Kategorie: Wszystkie | film | muzyka | pozostałe
RSS
sobota, 31 marca 2012

rok wydania: 2010

wydawca: DIY

pobierz album

 

No, to chyba będziemy kończyć temat tego Pana.

Jeśli chodzi o wydawnictwa przeznaczone do Internetu, to "UTTT" jest pierwszą pełnowymiarową płytą Fite'a od czasu "Over The Counter Culture". Przypominam ten tytuł dlatego, że pod względem klimatu najbliżej "UTTT" własnie do płyty z '07 roku. Z tą różnicą, że choć znów sporo tu hiphopu, to te wpływy gdzieś umykają pod nawałnicą pomysłów brzmieniowych.

Ten album utwierdził mnie w kolejnej mej refleksji związanej z Fite'm. Koleś jest genialnym aranżerem, podobno świetnym entertainerem (poważnie marzy mi się zobaczyć go na koncercie - może chociaż OFF Festival?), zapewne błyskotliwą osobowością. Jeśli jednak chodzi o, bądź co bądź, najważniejszy aspekt bycia twórcą muzycznym, czyli komponowanie, to z tym u Fite'a bywa różnie. Fakt, koleś nie celuje w melodyjność, jeśli ustrzeli coś o przebojowym potencjale to bardziej na zasadzie rykoszetu. Ale jednak trzeba się sporo napracować, by po odsłuchu piosenek na "UTTT" w głowie zostało coś więcej niż patenty brzmieniowe. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie pomysły na brzmienie stanowią podstawę tych 14 utworów.

Właściwie każdy numer jest posklejany z jakichś tzw brzmieniowych smaczków, więc wymienianie ich wszystkich byłoby tyle żmudne, co bezcelowe. Powie Wam coś fakt, że "Never Lay Down" zawiera pogłosy rodem z dubu, a "No Notice" atakuje niemal industrialną siłą? No właśnie. Myślę, że tematyka tekstów też Was niespecjalnie zainteresuje, choć warto jednak odnotować fakt, że Fite jest tu wyczulony na kwestie społeczno-polityczne jak chyba nigdy wcześniej. 

"Change Of Heart" pokazał jednak, że koleś potrafi wykazać się niezłym songwritingiem. Więc jak to z nim jest? O co mu chodzi? Zawsze uważałem, że artyści muzyczni powinni eksperymentować, poszukiwać nowych rozwiązań, rewitalizować swój styl. Fite dość zuchwale wystawił moje przekonania na próbę. Podróż przez jego dyskografię jest tyle fascynująca, co męcząca. Generalnie jednak to chyba prawdopodobnie największe moje odkrycie początku 2012 roku.

 

najlepszy moment: WE DIDN'T WARN YOU

ocena: 7/10

14:47, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 marca 2012

rok wydania: 2009

wydawca: DIY

pobierz album

 

Ja wiem, że ten postawił sobie za cel nagrać każdą płytę w innym stylu, ale tym razem to kurwa przesadził.

Dobra, tak generalnie rzecz ujmując - gdyby ktoś obcy puścił mi ten album nie mówiąc nic o jego autorze, byłbym pewien że zapuścił mi płytę Bon Ivera. Albo innego folkowca. Gitara akustyczna i ujmujące wokale. Niby już to praktykowaliśmy na "2 Minute Blues", tyle że tam było prawdziwie bluesowo, a tutaj...

Nokaut już przychodzi w pierwszej rundzie. "A Better Fence" ujmuje przede wszystkim bajecznymi harmoniami wokalnymi, a jak wchodzi harmonijka to już w ogóle odpadam... Oczywiście Fite nie byłby sobą, gdyby tu i ówdzie nie przykombinował. I tak np miniaturka "You Are Not My Man" nie ma nic wspólnego z folkiem, bardziej z piosenką... żołnierską. No dobra, po prostu zmylił mnie ten marszowy rytm. Następny w kolejności, cudowny "Where Is My Woman?" oparty jest przede wszystkim na dźwiękach pianina, przez co skojarzenie z Coldplayem nie wydaje się zupełnie od czasy, choć jeszcze bliżej tej piosence do U2, a konkretnie do "Love Is Blindness". W "Dagger Down" pojawia się w pewnym momencie ściana krzykonoise'u. I tak dalej i tak dalej...

Natomiast jeśli chodzi o songwriting, bo ten termin jak najbardziej jest tu adekwatny... Cóż, Fite Dylanem nie jest i nie będzie. Nie ma tu piosenki, za którą oddałbym życie (największe szansę miałby "Getting By", gdyby nie cudaczne skrecze pod koniec piosenki, bardziej jednak irytujące niż intrygujące). A jednak całość ma pierwiastek trudnej do zdefiniowania magii, czynnik uzależniający, dzięki któremu chce się ten album repeatować w nieskończoność.

Jeśli jest coś takiego jak obiektywizm w ocenie Muzyki, to raczej nakazywałby wyżej stawiać "Over The Counter Culture". Ale to do "Change Of Heart" mam zamiar wracać jak najczęściej.

 

najlepszy moment: GETTING BY

ocena: 7,5/10

22:20, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 marca 2012

rok wydania: 2008

wydawca: DIY

pobierz album

 

Nie zgadniecie o kim dziś.

Wracamy do normy. W tym sensie, że znów 17 minut muzyki, 6 tracków, no i znów nie da się tego słuchać.

No to polećmy po kolei i miejmy temat z głowy. Track tytułowy to pozostałość po "It's Only Ketchup" (podobnie jak okładka - zresztą "DDD" też wydano w Haloween), czyli nastrój grozy, dziwne dźwięki, nie wiadomo o co chodzi. W podobnym klimacie zaczyna się następny w kolejności "Give Me Candy", który w pewnym momencie zaczyna pulsować rytmem... disco. Temat kontynuuje "RAW" z całkiem przytomnie bujającym basem i perkusjonaliami, choć tańczyć do tego nie sposób. Jakby jeszcze mało pojebaństwa było, "Dead Girl Walking" ma aranżację niczym najprawdziwsza piosenka z filmu Disney'a. Kto wie, jakby Bestia zamiast zamienić się w Księcia po prostu rozszarpałaby Piękną na kawałki i zjadłaby pozostałości po niej, to "DGW" miałby szansę załapać się na soundtrack. "Put Some Eggs On It" to chyba najambitniejsza tu rzecz pod względem aranżacyjnym - nawet solówkę gitarową słychać! No i na koniec "Keep Me Company", znów horror.

Na wysokości "Over The Counter Culture" jeszcze mi się podobało. To wydawnictwo uświadomiło mi jednak, że wolę Muzykę od Eksperymentów.

 

najlepszy moment: DEAD GIRL WALKING

ocena: 6,5/10

21:55, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 marca 2012

rok wydania: 2007

wydawca: DIY

pobierz album

 

Dziś też Tim Fite.

Czym tym razem zaskoczył? Otóż tym, że wreszcie można mówić o, olaboga, normalnym albumie. Bo raz, że całość trwa prawie 40 minut, a kawałków jest aż 15. Przede wszystkim jednak całość trwa... przystępnie. Jak na tego typa oczywiście.

Wreszcie da się to wpakować w hiphopowe ramy. Oczywiście mówimy o obrzeżach gatunku, takich na których znajduje się choćby Napszykłat czy Dalek. Choć gdyby się uprzeć, to dzięki pewnym fragmentom (np "Place Your Bets") można by przywołać najbardziej ujarane fragmenty twórczości Cypress Hill. Niemniej jednak - są bity "It's All Right Here", są sample, są nawet skrecze ("I'm Not Scared Of You"). O przebojowości wciąż można zapomnieć, ale warstwa instrumentalna albumu naprawdę została stworzona z głową, argument o sztuce dla sztuki w tym wypadku dałoby się zbić. Taki kawałek tytułowy to nawet dałoby się zanucić pod prysznicem. Tym co przede wszystkim sprowadza całość na drogę szaleństwa czy po prostu wygłupu to wokal Fite'a. Niby coś tam chłopak nawija, wychodzi mu to momentami nawet lepiej niż u takiego Wilka Demona Zła, ale trudno w tych momentach jednak nie mieć odczucia pewnego hiphopowego szwindlu. I że tak naprawdę prawdziwy Fite to ten, którego słyszymy w najbardziej pojebanych, niekoniecznie rapowych fragmentach, jak "Take Us Out Mase" (glitch hop?) czy "I'm Your Hair".

Ale mimo wszystko - tym razem naprawdę może się podobać.

 

najlepszy moment: OVER THE COUNTER CULTURE

ocena: 7,5/10

21:10, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 marca 2012

rok wydania: 2006

wydawca: DIY

pobierz album

 

Kontynuujemy wątek.

Ok, teraz już wiem: koleś jest wariatem. Tym razem mamy do czynienia z, jak można się domyśleć po tytule, dwuminutowymi bluesami. Zatem choć jest tu 10 indeksów, tak całość znów nie przekracza 18 minut.

Jeśli ktoś oczekuje, że chłopak wybierając taki a nie inny tytuł dla wydawnictwa narzucił sobie jakiekolwiek ograniczenia owocujące wreszcie jakąś spójnością... cóż, niech oczekuje dalej. Owszem, jeśli chodzi o ramy czasowe to chłopak wywiązał się z zadania. Natomiast co do samej muzyki... ok, można przyjąć, że mają te wszystkie piosenki korzenie w bluesie. Natomiast są to tak różne jego oblicza, że chłopak tym albumem znów prosi się o skierowanie na badania na schizofrenię. 

Zatem co tu mamy? Po nic nie mówiącym intrze mamy "I'll Never Drown", oparty głównie o dźwięki gitary akustycznej, choć w pewnym momencie wchodzi bagienny klawisz, kierujący całość w kierunku delty Mississippi. Dla odmiany następny "Bitchisaid" otwiera gitara elektryczna, w swym przesterowaniu osiągająca stan Nirvany. I choć potem wchodzi oldskulowa harmonijka ustna, rzecz ewidentnie ma posmak współczesności. Podobnie "Downturn", gdzie sekcja rytmiczna narzuca tempo niczym z rockabilly. Ciekawe jest to, że akurat na tej płycie wokalizy Fite'a są dość jednorodne, które np w takiej aranżacji jak w "Downturn" kojarzą się z... Kings Of Leon. Mój Boże, nie sądziłem że kiedykolwiek w kontekście jednego artysty znamecheckuje zarówno Old Dirty Bastarda jak i Kings Of Leon.

Jedźmy dalej: "It's Only Watching" brzmi znów korzennie-bluesowo, choć za sprawą interpretacji wokalnej Fite'a jest to wyjątkowo ponury blues. W przypadku jakiegokolwiek innego artysty dziwiłbym się, skąd w takim zestawie wziął się cyrkowo brzmiący track tytułowy. No ale już zdążyłem się przekonać, że akurat u tego Pana wszystko jest możliwe. "You've Been Warned" zaczyna się riffem sugerującym, że tym razem będziemy obcować z bluesem znanym z płyt Led Zeppelin. Na sugestiach się kończy, ale i tak jest to najbardziej energetyczna rzecz płyty. Dalej zaś mamy "I Called For You", który jeśli nazwać bluesem, to raczej typu funeral blues (zbieżność terminu z nazwą płyty Marka Lanegana nieprzypadkowa). Przede wszystkim nazwałbym ten numer... ładnym. Dalej mamy jeszcze grany na bodajże ukulele "The Hostage And The Thief", czysto harmonijkowy "No Harm Done" i bluesowa karuzela z wariatami dobiega końca.

Psychopata, zdecydowanie. Ale cholera, zaintrygował mnie. Wgłębiam się w temat dalej.

 

najlepszy moment: I CALLED FOR YOU

ocena: 7/10

20:42, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
 Skala

10-"Ideału Potęga"

9,9-9,0-"widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem"

8,9-8,0-"będę brał cię, cię, ehe"

7,9-7,0-"joł joł, joł joł joł joł joł, wielkie joł!"

6,9-6,0-"ch** na to kładę bo i tak damy radę"

5,9-5,0-"będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa!"

4,9-4,0-"to nie z mafią układy tylko szołbiznes"

3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać"

2,9-2,0-"Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może?"

1,9-1,0-"ile dałbym by zapomnieć cię..."

0,9-0,0-"pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne k***a sprawy!"