Kategorie: Wszystkie | film | muzyka | pozostałe
RSS
poniedziałek, 31 maja 2010

rok wydania: 1974 (reedycja: 2004)

wydawca: Karmazyn

 

polskiej muzyki ciag dalszy. no, moze nie w stu procentach polskiej. ale na pewno slowianskiej.

Ewa Demarczyk. jedna z najwybitniejszych postaci zenskiej wokalistyki nad Wisla. mielismy szczescie zreszta do niezlych glosow w tym kraju: Violetta Vilas, Irena Santor, Maryla Rodowicz... ale trzeba tez cos zdecydowanie podkreslic - Demarczyk to tez Piekna Kariera, nawet jesli nie obfitujaca w wiele wydawnictw (wlasciwie to jak na taki Talent to skandalicznie mialo tych plyt bylo). Kariera wrecz bez skazy. nigdy nie otarla sie nawet o kicz, nie byla jurorem w teledurnieju, nie promowala sie w disco-relaxie. kariera ocierajaca sie o cos, co z braku lepszego okreslenia nazwijmy "Tajemnica".

dzis bedzie o plycie pierwotnie przeznaczonej na rynek rosyjski, a ktora doczekala sie polskiej reedycji dokladnie 30 lat pozniej (i wciaz jest to ostatnie oficjalne wydawnictwo pani Demarczyk...). trudno mowic o tej plycie jako o historycznym dziele na miare "Enigmatica" czy "Bluesa". a jednak nieprzyzwoicie czesto ocieramy sie przy jej odsluchu o muzyczna nirwane. nawet jesli nie za sprawa piosenek (choc bez przesady - nawet jesli brak tu najslynniejszej "Karuzeli z Madonnami" to wciaz sa tu tak cudne piesni jak "Grande Valse Brilliante" czy "Rebeka", tu jako "Biedna Dziewczyna") to na pewno za sprawa Spiewu. to banal, ale dzis juz tak sie nie spiewa, a na pewno nikt w Polsce. nie ta klasa, nie ta ekspresja, nie te mozliwosci, nie te uczucia. takze nie ten "poziom trudnosci", bo ciezko sobie wyobrazic 15latka jarajacego sie postacia Demarczyk (no chocby ja takowym nie bylem). z dzisiejszej perspektywy moze stanowic przeszkode pewien "oldskulowy posmak" materialu (choc dla innych pewnie to bedzie jego dodatkowa zaleta), a takze jezyk rosyjski, ktory tu wystepuje w 4 utworach. sam zdecydowanie bardziej wole pania Demarczyk spiewajaca w ojczystym narzeczu, choc to akurat kwestia sympatii i antypatii wylacznie zwiazanych ze sfera jezykowa.

ale no wlasnie, tak na zupelnym marginesie - o ile ciekawszym dowodem przyjazni polsko-rosyjskiej sa wlasnie takie plyty jak dzisiaj omawiana, anizeli obserwowane ostatnio wybryki wynikajace z politycznego PRu. gdyby swiat jako taki inspirowalby sie swiatem Sztuki, to nie musialby sie "uczyc przyjazni" miedzynarodowej. po prostu nie znalby takich podzialow. ah. oh. ah. no, konczymy z tymi banalnymi spostrzezeniami cywilizacyjnymi. a zarazem dzisiejsza notke. zapraszam jutro.


najlepszy moment: BIEDNA DZIEWCZYNA

ocena: 8/10

14:47, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »

rok wydania: 2007

wydawca: Axel Springer

 

Kostucha cos ostatnio, za przeproszeniem, pierdolca dostala. tym razem zegnamy Dennisa Hoppera, jednego z najwybitniejszych obok Nicholsona, Pacino czy Hoffmana aktorow. szczegolnie wyspecjalizowanego w roli bad guyow. genialnych rol tego pana w rownie wybitnych filmach moznaby wymienic od groma. dla mnie jednak Dennis Hopper to przede wszystkim jeden film i jedna postac. Frank Booth w Lynchowym "Blue Velvet". choc akurat nazwac Bootha bad guy'em to jak nazwac, jak to mawia Pelson, prostytutke relaksacyjna terapeutka. Muka, Bob, Booth. ten zestaw personalny pozbawil mnie beztroskich snow na wieki.

w smutny sposob ma ta smierc zwiazek z dzisiejsza notka. bo niestety Hopper, podobnie jak Kaczmarski, a takze wspominani ostatnio Guru czy Dio, to ofiara raka. kolejny raz pewna banalna mysl zajela mi glowe na reszte dnia: gdybym mogl dokonac w zyciu tylko jednej rzeczy, czegos bedacego ponad moje mozliwosci, talenty, predyspozycje itp itd, to byloby to wynalezienie lekarstwa na raka.

no dobrz, ale zajmijmy sie wreszcie tematem glownym... choc akurat o tym skladaku dokonan Kaczmarskiego niewiele mozna powiedziec. trudno to nawet nazwac skladanka pelna geba. jeno bardziej to na ksztalt samplera, wprawki, adekwatnej do okolicznosci wydania - czyli jako bezplatny dodatek do "Dziennika". 45 minut muzyki, 10 utworow, w wiekszosci pokrywajacych sie z tym co znalazlo sie na "Zlotej Kolekcji: Zrodle". dlatego szczerze mowiac nie wyobrazam sobie, by ktos swiadomie zadal sobie trud zdobycia tej plyty, w zamierzeniu nie przeznaczonej przeciez do sprzedazy w sklepach. moze ktos, kto ma wstret do skipowania utworow? nie wiem, nie wiem, nie wiem.

skoro nic wiecej sensownego o tej kolekcji powiedziec sie nie da, to chcialbym poruszyc watek "Murow", na ktorych temat mialem okazje przewczoraj przeprowadzic lekka dyspute. zawsze pojawia sie jakies wewnetrzne veto w kwestii uznania Wielkosci danego artysty, kiedy to okazuje sie, ze jego najwybitniejszy utwor jest coverem. jak najbardziej to rozumiem. w przypadku Kaczmarskiego jak dla mnie jednak tematu nie ma. bo owszem, wklad Kaczmarskiego w "Mury" to tylko tekst. ale przeciez - to banal, ale trza to podrkreslac - sila tego utworu tkwi w kruszacym wszelkie mury i serca *polaczeniu* muzyki z tekstem. nie mowiac juz o samej interpretacji pana Jacka. do historii przeszla wypowiedz Trenta Reznora na temat "Hurt" w interpretacji Johnnyego Casha, gdzie otwarcie przyznal, ze ta piosenka nie jest juz jego. smiem twierdzic, ze Lluis Llach, autor "L'Estaca" (czyli melodii bedacej podwalinami "Murow") moglby powiedziec o dokonaniu Kaczmarskiego cos podobnego.

zamykajac temat "Murow" to musze dodac, ze nigdy chyba nie przestanie mnie fascynowac, jak kuriozalnie historia obeszla sie z ta piesnia. piesnia, ktora w intencji Kaczmarskiego miala stanowic wyraz niemal sprzeciwu wobec przywlaszczania sobie piosenek (i niejako ich tworcow) przez masy, a ktora koniec koncow skonczyla jako hymn tych mas. oczywiscie fakt, ze te same masy byly odpowiedzialne pozniej za obalenie komunizmu pomogl zapewne zmniejszych gorycz Kaczmarskiego, niemniej jednak mozna tu mowic o sporym paradoksie historii nawet nie Muzyki, ale wrecz naszego caleg narodu.

w tym kontekscie niesamowite sa tez perypetie drugiego klasycznego utworu Kaczmarskiego. mowa oczywiscie o dzisiejszej "piesni dnia", czyli "Naszej Klasy". o ile "Mury" mozna uznac za istotny element historii PRL'u, tak "Nasza Klasa" to niemalze symbol Polski konca pierwszej dekady 21 wieku. Polski opanowanej mania klasowych reunionow, moze i Polski 2.0. Polski, dla ktorej Nasza-Klasa.pl stala sie tak obowiazujacym elementem dnia codziennego jak obiad czy wizyta w Kosciele. takze i tu Kaczmarski musialby byc zaskoczony dalszymi perypetiami zyciowymi swego muzyczego dziecka (nie mial niestety juz ku temu okazji, jako ze N-K.pl powstala w '06 roku...), ale chyba nie az tak jak w przypadku "Murow"...


najlepszy moment: NASZA KLASA

ocena: 6,5/10

01:35, rejczmen , muzyka
Link Komentarze (2) »
sobota, 29 maja 2010

foto: wp.pl

 

tak jak bylo obiecane na poczatku marca: znow bedzie o reprezentacji Polski w pilce noznej. stety badz niestety. no coz, nie ma co ukrywac, ze hiszpanskie badz brazylijskie rejdzmeny maja o wiele lepiej piszac o swoich reprezentacjach. no ale coz, narodowosci sie nie wybiera, zatem tez i "swej" druzyny pilkarskiej.

mowi sie ze to obecne zgrupowanie, podczas ktorego rozgrywamy mecze z Finlandia, Serbia i Hiszpania to taki nasz maly mundial. pomijajac czerstwosc takiego gadania - widac ze mamy (w tym i sam Smuda) dosyc male ambicje. bo co, znow konczymy turniej po trzech meczach tak? no ale gdyby sobie jakims cudem wyobazic ze to mundialowe mecze odbywamy wlasnie, to coz, rzeczywiscie idzie "zgodnie z planem". najslabszy rywal i tylko remis.

a jednak jest w tym jakis paradoks. bo pomimo iz mecz byl najzwyczajniej w swiecie slaby, nudny w chuj i zakonczony malo optymistycznym wynikiem, to mozna jednak byc optymista. oczywiscie zakladajac, ze obserwujemy dopiero budujaca sie druzyne, ktora ma byc kompletna w okolicach Euro2012. bo mozna bylo ten mecz wygrac. Finlandia dawno przestala sie mocniej liczyc w pilkarskim swiecie, ale nie jest to zadna egztyka pokroju San Marino. zreszta, co tu duzo mowic - w rankingu Fifa sa troche ponad nami... a jednak mielismy ich w garsci. kazda niemal minuta to byla dominacja naszych. okej, zblizamy sie tu do retoryki Piechniczka, ktory za najwazniejszy czynnik uznaje ilosc rzutow roznych. ale gdyby zapomniec o najwazniejszym aspekcie pilki noznej - czyli golach - to gra naszych mogla sie podobac. oczywiscie w kontekscie meczow naszej reprezentacji, a nie futbolu jako takiego. final ligi mistrzow to to nie jest.

jesli zas chodzi o indywidualne oceny... coz, znow blaszczykowski zarzadzil. wraca chlopak powolutku do formy sprzed 2 lat. i gdyby mial za pilkarskich kompanow troche lepszych kopaczy, to jego gwiazda moglaby naprawde blyszczec pelnym blaskiem. ale moze juz za chwile, moze juz niedlugo... moze ta gwiazda bedzie nie tylko lsnic najjasniej, ale przewodzic naszej reprezentacji. bo faktycznie - brakuje w tej druzynie lidera. nie nominalnego kapitana pokroju Zewlakowa (ten moze robic za "madra, doswiadczona glowe" reprezentacji, zreszta nie wiadomo na jak dlugo zwazywszy na jego wiek), ale kogos kto trzymalby to wszystko za morde z jednej strony, a dodawal ducha w krytycznych momentach z drugiej. kogos takiego jak Ballack u Niemcow czy Litmanen u naszych dzisiejszych rywali (to jest zreszta ewenement - typ w wieku 39 lat wciaz niezle przedzi w ataku, wow). byl temu blisko mariusz lewandowski, Smuda upatruje kogos takiego w Murawskim, ale jak na moj gust Blaszczykowski ma najlepsze ku temu predyspozycje. i mlody wiek nie ma tu znaczenia. moglby jeszcze Artur Boruc sie nadawac...

moglby, ale cos niestety widze ze tak sie nie stanie. bo Smuda po raz kolejny postanowil pokazac, jak bardzo ceni sobie jego talent nie dajac mu po raz kolejny powolania. zamiast tego z Serbami na bramce zobaczymy Fabianskiego, z Hiszpanami Kuszczaka, a dzis Smuda dal szanse debiutantowi z ligi holenderskiej debiutantowi Przemyslawowi Tytoniowy. co jest najwiekszym pilkarskim whatthefuck w tym roku. zreszta, co ja sie bede rozwodzil. dzis chlopak nie mal szans za bardzo blysnac talentem, bo finowie uparli sie by nie goscic za czesto na naszym polu karnym. ale jak juz dochodzilo do interwencji to chyba ktos niezrownowazony moglby uznac je za szczyt pewnosci bramkarskiej. ok, chlopak mlody, ok moze perspektywiczny. nie znecalbym sie gdyby chodzilo o jakakolwiek inna pozycje pilkarska. ale akurat swietnych bramkarzy Ci u nas dostatek. bo nawet jesli sie nie ograniczac do zupelnie wystarczajacej do szczescia "swietej trojcy" boruc-kuszczak-fabian, to przeciez jest jeszcze niezle zapowiadajacy sie mlody szczesny. dlatego powolanie tytonia uwazam za nic innego jak Smudowe zrobienie na zlosc Borucowi na zasadzie "co ty myslisz ze jestes taki wielki i ze kocham twe piosenki?"

jesli zas chodzi o pozostalych debiutantow: Mierzejewski - Lubie To! chlopak sprawia wrazenie walczaka totalnego, za nic majacego sobie swoje braki techniczne. wcale nie takie wielkie. a biorac pod uwage uczestnictwo w paru kapitalnych akcjach trojkowych z blaszczykowskim czy jeleniem to kto wie, czy to nie on jest jednak MVP meczu.

zdecydowanie mianem bohatera meczu nie mozna okreslic sciagnietego z Niemiec adama matuszczyka. bedacego chyba symbolicznym przykladem dziwacznej polityki Smudy. okej, nie mowie by naturalizowac kazdego brazylijczyka grajacego w polskiej lidze. ale mamy np takiego rogera o kapitalnych umiejetnosciach (inna sprawa ze nie chcacego za kazdym razem nimi blyszczec), ktory chyba naprawde czuje sie Polakiem. to nie, Smuda woli kusic gra w reprezentacji Polakow typu "piata woda po kisielu" pokroju Sebastiana Boenischa, ktory na codzien ma w dupie "kraj przodkow". a jesli juz ktos zechce zagrac w tej reprezentacji (bo tylko by sprobowal Smuda powiedziec ze "bedzie musial powalczyc o miejsce w skladzie"!) to tylko taki Matuszczyk, ktory na gre w reprezentacji Niemiec nie ma najmniejszych szans. obym sie mylil, oby z tego chlopaka cos jeszcze bylo. ale po dzisiejszym meczu mam spore watpliwosci.

pozostali reprezentanci niestety niczym sie nie odznaczyli. zwlaszcza robert lewandowski, ktory wciaz nie potrafi przelozyc potencjalu widocznego w lidze na mecze reprezentacji. co jest o tyle smutne, ze juz gdzieniegdzie da sie zauwazyc feerie ochow i achow zwiazanych z transferem do borussi dortmund. ze bedzie tam gwiazda, ze rozwali system zwany bundesliga. ba, ze ow borussia to tak naprawde tylko przystanek na Wielkiej Drodze Roberta Lewandowskiego! HOLA HOLA! niech najpierw wyladuje w tej borussi (co wciaz nie jest takie pewne) i niech rozegra tam jakies mecze! ja naprawde temu chlopakowi kibicuje, ale ograniczajac swa wiedze tylko do meczow reprezentacji (czy to az taka wielka strata nie sledzic ekstraklasy?) to uwazam ze Lewandowski jest jak na razie sporym przehajpem.

inna sprawa, ze z Irkiem Jeleniem i jego "relacjami z reprezentacja" jest niewiele lepiej. choc akurat liga francuska to "jakby" pare polek wyzej niz nasza pomaranczowa liga, a sam Jelen pare udanych wystepow w reprze zaliczyl. szkoda ze bylo to jakies 4 lata temu...

no i tyle. choc zdecydowanie nie czekam na srodowy mecz z Serbia to zapewne i tego dnia pogadamy sobie na blogu o naszych kopaczach. w koncu czego sie nie robi dla Orzelka Bialego.

piątek, 28 maja 2010

rok wydania: 2003

wydawca: Pomaton EMI

 

kontynuujemy temat Jacka Kaczmarskiego.

wiadomo, skladanki, a w szczegolnosci ich sensownosc, to temat na kilkusetstronicowe rozprawki. ale zakladajac ze i tak musza byc wydawane, to "Zrodlo" broni sie naprawde niezle.

zacznijmy od tego, ze jego ukazanie sie samo w sobie mozna uznac za fakt historyczny. wszak to "Live" Kaczmarskiego bylo pierwsza plyta wydana przez raczkujacy dopiero Pomaton, jeszcze niezwiazany z potentantem EMI. jest wiec tez w tym cos symbolicznego, jakis gest wdziecznosci tej obecnie najwiekszej firmy na rynku fonograficznym. gest wdziecznosci, ale i pozegnania przeciez -  w tym czasie choroba Kaczmarskiego byla juz w zaawansowanym stadium...

po drugie - "Zlota Kolekcja" to akurat calkiem sensowna inicjatywa w kontekscie polskiej fonografii. a juz szczegolnie w przypadku artystow nagrywajacych rowniez (lub przede wszystkim) w absurdalnych latach PRLu. juz pomijajac kwestie prawne - zdobycie polowy tych nagran z ich oryginalnych wydan graniczy z cudem. a druga polowe uswiadczysz glownie na kasetach. czyli tez juz tak jakby ich formalnie nie bylo. sensowna inicjatywa? konieczna, rzeklbym.

no i trzeci aspekt: nie ma co sie oszukiwac - w temacie Jacka Kaczmarskiego myslimy glownie o jego piosenkach, a nie plytach (co nie oznacza mniejszej wartosci jego dlugograjow - BYNAJMNIEJ!!). dla pasjonatow muzycznych Kaczmarski oczywiscie moze oznaczac "Kosmopolaka", "Mury" czy "Sarmatie" (z tej ostatniej nie ma tu zadnego nagrania, a szkoda). ale dla mas Kaczmarski to "Mury"-piosenka, "Nasza Klasa", "Obława" czy "Zrodlo". oczywiscie taki rozdzwiek wystepuje chyba u kazdego popularniejszego artysty. ale nie kazdy artysta nazywany jest bardem, glosem ludu - rowniez tej jej czesci, ktora w zyciu nie widziala kompaktu czy plyty winylowej na oczy. dlatego nie sadze, by myslenie o Kaczmarskim jako artyscie piosenkowym bylo w jakikolwiek obrazliwe i znajomosc Kaczmarskiego ograniczajaca sie do albumu skladankowego nie musi byc czyms kompromitujacym dla Fana Muzyki (inna sprawa, ze troche tych plyt Kaczmarski wydal...). choc oczywiscie zapoznanie sie z "normalnymi" wydawnictwami byloby mile widziane.

dlatego propsujmy "Zrodlo". bo sensowne, bo symboliczne, a przee wszystkim dlatego ze bardzo dobrze wydane. "digitally remastered" to oczywiscie mile brzmiace haselko, ale lepsze to niz sluchanie z przegrywanych kaset, right? przedmowa ojca serii - Daniela Wyszogrodzkiego - jak zwykle napisane z klasa. a przede wszystkim: dobor utworow trudno uznac za kontrowersyjny. zreszta - mowimy o 22 utworach, kompakt jest wiec wypchany po brzegi. trudno wiec aby zabraklo tu takich klasykow jak wczesniej wspomniane. a przeciez jest tez sporo relatywnie swiezych ('98) nagran Jacka, jak "Postmodernizm", "Przyczynek do legendy o Sw. Jerzym", "Miedzy nami" czy "Pozegnanie Okudzawy". byc moze muzycznie najciekawszych w tej kolekcji, tak jak plyta z ktorej pochodza byla swoistym wydarzeniem w dyskografii Jacka. wrecz eksperymentem. aranzacyjnie wrecz "wypasione", ale tez nawet kiedy slychac glownie Jacka wokal i gitare jest inaczej. liryczniej (zwlaszcza "Pozegnanie..."). zwyczajnie ciekawiej. czyli dla kogos, kto zna Kaczmarskiego z "hitow" - kolejny plus tej skladanki.

polecam.


najlepszy moment: MURY

ocena: 8/10

17:19, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 maja 2010

rok wydania: 1994

wydawca: Scutum

 

nie abym byl wielkim patriota, ale w sumie ze smutkiem zauwazylem, ze ostatnia notka o jakims polskim dokonaniu muzycznym badz filmowym byla w lutym. czas zaleglosc nadrobic. i to w rzeczywiscie mocnym stylu.

bo przeciez trudno wskazac artystow silniej kojarzonych z Polska niz zmarly juz 6 lat temu (10 kwietnia - coz za beznadziejny zbieg okolicznosci...) Jacek Kaczmarski. najpopularniejszy bard Polski, oficjalny niemalze bard Solidarnosci, ale tez przeciez najzwyczajniej w swiecie legenda Polskiej muzyki. uwielbiany przez sluchaczy wszelkiej masci, ceniony przez brazne. tak ta rozdajaca Fryderyki, jak i tworzaca muzyke - wszak na tapete tworczosc Pana Kaczmarskiego bralo wielu - od Sweet Noise, przez Strachy na Lachy, az na Pei konczac.

nie bede jednak udawal, ze wiekszosc swego zycia mialem do tworczosci Kaczmarskiego stosunek wrecz antagonistyczny. estetyka pt gitara akustyczna i teatralny troche sposob spiewania wydawala mi sie cokolwiek przegieta. poza tym ubzduralo mi sie, ze z takimi tekstami to tworczosc Kaczmarskiego jest kierowana glownie do pasjonatow historii sprzed 100 lat, albo do ultrasow Solidarnosci (choc juz wtedy znalem wyjatki od tej reguly - pozdro Przemek).

jesli chodzi o ten pierwszy aspekt to wciaz stosunek mam niejednoznaczny. choc Kaczmarski wysoko cenil Dylana, to jednak okreslenie go mianem "polskiego Dylana" byloby nie tylko uproszczeniem, co wrecz lekkim niedopowiedzeniem. Kaczmarski owszem nie trzymal sie jednej formuly muzycznej, jednak na pewno nie byla jego udzialem taka ewolucja brzmieniowa jak u Dylana. po drugie - choc do wokalu Dylana tez trzeba sie przyzwyczaic, to jednak tez zdecydowanie nie wymaga to takiego wysilku jak w przypadku Kaczmarskiego, ktory niekiedy wokalnie wrecz szarzuje. inna sprawa, ze kiedy sie przelamiemy to uderzy nas, ze bez tej przesadnej ekspresji te numery stracilyby na wartosci przynajmniej o 50procent.

jesli zas chodzi o aspekt "historycznosci"... w tym kontekscie akurat trafilismy z wyborem plyty do omowienia. obraz Matejki na okladce, "Sarmatia" jak tytul... no, nie zapowiada to futurystycznych doznan. a jednak nie sa to piosenki dla archeologicznych nerdow, choc na pewno znajomosc kontekstow bardzo pomaga w odbiorze. mimo wszystko mozna powiedziec o tych 18 piesniach, ze ich przeslanie jest uniwersalne. ze ich problematyka tyczy Polaka jako takiego, a nie jego konkretnych poczynan sprzed wiekow uniemozliwiajacych wysuniecie analogii z terazniejszoscia. i to, niestety, wcale nie jest pozytywny wniosek. bo swiadczy o tym, ze niewiele sie zmienilismy. co jeszcze jaskrawiej widac w ostatnich tygodniach.

byc moze jednak najwazniejszym nowym wnioskiem dotyczacym tworczosci Kaczmarskiego jest to, ze to naprawde jest Muzycznie dobre. jesli sie ceni w piosence tekst na rowni z muzyka to jest to wrecz rzecz wybitna. ale i dla kogos takiego jak ja, dla ktorego tekst pozostanie juz na zawsze ktoryms-tam aspektem w Piosence, "Sarmatia" jawi sie jako rzecz bardzo przyzwoita. choc w tym spora zasluga jest Lapinskiego, ktory nie tylko towarzyszy Kaczmarskiemu na pianinie, ale i opracowal muzyke wszystkich utworow, a do paru z nich skomponowal muzyke. trudno mowic oczywiscie o popowych hookach, ale jednak melodie "Kniazia Jaremy Nawrocenia", "Drzewa Genealogicznego" czy przede wszystkim "Wedlug Gombrowicza - narodu obrazanie" zostaja w glowie.

nie chce na sile szukac analogii z zagranica, ale mysle ze nalezaloby pielegnowac pamiec o Kaczmarskim, tak jak amerykanie czynia to juz z Dylanem jeszcze za jego zycia. a wniosek najsilniej sie nasuwajacy w kontekscie ostatnich dni - warto wystawic glowe poza schemat "oswiecone PO - ciemnogrod PiS" i dostrzec, ze mozna - tak jak Jacek Kaczmarski - darzyc platoniczna miloscia Bialego Orzelka i byc czlowiekiem otwartym, globalnie myslacym, patrzacym rowniez w przyszlosc. co polecam zwolenniczakom zarowno Kaczynskiego, jak i Kompanii Bronka.


najlepszy moment: WEDŁUG GOMBROWICZA - NARODU OBRAŻANIE

ocena: 7,5/10

15:39, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
 Skala

10-"Ideału Potęga"

9,9-9,0-"widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem"

8,9-8,0-"będę brał cię, cię, ehe"

7,9-7,0-"joł joł, joł joł joł joł joł, wielkie joł!"

6,9-6,0-"ch** na to kładę bo i tak damy radę"

5,9-5,0-"będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa!"

4,9-4,0-"to nie z mafią układy tylko szołbiznes"

3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać"

2,9-2,0-"Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może?"

1,9-1,0-"ile dałbym by zapomnieć cię..."

0,9-0,0-"pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne k***a sprawy!"