Kategorie: Wszystkie | film | muzyka | pozostałe
RSS
niedziela, 27 maja 2012

rok wydania: 2010

wydawca: DIY

pobierz album

 

No i znów ten OJ Da Juiceman... Wciąż daję mu szansę, obczajam te jego mixtape'y, bo tego typu wydawnictwa to ostatnio ma największa zajawka, wciąż mam nadzieję że coś pozytywnego mnie zaskoczy... I nic. Chłopak poszedł w ilość, klepiąc te swoje rapsy wciąż nad jednym i tym samym bicie, który usłyszeć można na pierdyliardzie innych mixtape'ów. Nie wiem, może jak dla kogoś liczy się przekaz to może coś z tych jego mikstejpów wyniesie. Dla mnie jako osoby, dla której w muzyce jednak najważniejsza jest muzyka, te jego wydawnictwa to męczarnia. Przymierzam się do kupna samochodu, może w warunkach typu subwoofer i zimny łokieć taki mixtape się sprawdzi. Ale w domu? Ni chu chu.

Nie mam pojęcia co można wyróżnić. Zaintrygował mnie przez chwilę "Ride The Beat", w którym słychać dźwięki konsolowej gry, ale potem wchodzi tak fajansiarski zaśpiew, że aż wstyd słuchać głośno. Co innego "Up To The Times", w którym śpiewy Rock City coś tam sobą reprezentują. A skoro mowa o ficzurach to też padaka, no-name'y raczej.

Posłuchajcie lepiej Bee Gees. Przy okazji śmierci Robina Gibba odkryłem, że całkiem spoko byli.

 

najlepszy moment: UP TO THE TIMES (FEAT. ROCK CITY)

ocena: 6/10

15:43, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 maja 2012

foto: onet.pl

 

(UPDATE: nie chce modyfikować notki, bo trąciłoby to "1984". Ale fakt faktem, że dałem ciut ciała z tym Sandomierskim. Po pierwsze - nie Renk, a Genk. Po drugie - owszem, wycierał tyłkiem ławkę rezerwowych w tym klubie, dlatego ostatni sezon spędził na wypożyczeniu w Jagielloni Białystok, swym macierzystym klubie zresztą. Czy grał w pierwszym składzie- nie wiem, mam wyjebane w Ekstraklasę. Wciąż jednak moja pomyłka nie zmienia sedna wypowiedzi w poniższej notce - są bramkarze, którzy bardziej zasługują od Sandomierskiego na Euro2012)

No i masz. Obiecałem Wam, że coś więcej skrobnę o sytuacji w naszej reprezentacji po drugim sparingu. Ale co można powiedzieć o tak usypiającym spotkaniu jak to dzisiejsze? Nie aby ono było załamujące czy nawet złe. Ono było tak nijakie, tak usypiające, że aż się w pewnym momencie zastanawiałem czy to może jakaś nowa taktyka Smudy - uśpić, zdekoncentrować. A że rykoszetem usypia to i kibiców? Cóż, cel uświęca środki - Włosi też nie grają najatrakcyjniej dla oka, a jednak parę razy tymi mistrzami świata i Europy zostali. Choć wciąż nie mogę się oprzeć wrażeniu, że takich oponentów jak grający dziś na luzaku Słowacy to powinniśmy rozkładać

No dobra, a teraz poważnie. Wyróżnienia? Można spróbować. Na pewno w pierwszej kolejności Rybusa. Przyznam, że nigdy specjalnie w chłopaka nie wierzyłem, ale dziś naprawdę kilka razy ładnie błysnął w ataku, co nawet bramką mogło się skończyć. Może ten transfer do Rosji dobrze mu tak zrobił? Trochę to źle wróży grającemu także na lewym skrzydle Grosickiemu, któremu parę dni temu wróżyłem wskoczenie do pierwszej jedenastki. Ale chyba dobrze mieć takie problemy, rajt?

Trudno ominąć kwestię Perquisa, który strzelił dziś naprawdę ładną bramkę z główki (po rzucie wolnym!). Dalej nie jestem zwolennikiem obecności takich kolesi jak on w reprezentacji (Polanski czy Boenisch przynajmniej gadają po polsku), ale skoro jest jak jest, to może czas przestać być obrażonym na świat i cieszyć się z tego co jest? Hmmmm... Głębsza rozkmina, może innym razem.

Reszta? Niewidoczna. Brożek grał znów zupełnie nic, ale z drugiej strony - Lewandowski, którego Paweł w drugiej połowie zmienił, też niczym nie błysnął. Choć akurat napadzior Borussi nic już nie musi udowadniać... Dalej podoba mi się gra Wolskiego i czuję w kościach, że jeszcze polska reprezentacja będzie miała z niego sporo pożytku, nawet jeśli niekoniecznie na Euro akurat. Boenisch dziś lepiej niż parę dni temu, ale to wciąż poziom bliższy Warzyniaka niż Boenischa z meczów z Ukraina czy Australią. Cholera, nawet słynne Wawrzyniakowe poślizgnięcie zaliczył. Klątwa jakaś? A skoro o Wawrzyniaku mowa, to trudno pominąć kwestię kontuzji u naszych kopaczy. Parę dni temu takową zaliczył właśnie Kuba, ale ponoć jest już znacznie lepiej. Gorzej, że totalnie odpadł Łukasz Fabiański, który już oficjalnie na Euro2012 nie zagra. Mega szkoda chłopaka, że w takich okolicznościach wraca do domu, nawet jeśli wszedł do tej kadry na Euro bocznym wejściem, o czym wspominaliśmy parę dni temu... I tu w sumie ciekawa sprawa - jak wiadomo, w kadrze trzech bramkarzy musi być, więc trzeba dla Fabiana znaleźć alternatywę. Mielibyście parę propozycji, prawda? A nie, jednak to nie będzie Tomek Kuszczak odzyskujący formę. To oczywiście też nie będzie Boruc, bramkarz jak mało który z Polaków zasługujący na występ na Euro we własnym kraju. Smuda wymyślił - na Euro pojedzie Sandomierski, szorujący tyłkiem ławkę w Renku (tak, ja też zupełnie nie znam tej drużyny). "Nie grający w klubach nie będą grali też w reprezentacji", prawda Panie Smuda?

Dobra, nie kraczmy zawczasu. Są pobudki, by jednak być umiarkowanym optymistą i tego próbujmy. Mecze z tego tygodnia pokazały, że należy jednak być też przygotowanym na najgorsze. Czyli na to, co zawsze.

środa, 23 maja 2012

rok wydania: 2010

wydawca: DIY

pobierz album

 

Wracamy do Juicemana.

O, mam znów pomysł na jednozdaniową recenzję! Będzie lecieć to tak: to kolejny southernrapowy mixtape. A jeśli dodamy na końcu tego zdania "... Juiceman'a", to temat właściwie mamy do cna wyczerpany.

Poważnie, nie wiem co można konstruktywnego tu powiedzieć. Znów totalnie syntetyczne bity, nawijki o niczym i to arcywkurwiające "aj, aj, aj". Sytuacji nie ratują nawet dość zacni goście, wśród których znajdziemy Davida Bannera, Jay Rock'a, Bobby V czy Bun B (ok, nie pierwsza liga, ale znamy, lubimy, a nawet na tym blogu omawialiśmy). Wyjątki? Pościelowy, rozśpiewany "Party started" (ano, mylący tytuł), także dość refrenowy "Do Dat" z udziałem wspomnianego Bobby V, a przede wszystkim zamykający całość remix "What You Say", z cudnym, choć maksymalnie przepuszczonym przez efekty, samplem wokalnym. I tylko ten ostatni fragment ratuje całość przed niższą oceną.

Ale ktoś tu się ewidentnie do tych mixtape'ów nie przykłada. Co dziwi, biorąc pod uwagę, że mowa o kolesiu z jednym legalem na koncie, który na dodatek szału na rynku nie zrobił. W sumie te mixtape'y dają nieśmiałą odpowiedź czemu tak się stało.

 

najlepszy moment: WHAT YOU SAY (REMIX)

ocena: 6,5/10

21:29, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »

foto: gazeta.pl

 

Jak to ładnie ujmują dziennikarze - ostatnia prosta przed Euro. Przynajmniej w teorii. Bo w praktyce...

Za dokładnie 16 dni rozpocznie się Najważniejsza Sportowa Impreza w dotychczasowej historii Polski. To nie jest marketingowe hasło, to fakt - w skali popularności ponad Mistrzostwami Europy są już tylko Mundial i Olimpiada, których też nie mieliśmy dotychczas okazji organizować. Nie wiem jak wy, ale... nie, naprawdę myślę że każdy u którego futbol zajmuje choć najmniejszy zakamarek w sercu (a wydaje mi sie, że w Polsce takich osób jest niemało) jara się tym wydarzeniem jak pochodnia. Sporą część tych osób ekscytuje także fakt, że nasza reprezentacja weźmie w nich udział jako gospodarz. To nobilitujące. Ale przede wszystkim - zobowiązujące. Nie rozliczajmy zawczasu, ale mam niestety wrażenie, że kogoś ta odpowiedzialność przerosła. A konkretnie mam na myśli Smudę.

Nie wiem, czy sparing z Łotwą to dobry materiał do wyciągania wniosków. Pomijam już to, że spodziewałem się, że jako gospodarze turnieju będziemy przed samą imprezą testowali się z największymi - taka Holandia mierzyła się dziś z Bayernem (być może jego rezerwami, ale co fakt to fakt). Czy jednak te parę lat temu nie mieliście oczekiwań, że ten bezstresowy - tj. pozbawiony meczów o stawkę jaką jest uczestnictwo w turnieju -  czas, jaki nam został jako organizatorom dany, wykorzystamy do zbudowania drużyny, która takie Łotwy będzie punktować z palcem w tyłku? Bo ja takie miałem, pamiętam jakby to było wczoraj. A dziś nagle widzę takiego Polanskiego (którego też nie oczekiwałem w reprezentacji Polski, ale to już wielokrotnie wałkowałem) który z rzutu wolnego posyła piłkę w trybuny i słyszę Szpakowskiego mówiącego o tym, że Eugen ma okazję potrenować stałe fragmenty gry. Że co kurwa? Przecież to miało być już opanowane dawno temu!

I jeszcze to pieprzenie, że (koko koko euro) spoko, bo "reprezentacja B", nie ma się czym martwić... HMMMMM. Po pierwsze: o ile pamiętam, to np od takiej reprezentacji B Chorwatów dostaliśmy srogie lanie 4 lata temu, a i ostatni nasi sparingpartnerzy, którzy też nie wystawiali najmocniejszych składów, też potrafili nas oklepać. A my tymczasem grając rzekomymi słabiakami mamy problem z ograniem Łotwy, która też dziś niespecjalnie się spinała (motyw z dotknięciem piłki ręką przez jednego z Łotyszy w drugiej połowie - dość wymowny). Po drugie: o ile dobrze widziałem, to spora część piłkarzy obecnych dziś na boisku jest rozważana do najsilniejszego składu reprezentacji (Polanski, Murawski, Mierzejewski...). Jakkolwiek byśmy tego składu wystawionego na Łotwę nie nazwali, to jedno jest pewne - nie mamy ławki rezerwowych. I jeśli coś przytrafi się nieobecnej dziś na boisku "trójce z Borussi", to będzie dramat.

Największy w przypadku Lewandowskiego. Abstrahując, że możemy się wreszcie pochwalić zawodnikiem, który naprawdę puka do czołówki światowej (ploty o przejściu do Manchesteru United są chyba czymś więcej niż plotami) i jest w stanie gdzieś tą reprę poprowadzić. Jeśli Lewego zabraknie to mamy dramat. Co po raz kolejny udowodnił dzisiejszym występem Brożek. Boże, co się z tym chłopakiem stało? Smuda powiedział w jednym z wywiadów, że powołuje byłego Wiślaka dlatego, bo ten nigdy go nie zawiódł. No to chyba dziś nastąpił ten pierwszy raz. Szkoda że akurat przed imprezą jego życia. Cóż, okazuje się, że dobry timing u piłkarza nie dotyczy tylko zachowania na boisku, ale i poza nim. Brożek, kiedy miał szansę próbować podbić świat, wolał być królem podwórka i strzelać kolejne hattricki Zagłębiom i innym Poloniom. Kiedy się wreszcie ogarnął, to forma (a może kwestia aklimatyzacji? lenistwa?) spadła na tyle, że chłopak co sezon szoruje tyłkiem ławki w innym kraju. I obawiam się, że Euro już nic w tej kwestii nie zmieni. Aczkolwiek życzę sobie, by stało się inaczej.

Co do reszty zawodników... Przykry, choć nie aż tak bardzo jak w przypadku Brożka, okazał się także powrót do kadry Boenischa. Fakt, nie można mu odmówić ambicji, naprawdę się starał. Ale nic z tego nie wynikało, co więcej - efektywnością działań zrównał się z nieszczęsnym Wawrzyniakiem. Zatem jeśli mamy do wyboru polską łamagę i niemiecką łamagę z odzysku, to wybór do pierwszej jedenastki staje się lekko problematyczny.

I tak mógłbym się poznęcać jeszcze, ale w sumie dobrze byłoby pójść spać, więc szybko obadajmy pozytywy i wrócimy być może do tematu w sobotę, po meczu ze Słowacją. Cieszy powrót Grosickiego, który naprawdę powinien bez problemu wygryźć konkurencję na lewej strony pomocy. To znaczy mówię tu o Rybusie, bo Peszko, jak wiadomo, wygryzł się sam. Imponuje Wolski, zaliczający dziś debiut w kadrze. Zainteresowanie Borussi zawodnikiem Legii naprawdę nie jest przypadkiem, chłopak ma papiery na grę na poziomie europejskim. Wasyl - wiadomo, przeszacun. Gramy o totalną pietruszkę, a ten opierdala kolegów (brak jakiejkolwiek publiki na stadionie pozwolił przysłuchać się dialogom piłkarzy) za brak koncentracji. Jak tu typa nie uwielbiać. Fabiański zgarnął sporo pochwał od komentatorów, ale jak bym nie przesadzał - wybronił to, co każdy dobry bramkarz wybronić powinien, a już na pewno ten trenujący (grający?) w Arsenalu Londyn. Kolega profesjonalnie zajmujący się swego czasu piłką nożną wytłumaczył mi, dlaczego Fabian znalazł się w kadrze na Euro. Otóż pierwszy bramkarz (w tym wypadku Szczęsny) powinien ponoć darzyć zaufaniem drugiego bramkarza, z którym się rozgrzewa - a takiego backupu nie da żaden inny bramkarz niż jego klubowy partner. Ok, kupuję to, choć wciąz upieram się przy tym, że na taką imprezę powinno się jechać za reprezentowany na boisku poziom, a nie aspekt towarzyski. 

Ok, do soboty zatem. Ale reasumując - nie obiecujcie sobie zbyt wiele po tym Euro2012, ok?

poniedziałek, 21 maja 2012

rok wydania: 2009

wydawca: DIY

pobierz album

 

Przenosimy się do Stanów. Atlanta konkretnie. Stamtąd pochodzi bohater dzisiejszej notki, Otis Williams Jr., bardziej znany jako OJ Da Juiceman.

Cóż, można by zamknąć temat jednym zdaniem: To jest southern rapowy mixtape. Przeczekałem całe 70 minut w oczekiwaniu, czy którykolwiek z tych 23 tracków wyłamie się ze schematu powolnego, syntetycznie cykającego beatu. Nie wyłamał, choć opatrzony klabingowym refrenem "In Da Club" czy lekko regałowy "There They Go Again" były najbliżej. Niesamowite, jak totalnie te podkłady są podobne do siebie, jak nijakie. Pewnie, dzięki takiemu zabiegowi można skupić się na warstwie wokalnej wydawnictwa. Tyle tylko, że OJ to raczej druga liga i biorąc pod uwagę jego wiek chyba już niewiele się w tej kwestii zmieni. Na dodatek koleś wymyślił sobie, by rozpoznawać jego muzykę po charakterystycznym odgłosie paszczą, będącym czymś pomiędzy szczeknięciem ratlerka a odgłosem doznającej kobiety. I tak przez dosłownie cały mixtape wciąż słychać to wkurwiające "aj, aj, aj, aj...". Straszne.

Nawet jako rapowa muzyka tła "AIA" może mieć problem z przebiciem się w odtwarzaczu. Tylko dla kolejcjonerów mixtapeów.

 

najlepszy moment: IN DA CLUB

ocena: 6,5/10

22:55, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4
 Skala

10-"Ideału Potęga"

9,9-9,0-"widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem"

8,9-8,0-"będę brał cię, cię, ehe"

7,9-7,0-"joł joł, joł joł joł joł joł, wielkie joł!"

6,9-6,0-"ch** na to kładę bo i tak damy radę"

5,9-5,0-"będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa!"

4,9-4,0-"to nie z mafią układy tylko szołbiznes"

3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać"

2,9-2,0-"Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może?"

1,9-1,0-"ile dałbym by zapomnieć cię..."

0,9-0,0-"pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne k***a sprawy!"