Kategorie: Wszystkie | film | muzyka | pozostałe
RSS
poniedziałek, 30 kwietnia 2012

rok wydania: 2006

wydawca: DIY

pobierz album

 

Musisz być niezłym desperatem, jeśli w taką pogodę czytasz tego bloga. Niemniej doceniam, dlatego wypada poświęcić Ci chwilę i coś skrobnąć.

Na szczęście nie będzie dziś za dużo czytania, bo i nie ma za bardzo o czym pisać. Casus Havaliny omówiliśmy już wczoraj. I omawiana dziś retrospektywna kolekcja (25 kawałków, półtorej godziny muzyki) tylko jeszcze w tym przekonaniu utwierdza. W sumie to nawet trochę źle się czuję z tą opinią. Bo może coś ze mną jest nie tak, że nie potrafię tej muzyki docenić? Może klimat życiowej sytuacji zbyt rzutuje na mą ocenę tej muzyki, nie potrafię oddzielić dwóch kwestii? Gdybym poczuwał się za sprawą tego bloga do bycia profesjonalnym dziennikarzem muzycznym to byłaby sytuacja niemal dyskwalifikująca. A może powinienem się podać do blogerowej dymisji? Majówkowa rozkmina, nie ma co...

W każdym bądź razie - przy całej bogactwie aranżacyjno-brzmieniowej tej Muzyki, rozciągającej się od hawajskiego klimatu poprzez punkowe wygrzewy a na klimatach a'la Tom Waits kończąc, ani razu w moim odczuciu Havalina nie zahacza o Krainę Świetnych Piosenek, co najwyżej Przyzwoitych. Fakt, wspomniane bogactwo klimatyczne nie pozwala się wynudzić, ale to chyba jednak za mało. 

Naprawdę jednak zachęcam do odsłuchu - mam nadzieję, że odnajdziecie w tych dźwiękach coś, czego ja nie byłem w stanie, mimo szczerych chęci, odnaleźć.

 

najlepszy moment: THE LOVE SONG

ocena: 6,5/10

15:06, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 kwietnia 2012

rok wydania: 1999

wydawca: DIY

pobierz album

 

Dziwnych kapel ciąg dalszy.

O Havalinie, którzy nazwę wzięli od jednej z piosenek Pixies, wiem tylko tyle, że niespecjalnie udało im się przebić ze swoją twórczością i dziś pozostają zajawką muzycznych archeologów. Niedocenieni? Właśnie sam nie wiem...

Panowie jeden ze swych konceptualnych albumów poświęcili Rosji. Żeby jednak było ciekawiej, postanowili inspirując się tym krajem zrobić najbardziej słoneczną, popową płytę jaką byli z siebie wykrzesać. Oczywiście mowa o ambitniejszej odmianie popu, rozumianej w podobny sposób co przed dekadami. Czyli jeśli The Beatles czy Pixies grają według Ciebie pop - ta płyta jest dla Ciebie.

Bo chyba jednak nie dla mnie. Nie wiem, może nastroju mi brak, ale zupełnie do mnie ta płyta nie przemówiła. Od razu zaznaczę, że jest to opinia skrajnie subiektywna. Bo obiektywnie naprawdę mnóstwo rzeczy się tu dzieje, panowie ewidentnie wiedzą jak aranżować piosenki. Ale przez tą prawie godzinę mniej lub bardziej wydumanych dźwięków zastanawiałem się - po co? Płyta zaczyna się od wysokiego C w postaci dość przebojowej "Tundry", ale potem naprawdę z rzadka można wyłapać fragmenty naprawdę angażujące. 

To nie będzie mój soundtrack pod majówkę, jakakolwiek by ona nie była.

 

najlepszy moment: TUNDRA

ocena: 6,5/10

15:13, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 kwietnia 2012

rok wydania: 2003

wydawca: DIY

pobierz album

 

A teraz cofnijmy się z powrotem do początków Defiance, Ohio. Konkretnie: 2003 rok. Zanim objawili się światu debiutanckim albumem "Share What Ya Got", w tym samym roku wydali materiał demo. 8 tracków, z czego 7 zdało test i wylądowało na ów debiutanckim krążku (choć "A Soung Abiut Promises" tylko jako bonus do specjalnych, fizycznych wydań albumu). Rodzynek, "The Idea Of North", fajnie się zaczyna niemal flamenco klimatem, ale potem traci impet.

Refleksje? Brak zaskoczeń właściwie. Jedyne co wyróżnia materiał to bardziej słyszalny kontrabas, który na debiutanckim legalu trochę niknął w aranżacjach. O jakości brzmienia nie ma co mówić - później przecież było niewiele lepiej. Na dobrą sprawę słuchanie demówek ma sens tylko wtedy, kiedy jesteś dobrym znajomym kapeli albo A&R'em. No, ewentualnie jeśli mowa o wybitnych kapelach i chcemy się dowiedzieć, z czego zrodziły się ich arcydzieła. Z całą sympatią dla Amerykanów z D,O, ale ich ten przypadek niespecjalnie dotyczy. Jeszcze?

 

najlepszy moment: HEY KATHLEEN, ARE YOU HUNGRY?

ocena: 6/10

17:50, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 kwietnia 2012

rok wydania: 2010

wydawca: DIY

pobierz album

 

Czwarty i jak na razie ostatni album Defiance, Ohio niczym nie zaskakuje, choć od poprzednika dzieli go aż trzy lata przerwy. Rzekłbym nawet, że jest bliźniaczo podobny do "The Fear, The Fear, The Fear". Elementy charakterystyczne dla tej kapeli, wypracowane już na pierwszej płycie to jedno (mnóstwo akustycznego grania, skrzypce, wiolonczela, przewaga ogniskowego grania nad punkowymi tempami). Ale także tutaj słychać znikomy udział wokalistki (chociaż jednak da się ją dosłyszeć w harmoniach wokalnych), rezygnację z eksperymentalnnych wycieczek (chociaż tu i ówdzie śmiga dość osobliwie pianinko - ale ten element też już słyszeliśmy na poprzedniej płycie), no i - co oczywiste - produkcyjnie też już nie ma się czego czepić.

Czyli niby fajnie, ale jednak niefajnie. Bo o ile na "TFTFTF" parę momentów było co najmniej porywających, tak "MM" znów podkopał moja wiarę w talent kompozytorski zespołu. Niby śmiga to wszystko fajnie, ale żadna melodia nie jest w stanie wryć się w mą świadomość na dłużej. Ale doświadczenie pokazało mi nieraz, że czasem i w setkach trzeba liczyć odsłuchy płyt, które w końcu zawładną Tobą bez reszty. Zatem słucham dalej...

 

najlepszy moment: YOU ARE LOVED

ocena: 7/10

20:22, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 kwietnia 2012

rok wydania: 2007

wydawca: DIY

pobierz album

 

Wracamy do Defiance, Ohio. 

Trzeci album, wydany zaledwie rok po "The Great Depression" to przede wszystkim znaczący krok ku przyswajalnemu brzmieniu. Może i garaż, ale przynajmniej przyzwoicie zarejestrowany. Ja to cenię. Co jeszcze? Nie wiem co się stało z koleżanką wokalistką, ale zupełnie jej tym razem nie słychać (choć może gdzieś tam w chórkach się czai, ciężko rozpoznać). Co ciekawe, wcale się nie odbiło jakościowo na muzyce. Bo po pierwsze - wokal męski może i wciąż nie umie śpiewać, za to mam wrażenie, że o wiele lepiej wie, jak te niedostatki przykryć. I momentami brzmi to naprawdę poruszająco. Po drugie - żadnych wycieczek stylistycznych, które w połączeniu z żeńskim wokalem lądowałyby w rejonach zarezerwowanych dla Dolly Parton. Materiał (zaledwie 25minutowy) jest diablo spójny. Ja to poczytuję na plus, przekaz jest stanowczy, nie rozbija się o jakieś eksperymentalne mielizny.

A że wciąż sporo tu melodii co najwyżej średnich? Trudno, nie można mieć wszystkiego. Przy tak kapitalne strzały jak "Can't Stop, Won't Stop" czy "The Years, The Fears, The Sleep" da się i o tym mankamencie zapomnieć. Bardzo przyzwoity album, 7,5/10 się należy.

 

najlepszy moment: THE YEARS, THE FEARS, THE SLEEP

ocena: 7,5/10

20:30, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4
 Skala

10-"Ideału Potęga"

9,9-9,0-"widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem"

8,9-8,0-"będę brał cię, cię, ehe"

7,9-7,0-"joł joł, joł joł joł joł joł, wielkie joł!"

6,9-6,0-"ch** na to kładę bo i tak damy radę"

5,9-5,0-"będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa!"

4,9-4,0-"to nie z mafią układy tylko szołbiznes"

3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać"

2,9-2,0-"Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może?"

1,9-1,0-"ile dałbym by zapomnieć cię..."

0,9-0,0-"pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne k***a sprawy!"