Kategorie: Wszystkie | film | muzyka | pozostałe
RSS
wtorek, 24 lutego 2009

odbyło się: 22.02.09

gdzie: sztany glany

 

co jak co, ale Oscarow odpuscic sobie nie moglem. a ze do pracy nie trzeba bylo wstac.

niestety, bylo jeszcze gorzej niz rok temu. przede wszystkim ze wzgledu na prowadzacego. nie wiem kto wpadl na pomysl, by gospodarzem byl Hugh Jackman (X-man, Van Helsing), aktor dla mnie absolutnie niestrawialny. no ale okej, podchodzimy bez uprzedzen. ale mysle ze kazdy kto ogladal zgodzi sie ze mna - porazka na calej linii. zero humoru, odrzucajace proby wokalnych popisow - kolesia nie bylo po prostu. a przeciez Jon Stewart rok temu pieknie dawal rade. lub Ellen DeGeneres. Steve Martin. nie mowiac juz o Billym Crystalu...

druga sprawa - organizatorzy postanowili wprowadzic pewne modyfikacje. nie zawsze przekonujace. otoz np w przypadku wreczania statuetki za aktorstwo wychodzilo pieciu poprzednich laureatow/laureatek i kazdy/a wyglaszal swego rodzaju laurke na czesc roli jednego z nominowanych. co trwalo kurewsko dlugo. okej, mozna bylo sprobowac. ale za rok prosze wrocic do sprawdzonej formuly.

brakowalo mi tez przedstawiania przez cala dlugosc imprezy kolejnych filmow nominowanych do Best Picture. zamiast tego mielismy filmiki bedacymi krotkimi przegladami tego, co dzialo sie w 2008 roku w poszczegolnych gatunkach - drama, action, comedy (fajne cameo janusza kaminskiego)... nie bylo to zle, ale dla kogos, tak jak ja, kto pobil w tym roku rekord znajomosci nominowanych filmow (cos kolo 0%), te zajawki bylyby doyc przydatne.

no ale. zadnych filmow, poza ostatnim Batmanem, nie widzialem, wiec ciezko ocenic czy aktor X lub film Y dostal slusznie nagrode. moge bazowac tylko na tym, co bardziej rozeznani znajomi sadzili. i w sumie chyba dobrze sie stalo, ze caly ten "Slumdug Milionaire" zgarnal tyle nagrod. poczatkowo sadzilem, ze wygrana tego filmu bedzie porownywalna farsa, jaka odpierdolono nagradzajac "Infiltracje" czy "Zakochanego Szekspira". ale... w sumie dobrze, ze wygral tak "luzny" film anizeli jakis powazny, ISTOTNY do szpiku kosci film, ktore powstaja specjalnie tuz przed rozdaniem nagrod Akademii Filmowej. tym bardziej ze w sumie "Slumdog" jest na swoj sposob istotny. bo przeciez nie bylo drugiego tak popularnego filmu, ktory najogolniej rzecz ujmujac, laczylby oba -woody: Bolly i Holly.jest to jakis znak czasow, rosnacego na znaczeniu kina indyjskiego. no i jednak - milo, ze to Danny Boyle zgarnal nagrode (rowniez za rezyserie). bo jeszcze nie wiem czy to jego najlepszy film (chociaz no NIE MOZNA przebic Trainspotting, no jak to), ale wierze, ze nie ma tak diametralnej roznicy w jakosci miedzy "SM" a jego poprzednimi dzielami, jak u Scorsesewatej "Infiltracji" i jego poprzednich filmow. 

bazujac wciaz na tym, co wiem od siedzacych w temacie ziomkow... cieszy porazka "Ciekawego przypadku Benjamina Buttona". 13 nominacji? nozesz. naprawde, zle to wyglada na papierze, ze koles ktory stworzyl "Siedem", "Fight club" czy  "Gre" najwieksze laury mialby zdobyc za tak nie tylko nietypowy, co i odstajacy poziomem od jego wczesniejszych produckji film. krzywde zrobiono Fincherowi. i po czesci Bradowi Pittowi tez. przy calej jego celebrytowatosci - jest to naprawde swietny aktor i trza byc ignorantem by tego nie dostrzegac (nozesz, by wymienic kilka przykladow z brzegu: "Fight Club", "Kalifornia", "12 malp", "Babel"...). i czy powinien dostac nagrode akurat za Bejnamina Buttona? ponoc srednio.

dalej... "Milk". coz, jestem pewien na 10000 procent, ze to co zagral w tym filmie Sean Penn jest jego rola zycia. kolejna zreszta. troche zal, ze w tymsamym roku nominowany byl Penn i Rourke, ktory w "Wrestlerze" ponoc tez zagral role zycia. a ze i za wiele wczesniejszych filmow mu sie ta nagroda nalezala... swoja droga bylem ciekaw losow "Milka" na rozdaniu Oscarow ze wzgledu na jego tematyke. i chociaz poza Pennem nagrode dostal tez scenariusz, to znow sie okazalo, ze Akademia wciaz nie jest gotowa by wyroznic film traktujacy o homoseksualizmie czy kwestii LGBT w ogole.

o "Frost/Nixon" i "Lektorze" najmniej sie mowilo, choc ponoc pierwszy z nich tez calkiem niezly.

jesli chodzi o aktorskie nagrody... O Seanie Penn wspominalismy. nagroda dla Heatha Ledgera za Jokera byla bardziej oczywista niz kac po wodce. ale bynajmniej nie stalo sie zle. milusio, ze nagrody tez zgarnely Penelope Cruz i Kate Winslet. chociaz Angelina Jolie taka smutna byla... a wlasnie, takie pudelkowate spostrzezenie - ale Jennifer Aniston wygladala na przybita, zwlaszcza oglaszajac nominacje i stojac naprzeciwko siedzacym w pierwszym rzedzie Pitta i Jolie.

co jeszcze? szkoda ze nie wystapil, pomimo nominacji, Peter Gabriel. piosenke z Wall-e odspiewal w koncu John Legend. jeszcze bardziej szkoda ze nie dostal statuetki. w tej kategorii znow lepszy byl "Slumdog". a jesli chodzi o czysto celebryckie kwestie... wyjatkowo fajnie wygladala Alicia Keys. choc nie bede ukrywal, ze oglaszajacy wespol z nia nominacje Zac Efron to ciacho ze hej. Sophia Loren juz niestety stracila tytul milfa, bo wyglada przerazajaco. Will Smith, Steve Martin, Jack Black a przede wszystkim "brodaty" Ben Stiller zniszczyli system humorystycznie. Beyonce byla hot. Nicole Kidman wciaz nie robi mnie jak kiedys. Natalie Portman jakos przemknela bez wiekszej rewelacji. Anna Hethaway wyglada jak tranwestyta. ale i tak najzajebisciej wygladala typiara ktora prowadzila studio w Canal+. blagam o namiar na nia!

 

najlepszy moment: BEN STILLER

ocena: 5,5/10 

01:02, rejczmen
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 lutego 2009

rok wydania: 1995

wydawca: SP Records

 

okej, styka tych szatanow. czas czegos powaznego posluchac.

szczerze mowiac to nigdy nie bylem specjalnym fanem Kazika. oczywiscie szanuje go jako artyste i postac i nie sposob nie dostrzec docenic jego wkladu w polska popkulture. ale na fanowanie Kultowi nigdy sie nie zalapalem, a sluchanie solowych dokonan wlasciwie ograniczylem do "12 groszy" i "melassy". co innego Kazik Na Zywo. wszystkie 3 kasety ("Wystep" trafil jakos nie w moj czas) katowalem do bolu. i chociaz ostatnimi czasy zapomnialem zupelnie o tym zespole, to jakos, na fali szumu zwiazanego z reaktywacja KNZ, postanowilem wrocic do tych albumow. i poczulem nie tylko ten sam entuzjazm co kiedys, ale nawet i szacunek sie pojawil.

bo trzeba byc spaczonym snobem, aby bez skrupolow wrzucac zespol Kazika do worka "tego sie sluchalo w liceum, a dzis to jest szmira i lepiej posluchac rejdjohed". dobra, gwoli sprawiedliwosci - knz w zadnym stopniu nie byl przelomowym, innowacyjnym zespolem. ale proste tagowanie ich jako "polska odpowiedz na rage against the machine" uwazam za ignoranctwo.niby mozna wrzucic knz do worka zwanego rapmetalem (zal, ze te 10 lat temu ta nazwa kojarzyla sie znacznie lepiej niz dzis), gdzie poza ratm znalezc mozna clawfinger czy body count. ale mi sie zawsze knz bardziej kojarzyl z rollins bandem. bo po pierwsze - kazika liryki nie daja sie wrzucic do szuflady "walka z systemem". chyba ze za system rozumiec nie tylko ustroj polityczny, ale i to, czym stoi polskie (choc nie tylko) spoleczenstwo. czyli zasciankowosc, zaklamanie i inne nieprzyjemne zjawiska. poza tym kazik to jednak, pomimo niewatpliwych zaslug wrozwoju kultury hiphopowej w polsce, zaden tam raper i nie posiada takiego flow jak de la rocha, za to blizej mu to melodeklamacji podobnych do henia rollinsa. no i po drugie - w podkladach muzycznych tutaj hiphopu jak na lekarstwo. 

no wlasnie, muzyka. knz wyrzucil ten element ze swego pomyslu na rapcore, w zamian wstawiajac punkowanie. ale przede wszystkim najwiecej tu metalu. co oczywiscie jest zaslugo Litzy, tutaj w skladzie KNZ po raz pierwszy. slychac ze Robert byl na kapitalnej fali - ugruntowana pozycja acid drinkers, na dodatek rozkrecal z powodzeniem flapjacka. PPP tez sie az iskrzy od jego pomyslow. odpala cudne riffy z predkoscia karabinu maszynowego. pierwsze przyklady z brzegu: nawiedzone zagrywki w "Tacie dilera/hardzone", "Stalem sie sprawca zgonu taty z powodu mej dumy z brata", "Nie zrobimy wam nic zlego, tylko dajcie nam jego"... ale zlem byloby pominac zaslugi pozostalych muzykow. basowy pochod Kwiatka w "Nie zrobimy..." to przeciez tez sprawa typu palce lizac, a juzto co podklada Goehs na perkusji pod "orientalny" riff Litzyw "Madrosci tego swiata" to absolutne mistrzostwo swiata. a jesli patrzec na muzyke calosciowo, bez rozkladania na czynniki pierwsze... moze i nie ma tu takiej roznorodnosci jak na "Las Maquinas...". ale i tak sporo sie tu dzieje. bo przeciez "Odrzuc to!" to przeciez thrash jakis. o egzotycznych klimatach w "Madrosci..." juz byla mowa. "Konsument" to jeszcze bardziej punkowy Motorhead (slychac ze lapsko do muzyki tutaj do muzyki przylozyl Titus). a "Co sie z toba stanie gdy Ci ufac przestane" w warstwie instrumentalnej ma cos jednoczesnie z hendrixa i red hotow, ale w polaczeniu z wokalem kazika daje to wykapanego rollinga typu "Liar". a zeby bylo smieszniej, to ponoc Kazik twierdzil, ze to "Nie zrobimy..." powstalo jako odpowiedz na rollinsowego Klamce. i przy calej tej roznorodnosci absolutnie brak tu popowej przebojowosci (no, chyba ze "Dziewczyny"). wiec jesli ktos obwinia KNZ o podkladanie grunt pod rapmetal czy, co gorsza, numetal pokroju limp bizkit czy linkin park, to zakurwic z laczka i poprawic z kopyta trzeba.

no wlasnie, skupmy sie wreszcie na Staszewskim. bo akurat moim zdaniem to polowa lat 90tych byla ewidentnie najlepszym okresem w jego okresie. "12 groszy", Ostateczny krach..." Kultu, ale byc moze przede wszystkim "PPP" wlasnie. to Kazik jaki mi najbardziej imponuje, tak jesli chodzi o pelen ekspresji i autentycznego zaangazowania wokal, jak i teksty przede wszystkim. w pierwszej kolejnosci "Tata dilera" - kanon polskiego teksciarstwa, absolutnie. "Konsument" to starsza rzecz, ale tutaj z muzyka jeszcze potezniejszego wyrazu nabral. takie zwroty jak "Czy jesz aby jesc?" daja do myslenia. a przeciez nie gorsze sa "Przy slowie" czy "Tance wojenne". ciezkie to wszystko jak cholera, niczym zarty leppera. z ta roznica, ze tutaj jest nad czym sie zastanowic. nawet w przypadku zartobliwych "Dziewczyn".

naprawde fajnie ze Kaziu jest tak nieslowny i reaktywowal KaEnZeta. jezcze lepiej ze w tym skladzie jaki stworzyl "PPP". bo rzeczywiscie, inny sklad nie mialby prawa bytu.

 

najlepszy moment: MĄDROŚĆ TEGO ŚWIATA

ocena: 8/10

21:24, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 lutego 2009

rok wydania: 2001

wydawca: Nuclear Blast

 

dzizys, do czego to doszlo, zebym sluchal Dimu Burgera...

no ale postanowilem sprobowac. no i niestety, srednio wyszlo. bo tak sie sklada, ze DB uosabia w wiekszosci to, czego w metalu nie znosze. nieznosny patos, pseudostraszna charakteryzacja, napierdalanie bez wiekszego pomyslu na chwytliwosc. nawet jesli zdarzaja sie przyjemniejsze fragmenty muzyczne, to wszystko szlag trafia przez wejscie karykaturalnych klawiszy. albo "orkiestry". tudziez wokala. i o ile jeszcze sam ten blackowy skrzek nie jest taki zly, to kiedy wchodzi z "czystym" wokalem niejaki Vortex, to noz mi sie w kieszeni otwiera. jesli to ma byc plyta z przekazem wymierzonym przeciwko chrzescijanstwu, to Pan Bog moze spac spokojnie. bo nie wiem czy ktos o zdrowych zmyslach moglby potraktowac ten album na tyle powaznie, aby zastanawiac sie nad lirykami piosenek.

ja naprawde chcialem dobrze, bez uprzedzen. i wychwycilem nawet pare piosenek, w ktorych muzyka w calosci moze sie podobac. nie sa zle instrumentalizmy z poczatku i koncu albumu. od biedy moglyby sie znalezc na jakims siodemkowym soundtracku. naprawde podoba mi sie "Puritania", a to dlatego, ze rzecz to blizsza industrialu niz, ekhm, symfonicznego black metalu, z fajnie wplecionymi samplami i nietypowymi wokalami.  mila odmiane stanowi tez bonusowy tutaj cover "Burn In Hell". fajansiarskie zaspiewy, ale przynajmniej melodyjne to to i wreszcie. choc Twisted Sister to przeciez jeden z najbardziej obciachowych zespolow wszechczasow.

doceniam profesjonalizm calosci, bo jesli juz mam sluchac czarnego metalu to wole tak wyprodukowanego, niz brzmiacego jak potrzasnie pudelkiem zapalek. moge nawet dodac dodatkowego plusika za to, ze rzeczywiscie Dimu Borżir brzmi jak malo ktory zespol. ale i tak jednak troche beka. lasy pomorza, bardzo powazni metale z wtorkowych Kwadratow, Zloty itepe. nie no, jednak spora beka.

 

najlepszy moment: PURITANIA

ocena: 6,66/Wieczna Otchłań 

15:50, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 lutego 2009

rok wydania: 2000

wydawca: Season Of Mist

 

chyba polubie znow ten caly death metal!

a teraz powaznie... nie ma zartow na pewno z okladka tego wydawnictwa. moze i metalowy kicz, ale jakze sugestywny. pamietam, ze jako 16letni szczyl zajebiscie zazdroscilem Smierdzielowi, bywalcowi Orbitala, bluzy z ow okladka. tak prawde powiedziawszy, to i dzis nie pogardzilbym taka bluza. naprawde, robi mnie ta okladka.

a muzyka? tu juz jest trudniej. myslalem ze Deicide wczorajszy to extrema, ale dzis, po parogodzinnym katowaniu "Murder's Concept", czuje ze dotarlem do pewnej granicy. dalej  juz nic nie ma. chocby w tym kontekscie naleza sie Yatteringom slowa uznania. bo skoro w jazzie czy elektronice doceniani sa ci, ktorzy poszerzaja granice, to czemu nie pochwalic Yatteringa, ktory zrobil cos podobnego w metalu? nie wiem czy byli pierwsi. ale im tez sie, jak na moj gust udalo.

poza koncowka plyty, o ktorej pozniej, tu nie ma kombinowania z tempami, aranzacjami itepe. no chyba ze za takowe poczytywac "ambientowe" wstawki miedzy numerami. przewaza totalna, dzwiekowa apokalipsa. wypaczona idea sciany dzwieku Phila Spectora. pewnie, mozna tez zauwazyc drobnostki, niuanse, ktore co jakis czas wylaza spod tej brutaldeathmetalowej (jak sie okazuje, brutal death metal i klasyczny death metal naprawde sie czyms roznia) masy. tyle ze nie ma co ukrywac, w "normalnej" muzyce takie elementy bylyby czyms oczywistym.

moglbym w tym przypadku tez uznac ze to smiech na sali i koniec. wiem, ze na pewno nie bede wracal do tej plyty dla przyjemnosci. ale staram sie jednak w kazdym wytworze kulturalnym (a death metal, czy to sie komus podoba czy nie, tez jest sztuka) znalezc pozytywy. ok, let's try.

1. juz sam tytul wskazuje, ze album moze byc jakas caloscia. i rzeczywiscie. w pokroaczny sposob uzyskana, ale niech bedzie. bo i te przerywniki, wespol z muzyka, tworza naprawde chory klimat. no i teksty maja jakas spojna mysl. fajnie, nie ma szatana. ale jest totalny  gore. mordercy (hm, no tak, murder's concept), psychopaci, gwalciciele. poezja to to nie jest, ale chyba warto docenic starania. inna sprawa, ze wokalu Absolutnienie da sie skumac. nawet majac teksty przed soba. wiec w sumie nie wiem, czy te liryki z ksiazeczki to teksty piosenek, czy jakies refleksje niezwiazane z sama muzyka na plycie. 

2. akurat to jestem w stanie wychwycic - nie bez powodu Zabek zastepowal kiedys Docenta w Vaderze. popierdalanie perkusyjne na leb na szyje - juz samo to imponuje, ale to przeciez kwestia wieloletniego treningu (zakladajac, ze kogos robi takie bicie rekordow w uderzeniach na minute). ale to co dzieje sie "... An Inanimate" czy "Damaged" - to juz jest POMYSL. boje sie uzyc slowa Kunszt, ale...

3. no i wlasnie - ta koncowka plyty, ktora zmienia troche wydzwiek calosci. mozna powiedziec, ze ciekawiej sie robi juz na wysokosci "Anal Narcotic" (!!!!CO ZA TYTUL!!!! ). chociaz byc moze tu dziala sentyment, bo do dzisiaj z rozrzewieniem wspominam klip do tej ekhm kompozycji, ktory rownie dobrze moglby robic za reklamowke Head & Shoulders.if you know what I mean. szkoda ze yatteringi to nie meshuggah i raczej nie bylo w tym autoparodii.skoro mowa o meshuggah - ze szwedami sie kojarzy "Rescue". te nawiedzone gitary i nietypowa praca perkusji... no i "Damaged" - tutaj juz naprawde slychac troche inna propozycje na wytworzenie klimatu grozy niz bezustanne napierdalanie.

i moze jako laik nie powinienem takich werdyktow wystawiac, moze przemawia przeze mnie lokalny patriotyzm, ale.. ja naprawde nie slysze roznic w jakosci miedzy tym co zaproponowali tutaj gdanszczanie z Yatteringa a tym co graja Vader czy gral Decapitated. i pamietam ze te 9 lat temu Yattering z kontraktem z legendarnym dzis przeciez francuskim labelem Season Of Mist to bylo COS. szkoda wiec, ze - nie ma co ukrywac - padli kolejna ofiara pewnego polskiego metalowego dystrybutora. szkoda, ze tak charyzmatyczny i, jak odnioslem wrazenie z dotychczasowych kontaktow, sympatyczny typ jak svierszczmusi sie obijac teraz po takich spelunach jak Negatyw czy inny Orbital. nawet jesli sam SAINC jest mi muzycznie blizszy niz Yattering, choc tez bez przesady. tym bardziej ze ktos z taka charyzma powinien, jak w yatteringu, byc frontmanem absolutnym, a nie chowac sie z basem za kolejnymi wokalistami. szkoda, szkoda, szkoda... 

bardzo naciagana i niesprawiedliwa ocena, wobec tych wszystkich muzykow dbajacych o melodie i aranzacyjne urozmaicenia. niezaleznie czy chodzi o Nelly Furtado, Korna czy nawet Deicide'a. ale jednak zaimponowala mi ta plyta. na swoj bardzo chory sposob.

 

najlepszy moment: ANAL NARCOTIC

ocena: 7/10

14:30, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 lutego 2009

rok wydania: 2001

wydawca: Roadrunner

 

z okazji Tlustego Czwartku postanowilem dac szanse Metalowi. bo potem juz nie bedzie okazji, bo w koncu Wielki Post i te sprawy, huehuehue...

czy satanisci jedza paczki? ciezko mi jakos to sobie wyobrazic. na pewno jednak Glenowi Bentonowi za ten album nalezy sie solidny paczek z nadzieniem rozanym ode mnie. bo dawno tak nie wymachalem glowy jak dzisiaj, gdy sluchalem tego cedeka. przypomnialy sie poczatki liceum, kiedy potrafilem nawet na powaznie podchodzic do takich dzwiekow.

okej, ale serio teraz. gdyby kierowac sie logika, gustem czy poczuciem przyzwoitosci, to "In Torment In Hell" powinien dostac najnizsza ocene i byloby po herbacie. ale chyba nie ma sensu przykladac tej samej miary do deicide i jego kolegow po fachu co do np  animal collective, kayne westa, the beatles czy jakiegokolwiek innego gatunku. tu melodii nie ma. nie ma tez finezji grania (jesli jest to sorry, ale nie dostrzegam). nie ma tez, jak dla mnie, przekazu. bo ideologicznej otoczki absolutnie nie kupuje, choc doceniam konsekwencje i ogolnie sam fakt istnienia pomyslu na siebie.

co wiec pozytywnego (tudziez negatywnego, bo przeciez musi byc ZLOOO) jest w tej plycie? glen benton, facet ktoremu jednak nie sposob odmowic pewnej charyzmy, nawet jesli dla mnie to charyzma psychola. hm, w kontekscie black metalowcow fajne jest tez to, ze nie ma tu malowania ryjow i lasow pomorza, if ya know what i mean. jest w tym pewna doza szalenstwa, choc bardziej przyswajam w tej kwestii to co dzieje sie w napalm death czy, z innej beczki, bindead. no i ten growl - fakt, ze ktos moze na serio traktowac takie wokale a'la Ciasteczkowy Potwor jest tak niedorzeczny, ze az ujmujacy. a bardziej szczegolowo - wyroznilbym trzy tytuly. "Imminent Doom" ma calkiem sympatyczne, srednio-szybkie tempo, ktore jesli chodzi o metal smierci trafia do mnie najbardziej. ma cos jednoczesnie i z walca rozjezdzajacego powoli i hiperdokladnie i z wyscigowki, ktorej zderzenie zabija szybko i bezbolesnie. podobac sie moga aranzacyjne figle w zwrotkach (?) "Worry In The House Of Thieves". a juz totalnie obiektywnie rozjebujacy jest duet riffu i perkusji w ostatnim "Lurking Among Us". takiego death metalu moge naprawde sluchac z czysta przyjemnoscia. hm, 3 numery warte wyroznienia na 8-piosenkowym, 30minutowym albumie to chyba calkiem niezly wynik. myslalem ze bedzie gorzej.

recenzenci, nawet ci metalowi, strasznie ponoc jada po tej plycie. chodzi ploty nawet,  ze benton i spolka specjalnie nagrali chujowy album, by wywalono ich z Roadrunnera. troche niedorzeczne, ale ciezko nawet mi w jakikolwiek sposob "nausznie" ustosunkowac sie do tej tezy. bo na dzien dzisiejszy po prostu nie potrafie oceniac jakosci takiej muzyki. nie wiem czy ten album deicide jest lepszy od poprzedniegoczy nastepnego i czy deicide jest lepszy od cannibal corpse czy gorszy od morbid angel. potrzeba mi bylo dzis takiej extremy i "ITIH" zdal test pomyslnie. ale nie ogarniam, jak mozna siedziec w death metalu tak na codzien.

 

najlepszy moment: LURKING AMONG US

ocena: 7/10

21:26, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
 Skala

10-"Ideału Potęga"

9,9-9,0-"widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem"

8,9-8,0-"będę brał cię, cię, ehe"

7,9-7,0-"joł joł, joł joł joł joł joł, wielkie joł!"

6,9-6,0-"ch** na to kładę bo i tak damy radę"

5,9-5,0-"będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa!"

4,9-4,0-"to nie z mafią układy tylko szołbiznes"

3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać"

2,9-2,0-"Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może?"

1,9-1,0-"ile dałbym by zapomnieć cię..."

0,9-0,0-"pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne k***a sprawy!"