najlepszych napastników świata to wynik kompromitujący. I chociaż kibicowałem Anglii, to naprawdę mnie wkurwili i byłoby niesprawiedliwe, gdyby to oni wygrali to spotkanie. I fajnie, że Pirlo swoim genialnym wykonem karnego utarł nosa Hartowi. Może chłopak ma talent, ale przy tych rzutach karnych sprawiał wrażenie tak pewnego siebie, że aż gdybym był obok to bym mu sprzedał plaskacza. A Buffon - pełna klasa. Można nie lubić włoskiej piłki (ja nie lubię, chociaż po dzisiejszym meczu może zmienię podejście), ale szacunek dla tego golkipera się należy. Jak i reszty jego ziomków.

Nie zmienia to faktu, że z moich prywatnych faworytów ostała się już tylko Portugalia. To do środy zatem.

niedziela, 24 czerwca 2012

foto: AFP

 

Teoretycznie typowanie zwycięzcy w zestawieniu Hiszpania-Francja nie jest tak oczywiste jak w przypadku Niemcy-Grecja czy Portugalia-Czechy, ale jednak niespodzianką byłoby, gdyby Hiszpania schodziła z boiska pokonana. Niespodzianki nie było.

Inna sprawa że wczorajszy mecz znów prowokował do pytania "Czy Hiszpania jest taka dobra czy przeciwnicy słabi?". Francuzi stwarzali sytuacje, to fakt, ale też nie była to specjalnie zacięta walka. Ribery totalnie znieczulony, Benzema skompromitowany (chyba nie przystoi, by napastnik Realu Madryt nie strzelił podczas takiego turnieju ani jednej bramki?), Nasri bucowaty. Tyle o wczorajszej Francji można powiedzieć. A Hiszpanie? Nietypowym bohaterem wieczoru był Xavi Alonso, koronującego swój setny występ w kadrze dwoma bramkami. A poza tym nihil novi. Nawet wymiana Fabregasa na Torresa odbyła się w tej samej, 70 minucie. Wciąż się zastanawiam, czy ta monotematyczność jest w stanie poprowadzić ich do finału. Mam cichą nadzieję, że za tę schematyczność ukarze ich Portugalia w półfinale...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
 Skala

10-"Ideału Potęga"

9,9-9,0-"widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem"

8,9-8,0-"będę brał cię, cię, ehe"

7,9-7,0-"joł joł, joł joł joł joł joł, wielkie joł!"

6,9-6,0-"ch** na to kładę bo i tak damy radę"

5,9-5,0-"będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa!"

4,9-4,0-"to nie z mafią układy tylko szołbiznes"

3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać"

2,9-2,0-"Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może?"

1,9-1,0-"ile dałbym by zapomnieć cię..."

0,9-0,0-"pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne k***a sprawy!"