Kategorie: Wszystkie | film | muzyka | pozostałe
RSS
środa, 30 czerwca 2010

rok wydania: 2007

wydawca: Verve

 

niespodzianka! jako ze Mundial 2010 sobie zrobil przerwe, tak i my odpocznijmy troche od pilki noznej. i znow pogadajmy o Muzyce, na dodatek artystki dobrze nam znanej.

"bardzo najwieksze hity". nic dodac nic ujac? zakladajac ze w kontekscie muzyki jazzowej - nawet tej z solidnym szlifem popowym - mozna mowic o hitach, to rzeczywiscie jest tu wszystko, czym Krall dala sie zapamietac szerszej publice i co rzadzi w last.fm'owych statystykach sluchaczy tej Pani. czyli przede wszystkim te opracowania standardow panow pokroju m.in. Gershwin, Bacharacha czy Berlina, , ktore dzieki Kanadyjce zyskaly drugie (badz po prostu kolejne) zycie. jak "I've got you under my skin", "Let's fall in love" czy przede wszystkim "The Look Of Love". kompozycje z albumu, ktoremu tytul dal ostatni z tych utworow, jest na skladaku najwiecej, choc poza tym jest "demokratyczny" podzial. no, prawie - nie wiedziec czemu zabraklo tu zupelnie piosenek z pierwszych dwoch albumow pani Krall, "Stepping out" i "Only trust your heart". tudziez inaczej - czy jest jakis inny powod niz to, ze owe albumy zostaly wydane przez byly label Krall... sa tez utwory wczesniej niepublikowane, jak "You go to my head" czy "Only The Lonely", z sesji do wspomnianego "The Look...", a takze dwa tracki z koncertowki "Live In Paris".

przyznam szczerze, ze raczej nie jest to album, ktory polecilbym tym rozpoczynajacym przygode z muzyka Krallownej. pomijajac fakt, ze to skladak - czyli w kontekscie wiekszosci artystow muzycznego globu instytucja zbedna. rzecz w tym, iz jak na moj gust Krall jest jednym z nielicznych osob swiata muzyki z, nazwijmy to, "opoznionym zaplonem". zarowno pod wzgledem komercyjnym, jak i artystycznym jej najlepszy czas przyszedl po, bagatela, 10 latach dzialalnosci. czego najlepszymi dowodami wydany niedawno "Quiet Nights", a jesli chodzi o to co z "The Very Best...": tracki z "The Look Of Love", ale przede wszystkim z jedynego reprezentanta "The Girl In The Other Room", "The heart of saturday night". o tyle nietypowy, ze w oryginale wykonywany przez Toma Waitsa. i nie ujmujac nic geniuszom piosenkopisarstwa sprzed dekad - chyba w wiekszym urozmaiceniu repertuaru (bo raczej nie aranzacji, choc i tu mozna natrafic na mile niespodzianki) tkwi ten spozniony sukces Diany. na pewno tez znaczaca okazala sie kompozycyjna pomoc Elvisa Costello, prywatnie drugiej polowki pani Krall.

i tu mozemy plynnie przejsc do bonusowego dvd, dolaczonego w ramach deluxe edition. na nim rzadzi repertuar z "The Girl...". w wykonaniu koncertowym - choc mowa tu o "domowym wystepie", bez udzialu publiki - jak i teledyskowym. wlasnie, teledyski. przyznam ze bardzo pomagaja w odbiorze muzyki Krall. z prostego, troszeczkie szownistycznego powodu - Diana Krall to calkiem fajna laska. zadna klasyczna pieknosc, pare aspektow mogloby nawet odrzucic czytelnikow Playboy'a, ale dla mnie typiara jest cudna i tyle. co widac najbardziej w najciekawszym zarazem (zbieznosc faktow przypadkowa oczywiscie) ""Let's face the music and dance". elegancka impreza, mnostwo par i tylko Diana jakas taka samotna, pomimo szalowej sukienki. eh, a ja musze siedziec akurat w Gdansku... ciekawy tez jest "The Look Of Love", gdzie Diana spiewa do nas z dopiero co przyklejanych na sciany plakatow. niewiele zas da sie powiedziec o klipach promocyjnych z "The Girl...", czyli "Narrow daylight" i "Almost Blue". ot, takie jesienne obrazki domowej roboty z Diana w roli glownej. nie zdziwilbym sie, gdyby ich rezyserem okazal sie maz pani Krall.


najlepszy moment: LET'S FACE THE MUSIC AND DANCE

ocena: 7/10

21:11, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »

foto: sport.pl

 

no i ostatni dzien 1/8 finalow za nami.

mozna powiedziec, ze ogladalismy dwa skrajne w swej jakosci mecze. bo spokojnie mozna uznac "pojedyne" Japonii z Paragwajem za najnudniejszy mecz tego etapu Mundialu. co gorsza, meczarnia trwala znacznie dluzej niz 90 minut. a konkretnie podstawowy czas plus polgodzinna dogrywka i w koncu rzuty karne. i zadna czesc ekhm spektaklu to bylo dokladnie to samo. niepodarnosc w skleceniu czegokolwiek (ataku pozycyjnego, kontrataku, podania, strzaly...) i gra pt "byle gola nie stracic". mozna bylo sie spodziewac takiego stylu po Paragwaju - zarowno na tym Mundialu, jak i wczesniej udowadniali, ze pilkarsko to najbardziej nietypowa reprezentacja Ameryki Poludniowej, ktorej mentalnie blizej do Grecji, Szwajcarii czy (starych!) Niemiec. ale przyznam ze po Japonii wiecej sie spodziewalem. coz, najwyrazniej spotkanie z Dania to byl ich mecz zycia i po nim wszystko wrocilo do normy.

w karnych, chyba wedlug oczekiwan, lepsi okazali sie Paragwajczycy. gratulujemy, wszak to ich pierwszy awans w historii do cwiercfinalow. no tylko ze... coz, mozna patrzec na dwa sposoby. z jednej strony - dzieki awansowi Paragwaju o wiele latwiej mialby zwyciezca meczu Hiszpania-Portugalia, bo chyba nikt nie ma watpliwosci, ze w cwiercfinale Paragwaj dostanie porzadny oklep.

on di oder hend - coz, serce boli, ze tak a nie inaczej porozmieszczano druzyny w grupach a koniec koncow takze w tabeli playoffowej. w tym kontekscie Portugalia jawi sie jako najwiekszy przegrany Mundialu. z kazdej innej grupy wyszliby z palcem w D. ich wrzucono do grupy z Brazylia, ktora nawet w slabszej niz zazwyczaj formie jest glownym faworytem do Mistrza Swiata. a jak juz osiagneli max, jaki mozna bylo uzyskac z walki w tej grupie - czyli miejsce drugie - to juz w nastepnej rundzie natkneli sie na Hiszpanie, Mistrza Erupy i Drugiego Glownego Faworyta Mundialu. pewnie, ktos powie ze jak ma sie zostac Mistrzem Swiata to trzeba wygrywac z kazdym. teoretycznie tak. ale praktycznie w takich turniejach wystepuje zjawisko pt "rozkrecanie sie". w RPA najlepszym przykladem tego sa Holandia czy - niespodzianka - Niemcy! coraz mocniejsi rywale pociagaja z soba coraz lepsza gre. kiedy trafia sie na mocnego przeciwnika na wczesnym etapie, to nawet jak sie z nim wygra to jest sie na tyle padnietym fizycznie po starciu, ze w nastepnym meczu moznaby przegrac z kelnerami z San Marino.

choc gwoli sprawiedliwosci - Portugalia sama sobie tez troche winna. o ile mozna wybaczyc olanie pierwszego meczw w RPA z WKS - no bo pierwszy mecz i sporo niewiadomyych - tak panowie dali sporo ciala w meczu z Brazylia. wprawdzie graly druzyny pewne wyjscia z grupy, no ale i tak stawka meczu byla cholernie wysoka - pierwsze miejsce w grupie i tym samym unikniecie starcia z Hiszpania. Portugalia nie stanela na wysokosci zadania. wiecej - olali temat, poddali sie w sumie bez walki. no chyba ze byli pewni, ze Hiszpanie da sie pokonac. jak sie okazalo - nie dalo. choc naprawde walczyli do konca i jedna bramka (Villa, rzecz jasna) to max jaki dalo sie ustrzelic porzepoteznej portugalskiej defensywie.

a przeciez to nie defensywa Portugalii miala byc gwiazda tego Mundialu. tu dochodzi kolejny dramat, w teoretycznie mniejszej skali. ale praktycznie... jak siegam pamiecia, kazde dywagacje na temat "gwiazd nadchodzacego Mundialu" finalnie sa warte rozbicia o kant dupy. gwiazdy rozczarowuja, a jesli juz ktos wyrasta na bohatera turnieju to raczej z rejonow, ktorych nikt by nie podejrzewal o dostarczenie wiekszych wrazen/wzruszen. nie mowie nawet tylko o aspekcie geograficznym - jak na razie w RPA najlepiej radza sobie napastnicy pokroju Forlana czy Klose, czyli kolesie zdrowo po trzydziestce. tudziez np obroncy Ghany czy Portugalii wlasnie, czyli formacji, z ktorych ciezko zrobic material na gwiazde (pominawszy bramkarzy, ktorzy jeszcze jako-tako daja rade w tym temacie).

kazdy ma (mial) oczywiscie swoje typy co do gwiazdy Mundialu 2010, ale mozna powiedziec, ze przewazaja cztery nazwiska. Messi, Kaka, Rooney i Ronaldo. Rooney odpadl juz z gry, nie wyrozniajac sie na tym Mundialu *absolutnie* niczym. Messi i Kaka wciaz walcza, ale tez zapewne sporo osob oczekiwalo od nich wiecej niz to co pokazali. najblizej spelnienia oczekiwan jest Messi - czaruje dryblingiem jak w Barcelonie, jego zasluga w sporej mierze sa kolejne zwyciestwa Argentyny. ale Messi wryl sie w pamiec nie tylko dryblingiem, ale tez i golami. a w tym temacie wciaz ma zerowe konto, jesli chodzi o wystepy w Afryce. Kaka gra dokladnie tak, jak gral w ostatnim sezonie (jesli gral) - czyli spoko, ale to-juz-nie-to-co-kiedys. choc kto wie, moze jeszcze nas czyms zastrzeli.

a Ronaldo? coz, odwolujac sie do slynnej reklamowki Nike - na pomnik nie zasluzyl. i to jest skrajny eufemizm. wyjasnijmy sobie rzecz od razu -  Cristiano to swietny pilkarz. (juz) nie najlepszy na swiecie (tu chyba bym optowal rzeczywiscie za Messim), ale wciaz piekielnie dobry, nawet jesli czasem ciezko sie na niego patrzy (ah te maslane oczka do sedziow po kazdym potknieciu sie...). co potwierdzil z Manchesterze, a przeciez w Realu tez ciala nie daje. ale zupelnie tego talentu nie widac w wystepach dla reprezentacji narodowej. mozna powiedziec ze tak krawiec kraje jak mu materialu staje, a obecna kadra Portugalii to juz zdecydowanie nie to zlote pokolenie ktore czarowalo na przelomie wiekow. dodatkowo okazalo sie, ze czynienie z niego lidera druzyny to pomysl poroniony. za duzo egoizmu pilkarskiego, za malo myslenia zespolowego, totalnie niekapitanska hierarchia wartosci. pamietam Ronaldo z roku 2004 - tam to byl brylant, wisienka na torcie druzyny trzymanej za morde przez Figo. teraz od tej wisienki ma zalezec caly smak reprezentacji Portugalii AD 2010. nie dalo sie. przykro, bo powiem wprost - w nich upatrywalem czarnego konia turnieju. moze za dwa lata na Polsce i Ukrainie. o ile nieodzowne zmiany w tej druzynie beda na tyle udane, ze sie na finaly Mistrzostw Europy zalapia. co oczywistym tez nie jest.

wtorek, 29 czerwca 2010

foto: sport.pl

 

pilka wciaz w grze. choc wciaz jest mi niedobrze myslac o tych przekretach z niedzieli (na dodatek FIFA wciaz upera sie przy dotychczasowym stanowisku - co za zenada...), to nie chce sie obrazac na caly Mundial za sama ta niedziele. wczoraj na szczescie takich karygodnych bledow nikt nie popelnil.

choc moze nie bylo ku temu okazji. akurat zwyciezow rozgrywek dnia wczorajszego bylo znacznie latwiej wytypowac. raczej nikt sie nie spodziewal, ze Slowacja moglaby zrobic Holandii niespodzianke czy tym bardziej Chile Brazylii. nawet jesli sami Chilijczycy pokazali sie dotychczas z naprawde pieknej strony, a Slowacja juz jednego psikusa na tym Mundialu wyrzadzila, i to samym wciaz aktualnym Mistrzom Swiata z Wloch. no ale sensacji nie bylo. wygraly druzyny lepsze, ktore swa znacznie wyzsza od rywali wartosc pokazaly i wczoraj. podywagowac za to mozemy czy ta wartosc predysponuje ich do siegniecia po najwyzsze laury. spojrzmy.

ciekawy zbieg okolicznosci, ze to te wlasnie druzyny rozegraly swoje mecze i to one wlasnie spotkaja sie w cwiercfinale. obie prezentuja sie chyba najbardziej zaskakujaco, jesli chodzi o styl gry. a wlasciwie - zaskakujaco w obliczu tego, co prezentowaly w ostatnich dziesiecioleciach. koniec ofensywnej, cieszacej oko gry, inkrustowanej popisami indywidualnymi gry. o ile w przypadku Holendrow taka zmiane moznaby jeszcze zrozumiec - bo moze rzeczywiscie czas przelozyc efektywnosc nad efektownosc - tak w przypadku Canarinhos, ktorzy automatycznie powinni byc umieszczani przynajmniej w kazdym cwiercfinale, taka postawa dziwi. do czego to doszlo - Niemcy na tym mundialu graja jak Brazylia, a Brazylia jak Niemcy. naprawde nie ma w tym przesady: dostrzega to zarowno niedzielny fan, jak i osoby ktore z pilki noznej zyja zawodowo. oczywiscie wynik wczorajszego meczu z Chile moze ten obraz zamazywac. no bo skoro Kaka & co. strzelili az trzy bramki to znaczy, ze cos w tej ofensywie musialo sie dziac i to sporo. no wlasnie niekoniecznie. Chile, choc gra mile dla oka, to strasznie nieskutecznie. i to zarowno w ataku jak i, co gorsza, w defensywie. byloby wiec kompromitujacym grzechem tych bledow nie wykorzystywac. i Brazylia je wykorzystywala, bez jakiejkolwiek taryfy ulgowej dla przeciwnika. i choc teoretycznie wszystko idzie zgodnie z planem Dungi to mam nieodparte wrazenie, ze rozczarowanie (wscieklosc moze nawet) jego teamem i filozofia gry bedzie wieksza niz radosc, jesli uda sie wygrac caly Mundial.

a Holandia? ci, ktorzy liczyli na to ze w playoffach, w ktorych juz nie ma miejsca na kalkulacje, Holandia zagra jak za starych, wielobramkowych lat, zrogo sie rozczarowali. ok, 2:0 to wynik nie w ciemie bity, ale wynika on glownie ze slabosci Slowacji, ktora zagrala w stylu blizszym pierwszych meczy grupowych. niby gra sie tak jak przeciwnik pozwala - a Slowacy w tym dniu wymarzyli sobie dociagniecie do remisu i wygrana w rzutach karnych - ale nie tlumaczy to zanadto Holendrow. Holendrow, ktorych gre znow moznaby okreslic mianem "oszczednej", zeby nie zacytowac klasyka "ekonomicznej". oczywiscie psychofani Oranje (do ktorych chyba wciaz sie zaliczam) moga sprawe przedstawic w ten sposob, ze reprezentacja Holandii jest tak zajebista, ze miazdzy przeciwnikow od niechcenia. ale chyba prawdziwa Holandie zobaczymy dopiero w meczu z Brazylia.

aha, jesli ktos wsrod potencjalnych gwiazd mundialu wciaz bedzie wymienial Ronaldo i Messiego kosztem Robbena to spokojnie mozecie go wysmiac.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

foto: sport.pl

 

przestaje mi sie ten Mundial podobac.

nawet nie chce mi sie pisac o wczorajszych meczach. nie ma sensu ocenianie tego, jaka druzyna wypadla dobrze a jaka zle, kto zasluzyl na przejscie do cwiercfinalow a kto nie. o przebiegu obu spotkan - Anglia:Niemcy i Argentyna:Meksyk - zadecydowali sedziowie, totalnie wypaczajac wynik. oczywiscie juz na samym mundialu w RPA bledy arbitrow mozna bylo dostrzec wczesniej. ale zawsze bylo jakies "ale", brak stuprocentowej slusznosci i koniec koncow problem zamiatano pod dywan. w przypadku dzisiejszych bledow takich watpliwosci nie ma. pilka po strzale Lamparda przekroczyla linie bramkowa Niemcow, a Tevez byl na spalonym - oba zajscia potwierdza absolutnie kazda kamera, a moze i kazde oko z tych paruset tysiecy przygladajacych sie meczom "w realu".

oczywiscie zjeby z FIFY znajda jakies wytlumaczenie - ze pokrzywdzona druzyna gdyby naprawde byla lepsza to by po prostu nastrzelala wiecej bramek przeciwnikom i tyle. BZDURA. jak chyba kazdy zdazyl zauwazyc, pilka nozna rozni sie tym od koszykowki czy siatkowki, ze tu "punktow" nie zdobywa sie w ciagu paru sekund, paru minut.a nawet i po poltorej godzinie wynik wciaz moze byc zerowy. na tym miedzy innymi polega piekno tego sportu - jak juz pada ta bramka to ekscytacja siega zenitu, stanow orgazmicznych. tego nie da koszykowka, chyba ze w ostatniej kwarcie. i jaki to jest paradoks, ze to w koszykowce wlasnie - w sporcie gdzie roznica miedzy np 93 a 95 punktami moze miec zerowe znaczenie dla druzyny - od dlugiego czasu sedziowie korzystaja z dobrodziejstw nowych technologii. w przypadku pilki noznej  - dyscypliny sportowej wywolujacej bez watpienia najwieksze emocje na swiecie, wplywajacej na zycie tak wielu ludzi - niemal coraz wiecej zalezy od "sokolego oka" sedziow. i tlumaczy sie to tym, ze technologia zabilaby dynamike i zarazem piekno futbolu. czego nie da sie nazwac inaczej niz zwyczajnym pierd****niem.

naprawde nie da sie powiedziec, aby wczoraj Meksyk czy Anglia byly slabszymi druzynami od swych rywali. nawet jesli ta druga dosyc farciarko awansowala do playoffow. gdyby schodzili po pierwszej polowie z wynikiem remisowym 2:2, mogliby na druga polowe wyjsc bardziej zmotywowani i jeszcze sporo namieszac. a Meksyk? niesamowite, ale jest sporo komentarzy ze grali zwyczajnie LEPIEJ w tym meczu od Argentyny. nie bez znaczenia tez jest fakt, ze oba spotkania zakoczyly sie sporym zwyciestwem jednej ze stron. Argentyna wygrala 3:1, Niemcy 4:1. ow karygodne bledy wydarzyly sie w dosc wczesnych stadiach meczow. co w zwiazku z tym? dla niektorych te wyniki beda swiadczyc o jednoznacznej "lepszosci" druzyny zwycieskiej. dla mnie sa one swiadectwem, ze pilkarz tez czlowiek i jak widzi ze zostal oszukany to wszystkiego mu sie odechciewa. a zwlaszcza grania.

jesli FIFA nie wprowadzi zmian, ostatecznie usankconuja zabojstwo futbolu. i nie pomoze pilka jabulani ktorej bramkarze nie potrafia zlapac przez co teoretycznie mialo wpadac wiecej goli i tym samym podwyzszyc atrakcyjnosc rozgrywek (ktos zapomnial, ze z pilka moga miec problem nie tlyko bramkarze ale i pilkarze, ktorzy maja te gole strzelac). nie pomoze zlagodzenie regulaminow dot. czerwonych kartek, dzieki ktoremu gwiazdy futbolu czesciej pojawialy sie w meczach. swiatowy futbol zmierza w kierunku poziomu Extraklasy - rozgrywek, gdzie wyniki coraz mniej zaleza od tego co dzieje sie na boisku i co wynika z gry pilkarzy. jestem zdegustowany.

niedziela, 27 czerwca 2010

foto: sport.pl

 

dzis opiszemy wyjatkowo dwa mundialowe dni. co nie oznacza ze notka bedzie jeszcze dluzsza niz zazwyczaj. ot, dwudziestke-szostke w zyciowym totolotku ustrzela sie tylko raz i to wlasnie bardziej absorbowalo ma uwage ostatnio. a mowiac jeszcze konkretniej - wczorajsze mecze olalem totalnie. wiec conajwyzej podywagujemy sobie o nich ogolnikowo, a zajmiemy sie tym co dzialo sie w piatek.

a w piatek mielismy roztrzygniecie tego, kto wyjdzie z grup G i H. choc jesli chodzi o ta pierwsza to juz wszystko sie wyjasnilo w drugiej turze rozgrywek grupowych. stawka meczu Brazylia-Portugalia bylo conajwyzej to, kto wyjdzie z pierwszego miejsca w grupie. WKS mialby szanse na wyjscie z grupy tylko przy przebiciu w meczu z Korea Polnocna plus-siedmiobramkowego bilansu Portugalii (oczywiscie przy zalozeniu, ze ta ostatnia przegralaby z Brazylia). czyli nie ma szans.

dlatego trudno bylo oczekiwac wielkich emocji po starciu obu portugalskojezycznych poteg. ale zeby bylo az tak nudno? myslalem ze chociaz powalcza o te pierwsze miejsce w grupie, zwazywszy na to, ze druzyna wychodzaca z drugiego miejsca w nastepnej rundzie najprawdopodobniej spotkalaby sie z Hiszpania. Hiszpania, ktora pomimo porazki ze Szwajcaria (ktora odebrala im ta pewnosc wyjscia z pierwszego miejsca z grupy) wciaz jest najwiekszym faworytem do odbioru Pucharu Mistrza Swiata. a tu dupa, tudziez - cytujac klasyka Jacka Gmocha - "popoludniowe spotkanie przy rosole". Brazylijczycy nie umieli - choc moze zwyczajnie nie chcieli? - przekuc lekkiej przewagi w korzystniejszy dla nich wynik meczu. a Cristiano Ronaldo wciaz nie zapowiada sie na gwiazde turnieju. i zwazywszy na to, ze to jego druzyna w najblizszym meczu spotka sie z Hiszpania - juz sie na takowa nie zapowie.

a o godzinie 20.00 - ostatnie starcia w fazie grupowej. wprawdzie Hiszpanie niezlym wynikiem uzyskanym z Hondurasem calkiem niezle ustawili sie na ostatnia kolejke, to absolutnej pewnosci co do wyjscia z grupy nie mieli. a tym bardziej do tego, ze wyjda z niej z pierwszego miejsca. sytuacja byla jeszcze bardziej skomplikowana, jako ze grali ten ostatni mecz z Chile - druga zdecydowanie najlepsza druzyna w grupie H. i w sumie sporo osob zalowalo takiego a nie innego przebiegu spraw w tej grupie. tego, ze zwyciestwo Hiszpanii skazywalo Chile na uzaleznienie swej przyszlosci od wyniku meczu Szwajcaria-Honduras. skonczylo sie klasyczna opcja "wilk syty/owca cala". czyli Hiszpania pokonala Chile w pieknym stylu i po pieknej walce z obu stron (pierwsza bramka Villi - masterpiece), a patalachy ze Szwajcarii tylko zremisowaly z Hondurasem i tym samym pozegnaly sie z turniejem. oczywiscie niektorzy wielbiciele chilijskiej reprezentacji mogli byc niezadowoleni - w koncu po degradacji na drugie miejsce w grupie to oni beda musieli sie uporac w najblizszym meczu z Canarinhos. no ale kamon - jak Hiszpania moglaby nie wysjc z grupy, no jak?

i tylko jedna rzecz martwi w tym wszystkim - kiedy wreszcie Torres sie obudzi i zacznie strzelac chocby w swiatlo bramki przeciwnika?

jak wspomnialem - pierwszych meczy fazy pucharowej nie widzialem. pojawiaja sie opinie, ze dosyc "niefortunnie" ulozyla sie ta playoffowa drabinka. z jednej strony graja juz w 1/8 z soba chocby taka Anglia i Niemcy, ktorych spotkanie predzej przewidzianoby na 11 lipca. a np zwyciezca meczu Urugwaj-Korea Pld spotka sie w cwiercfinale ze wygranym spotkania Usa-Ghana. a przeciez malo kto nawet mial pewnosc przed mundialem, ze te druzyny wyjda ze swych grup, nie mowiac juz o dotarciu przez ktorakolwiek z nich az do polfinalu. ale czy to zle? skadze! zwlaszcza ze kazda z nich zapracowala na taki sukces. absolutnie nic nie wiem o przebiegu tych spotkan, niemniej troche zal, ze to Korea Pld polegla juz na poczatku playoffow. reprezentacja Korei AD 2010 wywarla na mnie zdecydowanie lepsze wrazenie niz 8 lat temu i tym razem naprawde zaslugiwalaby na polfinal. czyzby Urugwaj szedl po mistrza po raz pierwszy od, bagatela, 60 lat?

rownie niewiele moge powiedziec o spotkaniu Stanow Zjednoczonych z jedyna reprezentacja Afryki w playoffach. choc przyznam szczerze, ze ten wynik mnie zaskoczyl. bo nawet jesli Ghana pokazala sie ze wszystkich ekip Czarnego Ladu z najlepszej strony, to i tak ich zwyciestwo nad walczakami totalnymi z USA zaskakuje. mam nadzieje ze sedziowie nie wplyneli zanadto na wynik tego spotkania...

a dzis - Anglia:Niemcy i Argentyna:Meksyk. uohoho, bedzie sie dzialo!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
 Skala

10-"Ideału Potęga"

9,9-9,0-"widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem"

8,9-8,0-"będę brał cię, cię, ehe"

7,9-7,0-"joł joł, joł joł joł joł joł, wielkie joł!"

6,9-6,0-"ch** na to kładę bo i tak damy radę"

5,9-5,0-"będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa!"

4,9-4,0-"to nie z mafią układy tylko szołbiznes"

3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać"

2,9-2,0-"Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może?"

1,9-1,0-"ile dałbym by zapomnieć cię..."

0,9-0,0-"pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne k***a sprawy!"