Kategorie: Wszystkie | film | muzyka | pozostałe
RSS
czwartek, 31 stycznia 2013

rok wydania: 2012

wydawca: DIY

pobierz album

 

Dawno nie było tu nic stricte popowego. Zapraszam do lektury wszystkich którzy wiedzą, że w muzyce najważniejsza jest Melodia.

Przykra sprawa z tą JoJo. Omawiany ponad rok temu mixtape "Can't Take That Away Form Me" był na dobrą sprawę mixtapem tylko z nazwy. Po pierwsze, nie miał on nic wspólnego z hiphopem, z którym zazwyczaj wydawnictwa tego typu są kojarzone (tudzież z elektroniką... no, ale na pewno nie z popem). Po drugie i najważniejsze - to była kolejna "normalnych" (tj. reprezentujących poziom płyt oficjalnych) piosenek. Kluczem do zrozumienia wydawnictwa były niewesołe okoliczności, w świecie showbizu oznaczające zazwyczaj konflikt na linii artysta-wytwórnia.

Mamy 2012 i kolejny mixtape. Czyli co? Dokładnie ta sama sytuacja - wytwórnia wciąż zwleka z wydaniem następcy wydanego w 2006 roku "The High Road". Choć po wgłębieniu się w temat trzeba uczciwie przyznać, że wina leży także po stronie JoJo, która już kilkakrotnie zdążyła skasować dotychczas zarejestrowany materiał... Nieważne. Okoliczności omawianych wydawnictw może i są ciekawe, ale nie one są tematem recenzji. Po wysłuchaniu w otwierającym nowy mixtape/album "Back2thebegginingagain" niewybrednego raczej ataku na wytwórnię przechodzimy do beztroskich pop-dźwięków.

Beztroskich? Czyżby? Już na poprzednim materiale JoJo pokazała, że nie interesuje ją bycie konkurencją nie tylko dla Rebecci Black czy Miley Cyrus, ale nawet i dla teoretycznie mierzących w bardziej wymagający target Cristiny Aguilery czy Lady Gagi. Innymi słowy - JoJo znów udowadnia, że takie terminy jak "eksperymentalny pop", "awangardowy pop" to nie oksymorony. 

Co najważniejsze i cieszące popowych purystów - nie oznacza to bynajmniej chwycenia za gitarę (wyjątek - "White Girl In Paris", coverujący... Joni Mitchell. How cool is that?). O ile jeszcze przy omawianiu poprzedniego mikstejpu można było z mniejszą lub większą intensywnością odwoływać się do popularnych szufladek typu r'n'b czy teen pop, tak tutaj tylko "We Get By" pozwala mi wraz z piosenką schować się do bezpiecznej szufladki "urban music" (choć dźwięki kontrabasu solidnie mnie z niej wyrzucają, każąc bardziej wysilić swój marny namechecking). Reszta to już Przygoda. Cholera wie, dreampopowa? O, zostańmy przy pierwszym członie tego terminu, bo bardzo on tu pasuje. Np. taki "Can't Handle The Truth" jest tak senny (nie chcę powiedzieć wieczorny, bo równie dobrze widzę go jako soundtrack do wstawania o świcie), że akcja potencjalnego teledysku do niego niechybnie rozgrywałaby się w łóżku. Równie niespiesznie podąża bit w "Take The Canyon" i "Billions" - choć ten drugi ma już aranż kierujący go bardziej na obrzeża Popu doskonale nam znanego z tv i radia. No i last but not least - "Andre", chyba najbardziej przystępny, bo z aranżem złożonym z najmniej nieoczywistych elementów.

Właśnie - ten materiał znów inicjuje w mojej głowie może nie tyle wątpliwości, co refleksję do kogo właściwie jest kierowana ta muzyka? Kto będzie w stanie docenić te niesamowite aranże, harmonie, progresje? Kto zwróci uwagę na detale w czasach, kiedy nikt nie ma czasu (sic!) skupiać się na tego typu elementach, oczekując gotowych refrenów, gotowych hooków które chwycą od pierwszego przesłuchania? Jasne, wciąż jest dużo fanów ambitnego popu, tak jak dużo osób wciąż woli rock progresywny od bełkotu z Eski Rock. Ale bądźmy szczerzy - jesteśmy na wymarciu. A "Gangnam style" to jeszcze nawet nie koniec unicestwienia Popu, jaki znamy z płyt Jacko, Madonny czy Hall & Oates. Będzie jeszcze gorzej.

Problem także w tym, że nawet jeśli pojedyncze wydawnictwa miałyby siłę powstrzymać ten proces, to na pewno nie stanie się to za sprawą "Agape". Wiem że na nieoficjalnym materiale można sobie pozwolić na więcej, ale to przeładowanie skitami/przerywnikami burzy kompletnie przyjemność z odsłuchu całości. Nigdy nie byłem fanem takich bzdurostek (tym bardziej, że nawet śmieszne one nie są ani w ogóle jakiekolwiek), ale o ile na płytach rapowych jestem w stanie przymknąć na nie oko jako nieodłączny element niemalże wryty w kulturę, tak takiemu bałaganiarstwu na pop produkcjach mówię głośne NIE. A zaproponowanie najśliczniejszego "Thinking Out Loud" w takiej demo wersji to już czysty skandal.

Dobrego Popu nigdy za wiele, ale ostrzegam niewtajemniczonych - "Agape" to nie jest najlepsze, co ma ta odmiana gatunku do zaproponowania.

 

najlepszy moment: WE GET BY

ocena: 7,5/10

18:09, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »

rok wydania: 2012

wydawca: DIY

pobierz album

 

Jakie to życie przewrotne bywa. Jeszcze jakieś pół dekady temu w krainie metalem pokrytej czułem się co najmniej jak pan na włościach. "Podaj mi piwo, kobieto, a ty grajku jakiś dobrze żrący riff!". Dziś wkraczając w rejony ciężkogitarowe czuję się mniej więcej tak, jakbym na spotkanie Ku Klux Klanu przyszedł przebrany za Martin Luther Kinga. Ciężko coś mi poczuć się komfortowo w towarzystwie tych wszystkich smoków i wojowników...

Ok, przesadziłem - akurat nasza rodzima Neuronia nic wspólnego z tematyką poruszaną przez Dio czy Manowar nie ma. Tyle plusów. A minusy... Kurczę, nie chcę tu jakiejś tyrady i wylewania żali uskuteczniać. Biorąc pod uwagę fakt, że ostatnią metalową płytę przesłuchałem chyba jakoś w poprzedniej dekadzie jeszcze, komentując granie Neuronii byłbym równie kuriozalny co bezdzietna Pawłowicz wypowiadająca się o jałowości związków homoseksualnych. Ale nie ma co się szczypać - w tych czterech utworach z "Insanity Relapse" nie ma nic, co ponownie kazałoby mi przeprosić się z metalem. Doceniam biegłość instrumentalną (liczne solówki), progresywne kombinacje (najambitniejszy "3:33" z w miarę intrygującą solówką) czy melodeathmetalowe zapędy (In Flames nieśmiało się kłania, choć np. "Alone In The Dark" kojarzy mi się bardziej z metalcore'owymi wynalazkami). Być może przy lepszym wokaliście (techniczne bez zarzutu - jeno kwestia charyzmy, subiektywnie zresztą pojmowanej) dałoby się z tej warstwy instrumentalnej materiału wyciągnąć więcej. A tak mamy kwadrans ze ścieżką dźwiękową idealną pod gimnastykę głowy i szyi, zwaną potocznie "headbangingiem". Hej, a może dokładnie o to chodziło autorom? Jeśli tak - szczerze gratuluję. Jak zamiary były ambitniejsze to przepraszam, nie dostrzegłem.

 

najlepszy moment: 3:33

ocena: 6,5/10

00:06, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 stycznia 2013

rok wydania: 2012

wydawca: DIY

pobierz album

 

Najświeższy jak na razie mixtape Juvenile'a to kolejna porcja przyzwoitego southern rapu, nie tylko dystansująca go od innych reprezentantów Południa, ale i pokazują, jak chłopak się fajnie rozwinął od czasu jego największych tryumfów na przełomie wieków. A może to moje wymagania co do muzyki się obniżyły? Trochę tych rapsów się ostatnio nasłuchałem, czasem lepszych, przeważnie jednak gorszych, więc już każdym podkładem zawierającym coś więcej niż bit z plastiku jaram się jak pochodnia...

W każdym bądź razie, jak słowo się rzekło - "Juvie Tuesday" słucha się całkiem przyzwoicie. Już drugi w indeksie "Picture Perfect" robi wrażenie, niekoniecznie ficzurami Birdmana i Lil Wayne'a, co niepokojącą atmosferą. I choć większość to naprawdę solidne rapowe jadło (wymieniłbym tu przede wszystkim "Truth Hurts" z gościnnym udziałem Trae The Truth i niedawno goszczącego na tym blogu Dorrougha), to wyróżniają sie przede wszystkim tracki wychodzące poza hiphopowe łamy - pościelowy "Against The Wall", ale przede wszystkim "Ode To My Projects" - z wyraźnymi partiami fortepianu, budowaniem napięcia z rockowej szkoły. Efekt psuje lekko fajansiarski śpiew na modłę nowoczesnego r'n'b, ale i tak jestem pod wrażeniem.

 

najlepszy moment: ODE TO MY PROJECTS (FEAT. AUGUST ALSINA)

ocena: 7/10 

21:30, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 stycznia 2013

rok wydania: 2012

wydawca: DIY

pobierz album

 

Drugi mixtape Juvenile'a z 2012 roku jest, co tu dużo mówić, lekką ściemą. Już nawet nie chodzi o to, że to jedynie kwadrans muzyki - w kontekście popularnego na mikstejpowej scenie wypełniania po brzegi cedeków taki minimalizm może być odświeżający. Problem w tym, że trafiły tu niemal wyłącznie tracki znane z poprzednich mikstejpów (m.in. "Power" z Rickiem Rossem, który miał wczoraj wypadek samochodowy - trzymajmy kciuki za kolesia!), poprzetykane pogadankami Juvenile'owych ziombli. Więc z całą sympatią dla tych skądinąd sympatycznych numerów - wydawnictwo z mojej perspektywy zupełnie bezsensowne.

 

najlepszy moment: POWER (FEAT. RICK ROSS)

ocena: 5,5/10

22:09, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 stycznia 2013

rok wydania: 2012

wydawca: DIY

pobierz album

 

Zatem dalej omawiamy Juvenilowe mitape'y.

Wczoraj napisałem coś o braku sampli w muzyce tego pana. Wykrakałem. Pierwsze co zwraca uwagę na "Mardi Gras" to fakt, że jest on obładowany samplami! Czasem na mniejszą ("Juicy" Biggiego w "Sip Champagne"), a nawet niezauważalną skalę (eurodance'owy "Power" w identycznie zatytułowanym tracku), często jednak taki sampel stanowi właściwie kręgosłup kompozycji, a nawet daje mu imię (Fugees w "Ready Or Not", Berlin w "Take My Breath"). Jasne, jest to pójście na łatwiznę trącącą Flo Ridą czy prekursorem takich zabiegów Puff Daddy'm, ale skłamałbym mówiąc że zmniejsza to frajdę ze słuchania. Tym bardziej, że osadzono je na naprawdę zjadliwych bitach, jakościowo nieporównywalnych z tym co gra się na mikstejpowym Południu. A dodatkowo otrzymujemy jeszcze elitarny ficzur Ricka Rossa we wspomnianym "Power", soulujący "Black Card Music", niemal raprockowy podkład w "Betcha I Don't Cry No More", a to wszystko zamknięte w ramach czasowych lekko przekraczających 30 minut. Zatem całkiem spoko.

 

najlepszy moment: READY OR NOT (FEAT. SKIP & WACKO)

ocena: 7/10

21:21, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
 Skala

10-"Ideału Potęga"

9,9-9,0-"widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem"

8,9-8,0-"będę brał cię, cię, ehe"

7,9-7,0-"joł joł, joł joł joł joł joł, wielkie joł!"

6,9-6,0-"ch** na to kładę bo i tak damy radę"

5,9-5,0-"będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa!"

4,9-4,0-"to nie z mafią układy tylko szołbiznes"

3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać"

2,9-2,0-"Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może?"

1,9-1,0-"ile dałbym by zapomnieć cię..."

0,9-0,0-"pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne k***a sprawy!"