Kategorie: Wszystkie | film | muzyka | pozostałe
RSS
sobota, 28 stycznia 2012

rok wydania: 2011

wydawca: DIY

pobierz album

 

To teraz czas na najświeższe wydawnictwo Fat Tony'ego i najprawdopodobniej zamkniemy temat.

Nazwa płyty i jej okładka wyglądają znajomo? Oczywiście że tak, jako że to nic innego jak "Rabdargab", tyle tylko że... No właśnie. Raperzy mają dziwną zajawkę na coś, co w angielskim nazywają techniką "chopped and screwed". Na czym to polega? Generalnie na kilkukrotnym spowalnianiu tempa danego materiału muzycznego, dzięki czemu nabiera on wręcz psychodelicznego wymiaru, idealnego pod małe bądź większe palonczo. Oczywiście by nie było banalnie daje się jakieś dodatkowe cuty, wstawki wokalne (oczywiście równie zamulone), podkręca i tak już wyraźniejsze basy itp.

Czasem daje to ciekawy efekt. Niestety nie w tym wypadku i ciężko powiedzieć, czy wina to odpowiedzialnego za tą nową jakość OG Ron C czy nienajlepszego materiału wyjściowego. W każdym bądź razie - zmęczyła mnie ta płytka. Być może w stanie upojenia wchodzi jak nóż w masło, ale na trzeźwo zupełnie nie znajduję dla niej zastosowania.

W sumie trochę to jak z tymi Alvinami i wiewiórkami, czy jak to tam zwą. Tam to podkręcenie tempa czasem też daje zabawny efekt (pamiętam że potraktowany w ten sposób numer Nickelbacka nawet parę razy repeatowałem), ale nie znam nikogo normalnego, który by całkiem serio słuchał takiej muzyki.

 

najlepszy moment: WAKE UP WORLD

ocena: 6,5/10

16:15, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 stycznia 2012

rok wydania: 2009

wydawca: DIY

pobierz album

 

Czy można dorobek ograniczający się do mixtejpów podsumować "best of'em"? Fat Tony pokazał, że można.

Co więcej, określenie to ma w tym przypadku sens. Raper z Houston naprawdę wybrał z dotychczasowych wydawnictw to co najlepsze. Jest tytułowy track z epki "Love Life". Jest z tego samego wydawnictwa "Much Accomplished", jak również wersja remixowa z "Tipping Point...". Z tego samego mixtape'u powycinano zresztą i inne kawałki, jak wykorzystujące podkłady kolejno z Prince'a i Busta Rhymes'a "Racist Miami Restaurant..." (co ciekawe, tu nazwany "My Taste") i "Gimmie Gimmie Gimmie".

Zatem całkiem nieźle zobrazowano progres, jaki zaliczył Tony na przestrzeni tych paru wydawnictw. I choć w poniedziałek dość skrótowo dałem wyraz podjarki truskulowym obliczem "Love Life", tak na "Creation" najjaśniej błyszczą te nowocześniej brzmiące kawałki, jak "In Your Room" czy "Invasion". Szkoda, że zapowiadały one pełnowymiarowy album tylko w samym brzmieniu. Utwierdzam się w przekonaniu, że jakościowo "Rabdarbag" nie podołał do końca oczekiwaniom.

 

najlepszy moment: INVASION (FEAT. SMASH BRO)

ocena: 7,5/10

21:32, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »

rok wydania: 2010

wydawca: DIY

pobierz dvd

 

OK, odsapnijmy na chwilę od Fat Tony'ego i rapu w ogóle. Czas znów pomówić o wykonawcy, którego znam nie tylko ja.

Przyznam, że do tego wydawnictwa mam ambiwalentny stosunek. Oczywiście z urzędu należą się propsy za samą ideę własnoręcznego skręcenia przez fanów takiej video koncertówki. Niemniej trudno nie zauważyć, że wygląda to tym razem znacznie słabiej niż na wydanym parę miesięcy wcześniej koncercie z Pragi. Do podobnie stworzonego i omawianego niedawno DVD Nine Inch Nails nie ma co porównywać... Tam też kręcono z łapy, ale efekt finalny można było postawić obok oficjalnie wydanych koncertówek. "RFH" to nawet nie tyle bootleg, co właściwie poziom amatorskich klipów na youtube.

Z drugiej jednak strony - lepszy rydz niż nic, wszak mówimy tu o niemal historycznym wydarzeniu. 24 stycznia 2010 roku, niecałe dwa tygodnie po tragicznym trzęsieniu ziemi na Haiti, ekipa Radiogłowych zagrała naprędce zorganizowany koncert dla szczęśliwców, którzy wyłożyli znaczne sumy pieniężne na nabycie sprzedawanych na aukcjach internetowych biletów. Zebrano dosyć pokaźną ilość pieniędzy, co oczywiście cieszy, jednak w kontekście dzisiejszej recenzji interesują nas ciut inne fakty. Otóż w tym czasie Yorke z kolegami mieli już nie tylko promocję "In Rainbows" za sobą, ale co więcej, byli w trakcie nagrywania jego następcy, "The King Of Limbs". Co to oznacza?

Po pierwsze- brak całego scenicznego sztafażu, jaki mogliśmy zaobserwować na "Live In Praha". Żadnych lampionów i innych świecidełek - arsenał świateł podobny do tego, jakim dysponują klubu muzyczne w Polsce B. Znamienne, że nabierają one pełnej mocy gdzieś tak w połowie koncertu. O scenografii oczywiście można też zapomnieć. Generalnie - minimalizm i mrok.

Po drugie, choć związane z pierwszym aspektem - panowie nie tylko nie dysponowali światłami, ale też i instrumentarium, jakie wozili z sobą podczas trasy. Tym samym ograniczeni oni zostali do instrumentarium stricte rockowego, tak jak wtedy kiedy... No właśnie. Oznacza to tyle, że przeważa stary repertuar. Wprawdzie dalej sporo grali z "In Rainbows" (m.in. "Bodysnatchers", "All I Need", "Nude" - szkoda, że zabrakło mego ukochanego "Videotape"), nie zabrakło też "hitów" z pierwszej połowy ubiegłej dekady (ujmujący, zagrany Jimmy Page-style smykiem na gitarze "Pyramid Song", "The National Anthem", "How To Disappear Completely"), jednak już tych najbardziej elektronicznych rzeczy typu "Idioteque" czy "There There" zabrakło. Nie było za to problemów z odegraniem takich klasyków jak "Karma Police", "Fake Plastic Trees", cudowny "Street Spirit" czy nawet "Paranoid Android", zresztą głupio byłoby nie wykorzystać okazji do odegrania tych wciąż przecież najwybitniejszych dokonań w repertuarze grupy. Na "Creep" się jednak nie pokusili... By zamknąć temat repertuaru - warto zwrócić uwagę na pierwsze wykonanie przyszłego singla z "TKOL", "Lotus Flower", przy wykorzystaniu jedynie gitary akustycznej...

Koncert to nie tylko jednak repertuar, ale też zachowanie zespołu i interakcja z publicznością. I tu muszę przyznać, że panowie jeszcze bardziej mnie zaskoczyli. Ok, radioheadowym expertem nie jestem, to jest drugi ich koncert jaki dane było mi oglądać. Nie sądziłem jednak, że na koncertach (bo wywiady to co innego) potrafią być aż tak wyluzowani, zdystansowani do swych postaci. Chyba że to te wyjątkowe okoliczności? Anyway, pełna radość. I to nie tylko uśmiechy na gębach, czy też pomyłki w graniu (choć to akurat też w sumie szok  bo przecież taki "Exit Music" grają regularnie). Ba, w pewnym momencie Yorke zagaduje publikę, jaki chcieliby numer usłyszeć jako następny- "Airbag" czy "Just"! Zdania dość podzielone, wygrywa ten pierwszy - ku mojemu zdziwieniu (ten drugi to, bądź co bądź, singiel), ale chyba też i zespołu, którzy również i w tym kawałku coś się kopią. Nie wiem czy dobrze się zrozumieliśmy, więc powtórzę - poczytuję te pomyłki jak najbardziej na plus. Nie ma ich na tyle by się skrzywić i zniesmaczyć, a na pewno rozrzedzają tę nieznośną czasem atmosferę kultu, jakim otoczony jest ten zespół.

Gdyby lepiej to się prezentowało audiowizualnie, to byłaby pozycja obowiązkowa. A tak - warto obejrzeć.

 

najlepszy moment: KARMA POLICE

ocena: 7,5/10

00:20, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 stycznia 2012

rok wydania: 2008

wydawca: DIY

pobierz album

 

Nie to, abym aż tak się jarał postacią Fat Tony'ego. Ale skoro podjęliśmy wątek, wyczerpmy go do końca.

No więc mamy mixtape z 2008 roku. I chociaż idea jest podobna co przy "EPreview", czyli materiał opiera się głównie na remixach, to wypada on ciut ciekawiej niż jego dwa lata późniejszy następca.

Rzecz chyba tkwi w różnorodności konceptów tych remixów. Raz jest to znaczne przearanżowanie, jak w genialnym "Love Life (Dave Wrangler Remix)". Czasem wystarczyło dodać zaledwie jeden element, jak kobiecy wokal w refrenie "Much Accomplished", by kawałek na epce "Love Life" zupełnie niezauważalny, tutaj zaczął lśnić pełnym blaskiem. W kilku przypadkach zaś posłużono się dokonaniami innych, przy okazji znów potwierdzając szerokość horyzontów Tony'ego. Zapożyczenie podkładu z Outkastowego "Hey Ya!" dziwić nie musi, ale już Daft Punkowe "Around The World" czy Prince'owe "Computer Blue" - jak najbardziej (cholera, dawno nie słuchałem "Purple Rain" - początkowo nie rozpoznałem tego cytatu).

Jedyne co może przeszkadzać to szkicowość materiału - większość pomysłów nie doczekuje się rozwinięcia, po niecałych dwóch minutach przechodząc w kolejny kawałek. Ale taki już urok niektórych mixtape'ów. Generalnie - całkiem sympatycznie.

 

najlepszy moment: LOVE LIFE (DAVE WRANGLER REMIX)

ocena: 7/10

22:56, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 stycznia 2012

rok wydania: 2008

wydawca: DIY

pobierz album

 

Słuchajcie, spieszę się do wyjścia, więc krótka - mega dobrą EPeczką nam Fat Tony zadebiutował 4 lata temu. Aż jestem zaskoczony, jak później jego kariera się potoczyła. Przepyszne truskulowe podkładziki, tak aranżacyjnie wypieszczone że aż przegięte. Przebojowości znów w tym nie ma, ale tym razem totalnie nie o to chodzi. Chodzi też o przekaz- te teksty, w połączeniu z podkładami, to totalnie motywujący kopniak w dupę. Zresztą tytuł mówi wszystko.

Posłuchajcie linka poniżej na zachętę, a obiecuję, że zrehabilituję się jutro bardziej konkretną notką, ok?

 

najlepszy moment: STAND HIGH (FEAT. TOM CRUZ)

ocena: 7,5/10

19:53, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
 Skala

10-"Ideału Potęga"

9,9-9,0-"widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem"

8,9-8,0-"będę brał cię, cię, ehe"

7,9-7,0-"joł joł, joł joł joł joł joł, wielkie joł!"

6,9-6,0-"ch** na to kładę bo i tak damy radę"

5,9-5,0-"będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa!"

4,9-4,0-"to nie z mafią układy tylko szołbiznes"

3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać"

2,9-2,0-"Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może?"

1,9-1,0-"ile dałbym by zapomnieć cię..."

0,9-0,0-"pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne k***a sprawy!"