Kategorie: Wszystkie | film | muzyka | pozostałe
RSS
środa, 30 listopada 2011

rok wydania: 2006

wydawca: Illegal Art

pobierz album

 

jedziemy srednio chronologicznie, no ale chromole to.

zatem dzis o "Night Ripperze", poprzedniku "Feed The Animals". co wyroznia ten album sposrod pozostalych? hmmm, jakby to najdosadniej ujac... TEN ALBUM TO KUREWSKI BANGER. o ile "FTA" sluzyl przede wszystkim kontemplacji (huh), przy "All Day" dalo sie pouprawiac headbanging, tak "NR" jest nakierowany przede wszystkim na opetanczy bauns. nawet jesli i tu uzywa sie czesto gitar. swoja droga, to chyba wlasnie ten album za sprawa doboru samplowanych wykonawcow jest najblizej temu, co siedzi w glowach mlodych hipsterow (z jednej strony pop Beyonce i Kelis, a z drugiej indie gitary Sonic Youth czy Pavement, przetykane "klasykami slusznymi" pokroju Fab Four, Steely Dan i Fleetwood Mac), dlatego w niezal sieci i blogosferze to wlasnie ten krazek jest najbardziej ceniony. i w sumie rzeczywiscie, powinny oba te wydawnictwa dzielic tron.

rozkladac na czynniki pierwsze nie mam zamiaru (a nalezaloby!), bo rano trzeba wstac. generalnie jednak - Girl Talk, pomimo wczesniej wspomnianych zastrzezen, zaczyna jawic mi sie jednym z najwazniejszych projektow ubieglej dekady. to juz nawet nie postmodernistyczny manifest na nowy wiek - to glos pokolenia. glos pokolenia nerdow, ktorzy oddaliby zycie za Muzyke, dla ktorych NIE MA stylistycznych granic. capslock, by choc troche zrzucic kozuszek wyswiechtania, jakim ostatnio sie pokryly te slowa; noz mi sie w kieszeni otwiera, kiedy slysze teksty typu: "slucham roznorodnej muzyki - heavy metal, power metal, speed metal, power speed metal, heavy power metal...". o tyle bardziej chce sie z tym glosem utozsamiac, o ile wciaz taki eklektyzm muzyczny uchodzi w naszym kraju za dziwactwo. a w ogole to fajnie byloby uslyszec polska odpowiedz na Girl Talka, ktory w mix wplatalby jeszcze Brygade Kryzys, Varius Manx i Moleste. albo sam Gillis zrobil cykl wydawnictw poswiecony pomuzyce swiata, w ktorej znalazloby sie miejce i dla Polandii. ojapierdole, jak bardzo sie rozmarzylem.

 

najlepszy moment: OVERTIME

ocena: 8/10

22:23, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 listopada 2011

rok wydania: 2010

wydawca: Illegal Art

pobierz album

 

Girl Talk dalej na tapecie. i mysle, ze nie ostatni raz w najblizszych dniach. ale nie uprzedzajmy faktow, na razie pomowmy o jego najswiezszym wydawnictwie, wydanym rowno rok temu.

koncept oczywiscie pozostal ten sam, czyli miksujemy absolutnie wszystko. niemniej jednak troche sie pozmienialo. przede wszystkim - wiecej gitar. chyba momentami az za duzo, przez co zamiast kozacko urozmaicac mix (pamietne kontrapunktowanie Kelly Clarkson NIN'ami na "Feed The Animals", ah) wytracaja momentami z uwagi. nawet jesli to sa najszlachetniejsze z gitar - Black Sabbath, U2, Rage Against The Machine, The Doors (choc pojawia sie tez np Bush, kapela w sensie). co wiecej - rockizmy wtargnely takze na teren wokaliz, dotychczas zarezerwowany przez raperow.

druga kwestia, tu i owdzie przyuwazona - tak jak "FTA" byl rzeczywiscie jedna wielka feeria sampli, tak tutaj sporo momentow bliskich klasycznym mashupom, wokalu z jednej piosenki nalozonego na podklad z drugiej, w pelnym teog podkladu wymiarze. i mi osobiscie sie to podoba, daje odetchnac i zwyczajnie cieszyc sie pomyslowoscia polaczen. i byloby to fajne, jednak grzech zostal popelniony gdzie indziej - 70 minut to kurewsko dlugo, nawet jesli mowa o zawodniku jednym z najlepszych w tej mashup grze. nie pomaga tez to, ze jednak takich ultrazajebistych polaczen jest jednak ciut mniej niz na "FTA"...

niemniej warto znac, nawet jesli to powtorka z rozrywki. aha, drobna uwaga - te najlepsze Girl Talk'owe momenty wymienione przy ocenie to bardzo umowna rzecz, tak na dobra sprawe w gre moze wchodzic kazdy track. zreszta i tak te wydawnictwa zostaly pomyslane glownie jako jeden wielki track, wiec...

 

najlepszy moment: GET IT GET IT

ocena: 7,5/10

21:52, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 listopada 2011

rok wydania: 2008

wydawca: Illegal Art

pobierz album

 

Milosc. generalnie fajowa sprawa. za co kocha sie druga osobe? no za charakter, WIADOMO. ale zdecydowanie nie przeszkadza, jesli na dodatek ten nasz obiekt uczuc np ladnie sie prezentuje, potrafi sie ubrac albo slucha Dobrej Muzyki. ba, sa tacy, co te bonusowe atrybuty stawiaja nawet wyzej anizeli wspomniane sedno sprawy. albo w ogole go nie uwzgledniaja w poszukiwaniach.

wlasnie, Muzyka. muzyke tez mozna kochac za jej charakter, prawda? oczywiscie jest to zdecydowanie jeszcze trudniejsze do zdefiniowania (dla jednego muzyka z charakterem to muzyka house'owa, podczas gdy do innego dociera tylko muzyka smutna - cokolwiek mialoby to znaczyc) , ale zawsze efekt koncowy jest ten sam - wywolywanie emocji. staram sie nie wdawac na tym blogu w akademicka polemike, bo zbyt martwi mnie moj deficyt wolnego czasu, a i tak przypuszczalnie wywola to niewielki odzew. do czego zmierzam - generalnie muzyki slucha sie dla tresci (znow - jakkolwiek by ja zdefiniowac). sa jednak tacy, kotrzy nie tylko bardzo zwracaja uwage na forme, ale i nawet sa w stanie darzyc ja wieksza atencja niz to, o czym jest ta muzyka. mowie tu chociazby o wszelkiej masci audofilach - znam takich, ktorzy nigdy w zyciu by nie siegneli po garazowej akosci demowki, nawet jesli ich autorami bylby Pink Floyd czy Miles Davis. moim zdaniem to kwalifikuje sie jako zboczenie, ale ok - sa wieksze schorzenia.

no i mamy instytucje mashupu. zjawisko ktore szczerze uwielbiam, mimo to nie jestem w stanie przykladac do niego tej samej miary co do "normalnej muzyki". co nie zmienia faktu, ze przy samym obcowaniu z nimi kapitalnie sie bawie.

jak przy "Feed The Animals", czwartym albumie Gregga Gillisa, poslugujacego sie w swiecie muzyki pseudonimem Girl Talk. idea jest prosta - robimy godzinny kawalek (podzielenie tego na 14 indeksow uwazam za zbednosc) z zapozyczonych elementow. o ile sciezki wokalne w zdecydowanej wiekszosci pochodza ze swiata urban music, tak juz w podkladach mamy czysta samowolke. Procol Harum obok Daft Punk, Rod Stewart zaraz za Metallika, Faith No More przeplata sie z Ace Of Base, a Kelly Clarkson spiewa na tle Nine Inch Nails. muzyczna sodoma i gomora. ale ile przy tym frajdy ze sluchania! jesli ktos chcialby zrobic w ramach domowki miniteleturniej "Jaka To Melodia", to w zupelnosci wystarczy zapuscic ten album. zwlaszcza ze poziom trudnosci naprawde nie jest az tak wysoki - mowimy o muzyce popularnej, nierzadko ze szczytow list przebojow.

fundamentalne pytanie, jakie jednak trzeba zadac mowiac o remixach czy mashupach - czy dostajemy nowa jakosc? no wlasnie jak dla mnie niekoniecznie, mimo iz niektore polaczenia naprawde ocieraja sie o geniusz. dlatego uznaje "Feed The Animals" za klasyke, ale tylko w swym gatunku. nawet najlepsza domowka nie musi byc wydarzeniem, do ktorego wracaloby sie myslami cale zycie. choc oczywiscie obecnosc na takowych, tak jak i znajomosc "FTA" jest zdecydowanie obowiazkowa.

 

najlepszy moment: HERE'S THE THING

ocena: 8,5/10

17:18, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 listopada 2011

rok wydania: 2010

wydawca: DIY

pobierz album

 

kontynuujemy Nipsey'owy maraton - tym razem czas na pierwsza czesc serii.

o, tu juz naprawde slychac te westcoastowe wplywy. takie numery jak "Mr Untouchable" (na ficzurze sam Kokane, co tez znamienne) czy "I don't give a fucc" brzmia jak wyjete z g-funkowej epoki. ale nawet do innych numerow zaplataly sie charakterystyczne elementy, jak wyjete spod reki Dr Dre - pociete klawisze, piszczalki, przecpane refreny lub te naprawde spiewne rodem ze szkoly sp Nate Dogga (kapitalny aranzacyjnie "Keys To The City"). oczywiscie wciaz daleko, by mowic o prawdziwym retro klimacie - chociazby wszechobecny autotune dyskwalifikuje w konkursie do takiego miana. ale, co cieszy, nawet te numery ewidentnie plynace z wspolczensym nurtem hiphopowym brzmia ciekawiej. tu bym wyroznil "Call Form The Bank" - nie ukrywam, uwielbiam te stare single MGMT, wiec zostalem od razu kupiony tym samplem z "Electric Feel". nawet jesli obiektywnie jest to rzecz skonstruowana w malo wyrafinowany sposob.

ewidentnie lepszy mixtape od jego nastepcy, ale chyba nie jest to poziom, ktory kazalby wyczekiwac wciaz przekladanej premiery debiutu na legalu. posluchac mozna, ale chyba nikt tu nie zbawi zachodniego wybrzeza.

 

najlepszy moment: CALL FROM THE BANK (FEAT. MGMT)

ocena: 7,5/10

18:32, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 listopada 2011

rok wydania: 2011

wydawca: DIY

pobierz album

 

wracamy do naszej ulubionej ostatnio tematyki - hiphopowe mixtejpy.

dzis o swiezutenkim, bo zaledwie 3tygodniowym mixie. jego tworca ukrywa sie pod pseudonimem Nipsey Hussle i jest dumnym reprezentantem Zachodniego Wybrzeza, namaszczonym przez samego Snoop Dogga (NH goscil na jego ostatnim lp "Malice In WOnderland"). ale bedac szczerym, to na "TMC" niespecjalne slychac te g-funkowe idealy. bardziej te mainstreamowe, preferowane przez wspolczesna rapowa mlodziez. tyle przyjemne w odsluchu, co nijakie. przyznam szczerze ze odczuwam juz lekki przesyt tymi rozmemlanym, syntetycznym popiardywaniem robiacym za podklady. i jeden "Tha Mansion" ze zwartym bitem i konkretna nawijka oraz natchniony (!) "Who Detached Us" z zsamplowanym sp Steve Jobs'em (inne ficzuringi raczej nie warte odnotowania) wiosny nie czyni.

dla entuzjastow gatunku "siodemka". a ze wciaz za takowego sie uwazam...

 

najlepszy moment: THA MANSION

ocena: 7/10

22:28, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
 Skala

10-"Ideału Potęga"

9,9-9,0-"widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem"

8,9-8,0-"będę brał cię, cię, ehe"

7,9-7,0-"joł joł, joł joł joł joł joł, wielkie joł!"

6,9-6,0-"ch** na to kładę bo i tak damy radę"

5,9-5,0-"będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa!"

4,9-4,0-"to nie z mafią układy tylko szołbiznes"

3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać"

2,9-2,0-"Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może?"

1,9-1,0-"ile dałbym by zapomnieć cię..."

0,9-0,0-"pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne k***a sprawy!"