Kategorie: Wszystkie | film | muzyka | pozostałe
RSS
sobota, 31 stycznia 2009

rok wydania: 2002

wydawca: Combustion Music

 

elo dzieciaki. cos mamy pecha do Mela Gibsona, bo jego ryj pojawia sie na okladce juz trzeciego omawianego albumu w ciagu tygodnia. a wcale to nie jest moj ulubiony aktor.

anyway, znow tez wracamy do wojennej tematyki. jakos zupelnie nawet w kinach naszych nie zauwazylem "We Were Soldiers", a i soundtrack chyba na listach przebojow nie zaszalal. o ile przyczyn tego pierwszego nie wiem w czym upatrywac, tak co do drugiego sprawa jest oczywista. u nas muzyka country, poza Mragowem oczywiscie, sie nie przyjela. a takimi dzwiekami az kipi ta plyta.

wlasciwie najsensowniejsza rzecz otrzymujemy na samym poczatku. "For You", podpisany przez duet Johnny Cash & Dave Matthews. nigdy nie bylem fanem ani jednego pana ani drugiego, ale ten numer po prostu mnie rozwalil. przede wszystkim - idealnie dobrane glosy. zbolaly, zrezygnowany Casha, jaki mozecie kojarzyc, mlodziezy, chocby z przerobki "Hurt" Nine Inch Nails i spokojny, pelen lekkosci i dla kontrastu nadziei Matthewsa. a i sama piosenka piekna, akustyczny majstersztyk z przebijajacym sie chorem w aranzacji, blizszy dokonaniom mlodszego pana. cudo, CUDO.

dalej niestety juz tak fajnie nie jest. nie wiem jakim statusem ciesza sie uzbierani tu wykonawcy w usa, ale z naszej perspektywy to conajwyzej druga liga. i taki tez poziom reprezentuja same piosenki niestety. wlasciwie to brzmi tak, jakby polowa tych wykonawcow inspirowala sie Cashem a druga Matthewsem. wszedzie ten sam pomysl na piosenke, na aranzacje... ciekawiej robi sie w paru momentach. chociaz Train to reprezentant totalnej nijakosci rocka srodka, to tutaj w "Fall Out" zaskakuje ciekawym saxofonem w finale i niespiesznym, wrecz psychodelicznym tempem calosci. India.Arie to mloda reprezentantka Motown Records i chociaz do Eryki Badu nie ma co nawet porownywac, to tutaj stanowi mila odmiane. na koncu zas mamy taki bend: United States Miitary Academy Cadet Glee Club And Metro Voices.i wszystko jasne.

mozna poczytac za plus to, ze wiekszosc piosenek powstala na potrzebe albumu, wiec podtytul "Music From And Inspired By" ma tutaj sens. ale generalnie warto posluchac tylko dla pierwszej wspomnianej piosenki. a jak kiedys, choc daj Boze nie, bede mial faze na country, to moze i reszta trackow mnie zainteresuje.

 

najlepszy moment:  JOHNNY CASH & DAVE MATTHEWS - FOR YOU

ocena: 6/10

18:06, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 30 stycznia 2009

rok wydania: 2007

wydawca: Walt Disney Records

 

 czy wiecie, ze dzis ma urodziny Najcudowniejsza Osoba Na Świecie? w sprawie zyczen prosze dzwonic na moj numer domowy i prosic o Kasie.

z tej okazji zmienmy troche klimat, bo ostatnio bylo tak strasznie wojennie...

przyznam ze na zajawke Piratami Z Karaibow sie nie zalapalem. co nie znaczy, ze nie jaram sie pirackimi klimatami. co to to nie. jako czlowiek wychowany na serii Monkey Island serce mi roscie gdy slysze takie zwroty jak "shiver me timbers!" czy "ahoy, ye scurvy dogs". i dlatego tez podpasowal mi soundtrack hansa zimmera do trzeciej czesci przygod Jacka Sparrowa. choc z zastrzezeniami.

na pewno trza przyznac, ze facet kombinuje. to nie tylko orkiestracje, ale takze chory, perkusja, oboje, cymbalki i wszystkie dziwne instrumenty, jakie przychodza nam na mysl. chyba najwieksza ciekawostka jest gitara elektryczna w "Parlay", na ktorej gra sam rezyser filmu, Gore Verbinski (swoja droga, zajebiste imie). wiec nudno specjalnie nie jest. szkoda tylko, ze wraz z trwaniem soundtracka gdzies te pirackie kombinacje zanikaja i robi sie "zwykly hollywood". co juz mnie mniej robi. choc trza przyznac, ze te podnioslejsze fragmenty maja, za przeproszeniem, jaja. i tylko szkoda, ze to kolejny soundtrack, wpisujacy sie w tendencje pt "charakterystyczne motyty glowne sa passe". chociaz... "Singaporowi" w sumie nic nie brakuje.

warto posluchac. oczywiscie z oryginalnej plyty, a nie, ekhm, pirackiej.

 

najlepszy moment: PARLAY

ocena: 7/10

16:33, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 stycznia 2009

rok wydania: 1999

wydawca: RCA Victor

 

znacie wieksza abstrakcje geograficzno-socjologiczna niz Niemca udajacego Amerykanina? tak sie zlozylo, ze paru takich sie panoszu po tym blogu. najpierw Roland Emmerich, ktory wyrezyserowal "Patriote", teraz Hans Zimmer, ktory pisze muzyke do filmu o dzielnych amerykanskich zolnierzach.

no dobra, przyznaje sie bez bicia, "Cienka Czerwona Linia" to kolejny film, ktory wciaz czeka na mnie, abym go w koncu obejrzal. tym bardziej, ze ponoc warto. i rowniez sama muzyka to sugeruje.

bo jesli muza Zimmera odzwierciedla charakter filmu, to przypuszczam, ze jest to dosyc nietypowy film wojenny. tak jak nietypowe sa te dzwieki. niby tez hollywood, ale jaki inny od Johna Williamsa. to nie jest schemat typu: ma byc patriotycznie = dajemy werble, ma byc groza = dajemy kotly i narastajace skrzypeczki. owsziem, tu tez sporo orkiestry jest. ale tez i instrumenty o tak egzotycznych nazwach jak "shakahachi flute" czy "tibetian bowls". a pojawiaja sie tez wokalizy. kombinuje facet. ale nawet i bez tych udziwnien Zimmer nie idzie na latwizne i stosuje nietypowe wybiegi formalne. takie, dzieki ktorym mozna dostrzec tresc.

najcudniejszy fragment to jednak kompozycja o nazwie "God U Tekem Laef Blong Mi". nic w ksiazeczce nie pisze, czy to jakas tradycyjna piesn azjatycka, choc tak brzmi. niepokojaca, a jednoczesnie dajaca nadzieje. no cos pieknego. choc mocno odstajacego jednak od reszty.

byc moze jest to jeden z najlepszych soundtrackow wojennych ever. ciezko mi to wciaz ocenic. na pewno jednak warty polecenia.

 

najlepszy moment: GOD U TEKEM LAEF BLONG MI

ocena: 7,5/10

16:48, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 stycznia 2009

rok wydania: 2005

wydawca: Decca

 

znow bierzemy na tapete czolowego "tapeciarza" Hollywood. skad ten motyw tapety? bo z ta muzyka filmowa z wysokobudzetowych filmow amerykanskich jest wlasnie jak z tapeta. tapeta jest niezbedna by uznac wystroj mieszkania za skonczony. pewnie, jak jakis wzorek mamy na tapecie to i ladnie jest. ale przeciez sama tapeta przewaznie jest mdla i plaska jak biust czarownicy.

z johnem williamsem nie zawsze tak bylo jednakowoz. bo, jak juz wczoraj wspominalismy, chociazby Indiana Jones czy Szczeki. ale ostatnimi czasy mozna odniesc wrazenie, ze facet poszedl w totalne rzemioslo. moze i nie wyobrazam sobie, by pisal te numery na kiblu, ale tez nie sposob nie pomyslec, ze traktuje juz te robote "na pol gwizdka". a nominacja do oscara i sprzedaz bedzie, bo to John Williams przeciez.

jedna rzecz na pewno trza mu przyznac - potrafi odzwierciedlic w muzyce tresc filmu. "Wojny Swiatow" nie widzialem, bo staram sie unikac Toma Cruise'a jak tylko moge, ale juz po samym albumie wiem o co chodzi. monumentalnie, niebezpiecznie, apokaliptycznie. groznie. oczywiscie jest to groza w wersji amerykanskiej, jesli mozna tak to okreslic. wiecie, bardziej "Godzilla", i to ta z '97 roku, niz "Obcy". chociaz tu tez trza przyznac ze track o nazwie "The Confrontation With Ogilvy" mnie zaskoczyl, bo zapachnialo przez chwile "Dzieckiem Rosemary". milym akcentem jest takze narratorska robota Morgana Freemana w dwoch utworach.

no ale - niech plusy nie zaslaniaja nam minusow. bo choc jest lepiej niz na "Patriocie" (choc to kwestia gustu chyba jednak - wszak koncept zupelnie inny), to i tutaj oprawa dzwiekowa cierpi na solidny brak motywu przewodniego. nie wiem, byc moze tak mialo byc, choc przeciez muza w "Szczekach" byla ultra zapamietywalna, a i tak grozna czy wrecz niepokojaca. byc moze mialo nie byc hollywoodzko, byc moze mial to byc swego rodzaju uklon w strone sountrackow, gdzie bardziej chodzi o klimat niz motywy przewodnie. ale tak sie nie da, jesli zbiera sie stuosobowa orkiestre. woz albo przewoz. bo efektem jest muzyka, ktora moze i intryguje w filmie, ale w oderwaniu od niego lekko nudzi.

 

najlepszy moment: THE CONFRONTATION WITH OGILVY

ocena: 7/10

16:28, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 stycznia 2009

rok wydania: 2000

wydawca: Hollywood

 

wyczytalem dzis, ze chociaz w plebiscycie na wykonawcow, ktorzy mieliby uswietnic obchody kolejnej rocznicy Powstania Warszawskiego wygrala Metallica (?) i Red Hot Chili Peppers (?!?), to organizatorzy prowadza tez rozmowy z Johnem Williamsem. i jakos ten Pan wydaje mi sie adekwatniejszy niz kolesie od Snow Hey Oh czy One (aha, ze antywojenny? LOL). ba, moze by Williams zagral cos z "Patrioty"? a, jesli ktos urodzil sie wczoraj i nie wie ktoz zacz - jesli zrobic liste top 5 najcharakterystyczniejszych tematow muzycznych w historii kina, to prawdopodobnie wiekszosc bedzie skomponowana przez tego Pana (oczywiscie zakladajac, ze ten ktos od wczoraj zdarzyl poznac takie filmy jak "Indiana Jones", "Gwiezde Wojny" czy "Szczęki").

znow z okladki spoglada Mel Gibson... tym razem zamiast odgrywania walecznego Szkota wzial sie za udawanie honorowego meza amerykanskiego stanu. tak bylo w 2000 roku w "Patriocie". jesli kiedys filmy zastapia ksiazki w szkolach, to przypuszczalnie w USA "Patriota" wyladuje na pierwszym miejscu lektur obowiazkowych. patos, patos, walka, flaga, patos, honor, patos, patos, patos. tak tez i przedstawia sie muzyka Williamsa. nie trzeba nawet znac filmu, by po spedzonych paru minutach z tym albumem wiedziec o czym on opowiada. nie musi to byc zarzutem. ba, gwoli sprawiedliwosci, chyba wlasnie o to chodzi w soundtrackach, co nie? ciezko wlasciwie sie przyczepic do czegos, bo to stuprocentowa profeska. jak ma byc klimat wojenny, to bebny grzmoca tak az ucho boli, a od trab tynk sie ze scian sypie. kiedy ma byc smutno, bo np Gibson wlasnie w filmie obserwuje jak SPOILER syn mu umiera KONIEC SPOILER, to skrzypeczki lkaja tak, ze i amerykanskie serduszko moze sie wzruszyc... no wlasnie, amerykanskie. nie wiem czy to kwestia szerokosci graficznej, moze jestem nienormalny i za krotko bylem w wojsku, ale w pewnym momencie chce sie powiedziec Stop. za duzo tego patetycznego lukru. a glowny temat (o ile sie go dozukamy tak de facto, bo jakos specjalnie sie nie wyroznia) wcale nie zachwyca, a wrecz, w kontekscie kolesia odpowiadajacego za tak genialne motywy jak te z pierwszego akapit, mocno rozczarowuje.

spoko. tylko spoko. i absolutnie nic wiecej.

 

najlepszy moment: THE PATRIOT REPRISE

ocena: 6,5/10

21:48, rejczmen , muzyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
 Skala

10-"Ideału Potęga"

9,9-9,0-"widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem"

8,9-8,0-"będę brał cię, cię, ehe"

7,9-7,0-"joł joł, joł joł joł joł joł, wielkie joł!"

6,9-6,0-"ch** na to kładę bo i tak damy radę"

5,9-5,0-"będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa!"

4,9-4,0-"to nie z mafią układy tylko szołbiznes"

3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać"

2,9-2,0-"Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może?"

1,9-1,0-"ile dałbym by zapomnieć cię..."

0,9-0,0-"pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne k***a sprawy!"