Kategorie: Wszystkie | film | muzyka | pozostałe
RSS
wtorek, 31 maja 2011

rok wydania: 2010

wydawca: DIY

album do pobrania stad

 

dzis znow krotko, bo checi zbytnio nie ma. zreszta spojrzcie za okno.

no wiec mamy kolejny mixtejp fatboy'a. o, wakacyjny! akurat, bo ja juz czuje lato w trzewiach. i choc calosc zaczyna sie malo wakacyjnym wokalem, bo Kurta Cobaina, to trzeba przyznac, ze podklady jakie zaserwowano pod jego i inne zaspiewy rzeczywiscie traca sola z morza, piaskiem z plazy i potem spod pach podroznikow komunikacji miejskiej. kapitalnie wpleciono w to tez Davida Byrne'a i jego Gadajace Glowy z niesmiertelnego "Psycho Killer".

vamos a la playa!

 

najlepszy moment: NIRVANA - SMELLS LIKE TEEN SPIRIT

ocena: 6,5/10

18:28, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »

rok wydania: 2008

wydawca: XL

 

dobra, czas znow powaznie pomowic o muzyce.

nie cierpie "X-Factora". jeszcze ogladanie "Idola" zrzucam na karb mlodzienczej glupoty, ale dzis jak widze tych wszystkich Szpakow, Wojewodzkich itp to mi sie noz w kieszeni otwiera. niewiele wieksza estyma daze gwiazdy, ktore wyplynely na tych telewizyjnych formatach. ostatnimi czasy sa one prawdziwa zmora anglojezycznych rynkow i mozliwe, ze wkrotce w Polandii ta fabryka na dobre sie rozkreci.

ja wiem, ze Duffy, Lily Allen czy Little Boots to inna bajka, bo kariere rozkrecaly bez brania udzialu w telewizyjnych konkursach. mimo to kiedy slysze nowe propozycje zenskich rewelacji pop/soulu z Wysp Brytyjskich to trudno mi rozroznic, ktora otarla sie o X-Factor'a, a ktora nie. brytole nie znaja umiaru - ledwo co skonczyli produkowac masowo klony The Libertines, to juz zabrali sie za kolejne reinkarnacje wciaz zyjacej (stan na 30 maja, godz 23:35) AMy Winehouse.

i niby z Adele jest dokladnie tak samo. wiecej, z calej tej zenskiej zgrai wydaje sie ona najbardziej przystepna, tak wizerunkowo (jak tu nie polubic takiego paczusia?), jak i muzycznie. a jednak sklamalbym mowiac, ze nie slucha sie milo tej dziewuszki. nawet milej niz jej wspomnianych kolezanek po fachu.

akurat z wszystkich przebojaskow walkowanych przez polskie radio i atakujacych mnie od 8 do 16 (jeszcze jakis czas temu walczylem z tematem za sprawa mp3 playera i zestawu dousznego, ale regularne bole glowy kazaly mi zrewidowac swe podejscie i sie poddac) "Rolling In The Deep" sprawia najlepsze wrazenie. wiecej, po chyba milionowym odsluchu wciaz nie prowokuje do odruchow wymiotnych. czyli to musi byc NAPRAWDE DOBRE. i rzeczywiscie, odsluch "na spokojnie" kaze mowic o RITD jako perfekcyjnym hicie pop. czyli dobry hook, niebanalny aranz, no i postac za nim stojaca mimo wszystko az tak papierowa nie jest.

ale to "21". na poprzedniku, debiutanckim "19" z 2008 takich instant hitow nie ma. najblizej jest cudny "Chasing Pavements", ale chyba jednak melodia nie jest w nim tak wyrazna, by poruszyc polskie gospodynie domowe. ale dla nas, hipsterow, pop numer jak znalazl.

ok, miejmy sprawe od razu z glowy. to co wyroznia Adele z tlumu zenskich UK (choc USA tez podpiac mozna) gwiazdek to jej glos. GENIALNY. jednoczesnie potezny jak dzwon i zwiewny jak pioreczko. zadziorny i niewinny. soulowo klasyczny, a jednoczesnie na wskros brytolski. jesli bipolarnosc jest wyznacznikiem wielkosci danego wokalu, to Adele spokojnie mozna juz uznawac za postac historyczna. problem w tym, ze nie jest powiedziane, ze gdzies tam na kastingach do X-Factora nie przewinely sie setki kolezanek o wokalu jakosciowo zblizonym do tego, ktorym dysponuje nasza bohaterka. a ktore skreslam z zalozenia, bo po kiego mam sluchac kogos chocby nie wiadomo jak ladnie sie wypowiadal, skoro nie ma nic do powiedzenia? wole beczacego Dylana. i tu zblizamy sie do meritum. Adele sama sobie pisze piosenki. za to jej chwala. natomiast nie ma co ukrywac, ze wychodzi jej to z roznym skutkiem.

da sie podzielic ten material na dwie czesci. pierwsza to ta z numerami konkretnie zaaranzowanymi, gdzie slychac producencka reke. taki jest "Chasing Pavements", nastepny w kolejnosci "Cold Shoulder" (czy tylko ja slysze tu "Unfinished sympathy" Massive Attack?), genialnie swingujacy "My Same" czy pochodzacy z repertuaru wspomnianego Dylana "Make You Feel My Love" (moze szalenstwa nie ma, ale to faktycznie sliczny numer i zaslugiwal na to, by w koncu ktos go zaspiewal a nie wybeczal - sorry Bob). to najlepsze fragmenty, ale pozostale tracki z tej grupy znaczaco poziomu nie obnizaja. jest jednak jeszcze ta druga grupa, reprezentowana przez numery pokroju "Daydreamer", "Best For Last" czy "Crazy For You". ascetyczne, zaaranzowane jedynie na wokal, gitare akustyczna i ewentualnie piano... nudne jak cholera. pierwszym rzucajacym sie w oczy wspolnym mianownikiem tych trackow jest ich producent, Jim Abbyss. tyle ze wyprodukowany takze przez niego "Right As Rain" czy wspominany "My Same" do nudnych aranzacyjnie i kompozycyjnie zdecydowanie nie naleza. winnego nalezaloby szukac gdzie indziej... moze samej Adele? bo tak sie sklada, ze te najnudniejsze kawalki napisala sama, reszta zawsze ma jakiegos wspolkompozytora... by jednak rozwiazanie zagadki oddalic dodac nalezy, ze zdecydowanie najlepszy w zestawie, lamiacy serce "Hometwon Glory" to pierwsza napisana przez Adele piosenka, jeszcze w wieku 16 lat...

w rozwiazaniu zagadki moze okazac sie pomocny drugi dysk limitowanej edycji z akustycznym wystepem Adele w Los Angeles. repertuar to niemal wszystkie piosenki z "19" (plus cover "That's it, I quit, I'm moving on" Sam'a Cooke'a) wykonane przez Adele, gitarzyste (choc czasem i ona siega po akustyka) i pianiste. i co? i nic. "Chasing Pavements" nawet w takiej wersji porywa, a "Daydreamer" wciaz nudzi. czyli chyba chodzi jednak o piosenki, a nie aranzacje. wspomnijmy jeszcze o bonusach: audio ("Many Shades Of Black" z repertuaru The Racounters i chyba z nimi na featuringu instrumentalnym, ale wyszlo srednio) i video (dokument z trasy, udowadniajacy, ze sukces Adele zawdziecza tylko i wylacznie muzyce, bo na pewno nie urodzie) i mamy temat zamkniety.

dobry pop. z potencjalem, wiec niech juz bedzie ta osemka. ale jesli mialo byc cos wiecej to przykro mi, nie dostrzegam.

 

najlepszy moment: HOMETOWN GLORY

ocena: 8/10

00:29, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 maja 2011

rok wydania: 2010

wydawca: DIY

album do pobrania stad

 

no i wracamy znow do Fatboy'a, co by sie dzis nie przemeczac.

szybko omowimy temat, bo to stosunkowo krotki mix, zaledwie pol godziny. na dodatek nie spina calosci zaden motyw czasoprzestrzenny. zadne to pazdziernikowe dzwieki, zreszta trackliste macie na obrazku. co wiec mamy? imprezke mamy, taka jaka mozna bylo sie po fatboyu spodziewac. jedyny moment, gdzie nie ma wixy,a juz bardziej baniojebna dzumaga to remix "Kickstarts". i zarazem jest to moment najbardziej mi podpadajacy.

moze czas posluchac innych mixtejpow?

 

najlepszy moment: EXAMPLE - KICKSTARTS (BORDEAUXX MIX)

ocena: 6/10

17:31, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 maja 2011

rok wydania: 2011

wydawca: DIY

 

dobra, zmienmy klimat.

jak wiadomo, najwiekszym tegorocznym debiutem w polskiej fonografii bedzie krazek Trupy Trupy (3.06.2011 Release Party, kogo nie bedzie ten z policji). niemniej by nie wyjsc na bufona warto odnotowac, ze tego samego dnia debiutanckiego longa wydaje tez inna zaznajomiona zaloga. atakuja z innej flanelki, ale cel jest ten sam - udowodnic, ze granie na gitarach wciaz ma sens i moze dostarczyc radochy jakiej zaden inny gatunek nie zapewni.

no wlasnie, tyle ze jaki to gatunek? pare lat temu, kiedy The Gars (no wlasnie, jak to jest z ta nazwa? i dlaczego Last.Fm mi to skrobluje jako Les Gars?) grali jeszcze w trojke, okreslano ich mianem noise rocka. i mialo to sens - sprawdzali sie jako support zarowno Psychocukra, jak i Scianki z okresu "Pana Planety" (po bliskim memu sercu koncercie w Negatywie pojawily sie nawet opinie, ze Adaho i spolka zmietli zespol Macka Cieslaka). sporo sie jednak od tego czasu pozmienialo. po pierwsze -  doszli nowi muzykanci w postaci drugiego gitarzysty a przede wszystkim wokalista Piolun. po drugie i znacznie wazniejsze - muzyka sie zmienila. byc moze odezwaly sie sympatia braci Rusakov dla sceny hc/punk (zreszta Milosz od jakiegos czasu dostarcza beat takze kaszubskim metalkorom z Calm The Fire), objawiajaca sie takze wspolnymi gigami z tuzami tej sceny. fakt jest jednak taki, ze teraz nie tylko mentalnie, ale i muzycznie blizej garsom do kapel typu Amanda Woodward, ZxRx czy Die Last. czyli bardziej EMOcjonalno-melancholijnego odlamu sceny hardkorowej.

no bo te gitary... nie da sie ich z zadnym innym gatunkiem pomylic. nawet jesli gdzies przemknie cos o znamionach metalowego riffu, to jednak nigdy na podworko zajmowane przez Calibany czy Killswitche (nie mowiac juz o stricte metalu) nie wchodzi. z drugiej strony - pomimo zabaw z nastrojami do post rocka u tez sie to nie zbliza. przypuszczam zreszta, ze ciezkie pierdolniecie perkusyjne Milosza by na cos takiego nie pozwolilo. co moze cieszyc, bo latwo zboczyc na mielizny nudy w takim graniu, czego ofiara padlo juz pare lokalnych kapel. on the other hand, nie ma co ukrywac, hardcore'owe granie niejako z zalozenia bywa nudnawe w warunkach domowego odsluchu. dlatego propsy naleza sie chlopakom, ze urzmaicaja granie jak moga. przede wszystkim mnostwo tu sampli. nierozerwalnie zwiazanych z przekazem danego kawalka, wiec moznaby je zakwalifikowac jako "socjologiczne". glownie zwiazane z klimatami moherowo-pis'owskimi ("gdzie jest krzyz", zlote mysli Kaczynskiego itp), ale tez i bardziej globalne. swietnie sie to sprawdza w dissujacym Che Guevare (a raczej kult jego osoby) "El Comendante", przede wszystkim jednak wyroznilbym "Dychotomie" gdzie zsamplowany (chyba?) fortepian fajnie wtapia sie w strukture kompozycji. no i jeszcze "Wersety", ktory zreszta pamietam jeszcze z zamierzchlych garsowych czasow. dobrze obrazuje ewolucje zespolu.

nie ma co ukrywac jednak, ze nie ma tych kombinacji aranzacycjnych na tyle, by ukryc pewne mankamenty. przede wszystkim - choc masterowano album w zasluzonym dla ekstrmalnego grania Olsztynskim Studio X, to badzmy szczerzy - brzmienie wstydu nie przynosi, ale tez dupy nie urywa. a akurat w takim graniu to czynnik wazniejszy niz np chwytliwosc piosenek, ktorej brak mi latwiej Garsom wybaczyc. przesada byloby nazwac Garsow nastepcami Die Last, ale poza emocjonalnymi lotami laczy te dwie zalogi jeszcze jedna rzecz. odbior wokalisty. coz, Piolun pozostal tym samym Piolunem, ktorego pamietam z Senexu. zarowno wokalnie, jak i lirycznie. czyli opcja typu "kochaj albo rzuc". powiedzmy, ze ja wciaz jestem na etapie powolnej akceptacji. doceniam jednak fakt, ze sa momenty, kiedy potrafi naprawde mile dla ucha zaspiewac. i osobiscie wolalbym taki kierunek rozwoju aspektu wokalnego muzyki Garsow niz raczej smieszne pohukiwania niedzwiedzia jak te np z "Wedrowca". sorry guys.

7,5 dla tych, ktorzy czasem nad melodie stawiaja sobie energie i przekaz, a plyty traktuja glownie jako zaproszenie na koncerty. 7 dla calej reszty. a dla mnie - szacuneczek chlopaki, widzimy sie na koncertach. badz pod monopolem.

 

najlepszy moment: ŚWIT ODYSEI

ocena: 7,5/10

15:42, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 maja 2011

rok wydania: 2010

wydawca: DIY

album do pobrania stad

 

pardon ze znow o tym Fatboy'u, ale przyznam szczreze ze nie mam czasu i weny na pisanie o bardziej skomplikowanych wydawnictwach. pojedziemy szybko z tematem.

 

bo zanadto sie ten mixtape nie rozni od wczesniej omawianych. kwestia gustu czy odbierzemy to za wlasny styl czy powtarzalnosc. tym razem to punktem odniesienia jest konkretna data a nie miejsce eventu, wiec nie ma kokietowania lokalnej publicznosci, za to jest Prince'owy "1999" jako motyw spinajacy calosc. a potem to co zawsze. czyli impreza, czasem bardzo odmozdzajaca. jest i indie hit "Young Folks", a za punkt kulminacyjny robi "Smack My Bitch Up".

w sumie jakbym mial zaplacic za ten mixtape to chyba szkoda byloby nawet 5 zlotych. ale skoro za darmo daja to sluchajcie.

 

najlepszy moment: PETER BJORN AND JOHN - YOUNG FOLKS

ocena: 6/10

22:57, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
 Skala

10-"Ideału Potęga"

9,9-9,0-"widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem"

8,9-8,0-"będę brał cię, cię, ehe"

7,9-7,0-"joł joł, joł joł joł joł joł, wielkie joł!"

6,9-6,0-"ch** na to kładę bo i tak damy radę"

5,9-5,0-"będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa!"

4,9-4,0-"to nie z mafią układy tylko szołbiznes"

3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać"

2,9-2,0-"Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może?"

1,9-1,0-"ile dałbym by zapomnieć cię..."

0,9-0,0-"pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne k***a sprawy!"