|
sobota, 21 listopada 2009
wydawca: Loud
zostajemy na Zachodnim Wybrzezu, aight? zapewne wiekszosci sluchaczy muzyki, nie do konca siedzacej w kulturze hiphopowej, Xzibit kojarzy sie bardziej z prowadzeniem programu na mtv "Pimp My Ride". co da sie skwitowac krotkim "szkoda". bo chlopak siedzi w rap grze juz dlugi czas. pamietam jak jeszcze pod koniec lat 90tych, katujac z zapozyczonego vhs'a klipy Toola czy Alice In Chains, przypadkiem w oko mi wpadl teledysk do debiutanckiego singla Xzibita "Paparazzi". do dzis uwazam owo dzielo nie tylko za najlepsze dokonanie Xzibita, ale i jeden z najlepszych rap trackow lat 90tych. choc xzibit jest prawdziwym rycerzem west coastu, to poczatkowo walczyl w zakonie Likwit Crew, wraz z Tha Liksami chociazby. w pewnym momencie przyuwazyl go sam Dr. Dre i postanowil wziac go pod swe producenckie skrzydlo. efektem trzecia plyta X'a "Restless", wciaz najlepiej sprzedajaca sie z jego dorobku. wprawdzie Andre Young figuruje tu "tylko" jako egzekutywny producent i samemu dostarczyl zaledwie pare podkladow, to calosc brzmieniowo stoi niedaleko takiego chociazby "2001". niezaleznie czy beat opakowuja w dzwieki Rocwilder, Soopafly czy Erick Sermon (ex-EPMD) - "Restless" to west coast jak w morde strzelil. piszczaleczki, klawisze ("podwladny" Doktora w tym czasie, Scott Storch), funk funk funk. rowniez w dzwiekach wyczuwalna jest na kilometr gangsterka i mizoginizm (choc taki "Fuckin You Right" to podkladowo strasznie nawiedzona rzecz, blizsza 2 Live Crew jakiegos). choc bywa i zgola inaczej. np singlowy "Get Your Walk On" brzmi rozjbrajajaco optymistycznie, wrecz pozytywistycznie. zaraz po nim wyskakuje "Sorry I'm Away So Much", jakby zapowiadajacy rzeczy, jakie Eminem bedzie tworzyl dla swej corki na swych plytach. a skoro mowa o Em'ie. takze on dostarczyl podklad i dodatkowo nalozyl na niego zwrotki. zaowocowalo to "Don't Approach Me", jednym z lepszych numerow na plycie. na tym wystepie oczywiscie goscinne ficzuringi sie nie koncza. mentorujacy calosci Doctor zarymowal pare wersow (zapewne napisanych na zamowienie, heh) w podrukowanym przez sie "U Know". Snoop Dogg udziela sie w "D.N.A. (Drugs-N-Alkahol)" (w wiekszej dawce) oraz genialnym, singlowym "X" (w mniejszej). KRS-One poucza w "Kenny Parker Show 2001". sa tez stare ziomki pokroju Tha Liks ("Alkoholik"), Dj Quik czy King T, oraz zdolna mlodziez w postaci Defari, Suga Free czy Goldie Loc. za hooki w refrenach odpowiadaja zas Butch Cassidy, Kokane czy pierwszy glos g-funku, czyli Nate Dogg. sporo gosci, ale wokalny i liryczny gospodarz zdominowac sie nie dal. zadna przelomowa czy mocniej znaczaca plyta w hiphopowych dziejach, ale znac zdecydowanie warto. najlepszy moment: GET YOUR WALK ON ocena: 7,5/10
piątek, 20 listopada 2009
wydawca: Death Row
elo. wciaz po ziomalsku. omawiamy dzis soundtracka do filmu "Above The Rim". filmu nie tylko, jak zawsze, nie widzialem, ale nawet zupelnie go nie kojarze. nie wiem wiec, czy ma jakis polski tytul, o czym jest, nic nic nic. ale czy to wazne? wszak mowimy dzis o kolekcji piosenek "inspired by". czyli tak sa zwiazane z sama trescia filmu, co nic. co nie znaczy ze to zla kolekcja jest, wrecz przeciwnie. ma klimat calosc. oczywiscie klimat wyczuwalny dla tych, ktorzy w glebi ducha chcieliby byc murzynami. skladaka wydal Death Row, kontrowersyjny swego czasu label dowodzony przez Suge Knight'a. i chociaz sporo tu wykonawcow niezrzeszonych w wytworni, to calosc ma ewidentnie west coastowy klimat. o co zreszta postaral sie producent skladaka, dr. dre. moze w kontekscie profilu wytworni oraz po czesci ujawnionej w ksiazeczce plyty tematyki filmu dziwic, ze gangsterskie - ba! stricte rapowe - klimaty sa tu w mniejszosci. dominuja powloczyste, spiewane, lepkie niczym rozgrzany asfalt kompozycje. takie serwuja chocby SWV, Jewell, Al B Sure! czy D.J. Rogers w rozbrajajacym tematyka tekstu "Doggie Style". sa tojak najbardziej fajne sprawy, zwlaszcza jesli jest to opatrzone popowymi wrecz refrenami jak "U Bring Da Dog Out" Rhytm & Knowledge. jednak jak dla mnie dawka takich przyjemnosci jest za duza. ale co kto lubi. lepiej mi sie odbiera blizsze rapowi tracki. z klasykiem-hitem na czele. "Regulate". przekozacki samplowany motyw i dialog miedzy mini-wersja Snoop Dogga - Warren G oraz aksamitnoglosym Nate Doggiem. encyklopedyczny przyklad g-funku. w sumie szkoda, ze Warren G nigdy pozniej nawet nie zblizyl sie na kilometr poziomem do tego tracka. oczywiscie sam Snoop (w tym czasie jeszcze jako Snoop Doggy Dogg) tez sie pojawia i to dosyc czesto, choc nigdy nie solo. dwa numery proponuje razem z kompanami z The Dogg Pound (m.in. Kurupt i Nate Dogg), z ktorych znacznie wieksze wrazenie robi zamykajacy calosc, zeschizowany "Dogg Pound 4 Life". wokal Snoopa mozna tez uslyszec w drugim singlu z plyty, "Afro Puffs", wykonywanym przez The Lady Of Rage (piekna ksywa swoja droga, don't ya think so?). nie moglo zabraknac takze wkrotce-najwiekszej gwiazdy Death Row, a takze i gwiazdy samego filmu "ATR", czyli 2Paca. tyle ze ogranicza sie do wspomagania wersami ziombli z Thug Life w raczej nieprzekonywujacym "Pur Out A Little Liquor". w sumie bardzo przyzwoita calosc, choc ciut za dluga. ale mimo wszystko to "tylko" soundtrack. najlepszy moment: WARREN G & NATE DOGG - REGULATE ocena: 7/10
czwartek, 19 listopada 2009
wydawca: Ruffhouse
jo jo jo jooooo! wracamy w kregi the fugees'owe. przelomowy dla fugees "The score" okazal ie jednoczesnie ich labedzim spiewem. rok pozniej juz kazdy rozpoczal solowa kariere. pierwszy krok poczynil mozg tejze kapeli. i jednoczesnie zrobil to chyba w najlepszym stylu, ktorego lata pozniej nie przebili ani jego byli kompani, ani on sam. bajer polega na tym, ze to jest jakby lepsza realizacja zalozen, ktore the fugees zalozyli sobie przy tworzeniu "The Score". zacznijmy od tego, ze tej plyty naprawde slucha sie jak filmu. nie - sciezki filmowej, ale jak samego filmu. mnostwo tu skitow, ktore nie przeszkadzaja tak jak na "The Score". bywaja autentycznie smieszne, ale takze w jakims tam stopniu daja do myslenia ("Killer MC" najlepszym przykladem). przede wszystkim jednak - zachwyca muzyka. dominuje zywe granie (Wyclef na gitarze w kazdym tracku), ale trudno to tez zestawic z takim The Roots. a to dlatego, ze wiecej tu tez spiewania niz rapowania. ale wracajac do tkanki instrumentalnej - eklektyzm tej plyty poraza. tu naprawde na rownych prawach funkcjonuje hiphop, reggae (kapitalna "Jaspora" z MEGA gitara), r'n'b ("Mona Lisa" ze spiewanym udzialem The Neville Brothers), salsa, disco... tak wlasnie - salsa i disco. moznaby powiedziec, ze Wyclef trzyma sie patentu na sukces wypracowanego w The Fugees. czyli na przeboje dajemy cudzesy. ale o ile zarowno "Guantanamera" (z udzialem kubanskiej gwiazdy Celii Cruz) jak i "We Trying To Stay Alive" (opartym na motywach z przeboju Bee Gees) wypadaja lepiej niz przeboje z "The Score". przerobki z tej plyty wygrywaja tym, ze tu naprawde oba swiaty - starego przeboju i pracy aranzacyjnej Wyclefa - przeniknely sie. przebojowy hook nie funkcjonuje na zasadzie doczepki, na ktorym wylacznie spoczywa chwytliwosc numeru. inna sprawa, ze niekoniecznie sa to najbardiej przebojowe fragmenty calosci. bo jest jeszcze cudny balladowy "Gone Till November", wykorzystujacy wprawdzie orkiestralne dzwieki, ale zadnej pompatycznosci czy patosu tu nie ma. ujmujaco wypada tez "Sang Fezi" z smigajacym w tle samplem z "House Of The Rising Sun" i wokalnym popisem Lauryn Hill. wlasnie - zwazywszy na to, ze czesto i gesto udzielaja sie tu zarowno Hill jak i Pras, mozna na luzaku uznac "The Carnival" jako godnego nastepce "The Score". ba, moze nawet go przebijajacego?
najlepszy moment: JASPORA ocena: 8/10
środa, 18 listopada 2009
nie do wiary! wygralismy! dobra, a teraz powaznie. czy drugi mecz za kadencji Smudy mozna zaliczyc do udanych? nie wiadomo. tak samo jak nie wiadomo, jak wlasciwie ocenic naszych rywali. z jednej strony - oni zajmuja w rankingu fifa 53 miejsce, my trzy oczka nizej. czyli teoretycznie opcja rowny z rownym. z drugiej zas - wiedzieliscie przed meczem, ze Kanadyjczycy graja w pilke nozna? bo ja nie. czekamy na pojedynek polskich orlow z reprezentantami bieguna polnocnego. i niestety blizsze jest mi drugie podejscie. wystarczylo zreszta popatrzec na gre rywali. moze kelnerzy z san marino to nie byli, ale niewiele lepiej. co tylko kolejny raz pokazuje, jak blisko dna jest polska pilka nozna. czy bedzie lepiej? pewnie tak, ale niewiele. wszak do gry wchodzi pokolenie, ktore wyroslo za pieknych czasow pzpn'owego betonu. i nawet jesli akcja z koncem pzpn osiagnie zamierzony skutek, to na boisku widac to bedzie za jakies... 10 lat? dobra, ale wrocmy do terazniejszosci. pooszukujmy sie, jak to dzis bylismy swiadkami drogi ku lepszemu. miejmy, oceniajac naszych kopaczy, w glowie tylko skale lokalna. na bramce widzielismy znow Kuszczaka i debiutujacego Wojtka Szczesnego, syna Macieja. pierwszy znow potwierdzil, ze bramkarzem jest niezlym, ale na bycie numerem 1 w Manchestrze to na razie nie ma co liczyc (o ile zgodzimy sie, ze MU jest jednym z najlepszych klubow swiata). drugiego w sumie ciezko ocenic, poniewaz druga polowa meczu, w ktorej gral, to juz byla dominacja Polakow. choc pare razy chlopak ladnie sie wyciagnal. powinni byc z niego ludzie, choc dobrze jakby podrosl ciut hehe. w obronie zaszla rewolucja totalna od czasu meczu z Rumunia. ostal sie oczywiscie tylko kapitan Zewlakow, ktoremu raczej znow nie mozna nic zarzucic po dzisiejszym meczu. jesli zas chodzi o reszte... niby nikt z zestawu Rzezniczak, Kowalczyk, Sadlok, Garncarczyk takich wtop nie zaliczal jak Kokoszka z Rumunami, ale cos czuje, ze poszukiwania obroncow beda wciaz trwaly... choc Sadlok wydaje sie miec potencjal. a Kowalczykowi mozna zaliczyc za plus chec do gry w ofensywie. pomocnicy? dajemy: Kosowski niestety dosyc slabiej niz w sobote, ale i tak na tyle przyzwoicie, ze comeback do repry mozna zaliczyc do udanych. powinien zagrzac miejsce w druzynie i pokazac mlodziakom, jak trzeba grac. bo ducha gry to ten facet ma, oj ma. Obraniak mnie zaskakuje. myslalem ze bedzie z niego fenomenalny skrzydlowy, a tu chlopak calkiem niezle radzi sobie tez jako rozgrywajacy. i chociaz wciaz bardziej mi sie widzi na skrzydle, to zwazywszy na to, ze z bocznymi pomocnikami problemu miec nie powinnismy (Blaszczykowski, Kosowski, Smolarek jak sie ogarnie, a i Jelenia zawsze wstawic mozna), a ze srodkiem jest zdecydowanie gorzej (Roger to wciaz geniusz sporadyczny, Murawski niepewny, a Cycus Lewandowski bez dodatkowej motywacji nie zagra), to w sumie takie ustawienie go moze wyjsc reprze na dobre. wierze ze ciut slabsza dyspozycja wynika tymczasowo z braku regularnej gry w klubie. bedzie dobrze. Peszko. w sobote pokrecismy sobie z niego beke. dzis juz tak nie bedzie z prostego powodu - tym razem nie mial takich stuprocentowach okazji do spierdolenia. ale powolywanie go wciaz mnie zaskakuje. Rybus. drugi mecz w narodowej i bramka. calkiem ladna, prawie ze z przewrotki. i chociaz gdyby pominac tego gola to chlopak az tak nie blyskal, to poczatek mozna uznac za niezly. tyle ze ile razy juz tak mowilismy o debiutantach, ktorzy pozniej przepadali? wlasnie. za duzo. a teraz czas na prawdziwa sensacje. Dariusz Dudka. niesamowite - facet prawie za kazdym razem posylal pilke w swiatlo bramki! rosl juz nam nowy cycus lewandowski a tu sie okazuje, ze moze jednak bedzie z Dudki pozytek. a tak w ogole to warto odnotowac fakt, ze calkiem sporo bylo tych strzalow na bramke. czasem mocno zaskakujacych. i dobrze. lepiej strzelac niz nie strzelac. zwlaszcza jesli strzela sie do bramki. a to dotyczy nie tylko Dudki, ale i w sumie tez Peszko. rzeklbym w kontekscie tego ostatniego, ze zdecydowanie lepiej mu wychodzi strzelanie z daleka niz bliska. dlugowzrokowiec jakis czy co? no i rozczarowanie wieczoru, czyli robert lewandowski. warto miec dystans do statystyk, jednak ta wydaje sie mocno niepokojaca: 16 meczow, 3 bramki. z czego 2 z san marino i jeden w towarzystkim z irlandia. jak na Odkrycie Roku ubieglego to dosyc slabo. i niby chlopak sie stara, ale... poslugujac sie dosyc czesto uzywanym dzis przez komentatorow zwrotem (akurat nie odnoscie Roberta L.) - z tej maki chyba chleba nie bedzie. czekamy na powrot brozka i jelenia. ktorzy, swoja droga, maja niewiele lepsze statystyki... widzimy sie w marcu dopiero. na szczescie. oby smuda cos w tym czasie wymyslil konstruktywnego w sprawie reprezentacji.
wtorek, 17 listopada 2009
wydawca: Polskie Radio
wczoraj znow przywolalismy nazwisko slicznotki polskiego jazzu, anny marii jopek. dzis wiec pogadamy troche o jej ziomku z branzy, przystojniaku Mietku Szczesniaku. znanym takze jako MIECZ. oj dobra, ja wiem ze to beka niesamowita z ta zmiana imienia. niestety, jest to kolejny kamyczek w lawinie tragicznych poczynan artystycznych mietka. tak, tragicznych. ale nie w sensie - maxymalnie zlych. naprawde uwazam, ze Miecz jest tragiczna postacia polskiej sceny muzycznej. koles z TAKIM glosem naprawde powinien byc w zupelnie innym punkcie kariery. naprawde malo kto w naszym kraju ma taki feeling soulowy w glosie. afromentale i sistarsy moglyby mu buty czyscic. facet naprawde powinien robic na polskiego r.kelly'ego. niestety - nie ta aparycja, nie ten przekaz, nie ta sila przebicia, no i najwazniejsze - nie te piosenki. wszystko wskazuje na to, ze w przypadku "Zwyklego cudu" mialo byc troche inaczej. lepiej, znaczy sie. duza wytwornia, topowi wspolpracownicy, nawet ta nieszczesna zmiane imienia moznaby potraktowac jako calkiem niezly PR-owy ruch. i okej, udalo sie sklecic calkiem przyzwoity produkt. jak na polskie warunki, gdzie srednia jakosciowa ustalaja takie tuzy jak Piasek czy Justyna Steczkowska. ale jesliby porownac "Zwykly cud" z Prawdziwymi produktami Pop, to... zacznijmy od aranzacji, popelnionych m.in przez marcina pospieszalskiego. nie ma co czynic zarzutu z tego, ze jest do brzmieniowo dopieszczone do granic przyzwoitosci. w koncu mowimy o produkcji z rejonow pop, r'n'b, nazwijcie to jak chcecie. ale nawet piosenki Lady Gaga czy Akona wydaja sie odwazniejsze, bardziej wymagajace. nawet metody aranzacyjne wydawaloby sie maksymalnie zenujace (think nowa Shakira) w ostatecznym rozrachunku nie chca z glowy wyjsc za cholere. a tu nie dosc, ze takich hookow brak, to pojawiaja sie motywy naprawde czerstwe. czerstwe raczej na pewno niezamierzenie. tu jakas naiwjka dziwna po francusku, banalne dwuglosy, wymieniac moznaby sporo. mozna docenic, ze tylko jeden numer jest z publishingu (i tak zreszta jeden ze slabszych na plycie), ale to akurat komplement mega na sile. mieczu stara sie raczej sam pisac sobie piosenki, z mala pomoca przyjaciol. spoko. niestety, pisze sobie tez sam teksty. eeeerrrr.... hmmmm.... okej, moglo byc gorzej. ale w sumie nie dziwi, ze Mieczu czesto gosci na playliscie Radia Maryja. a, wspomnijmy jeszcze o wspolpracownikach, bo to w sumie ciekawa sprawa. byc moze najciekawsza na tej plycie. wyroznia sie na pewno duet ze wspomniana Anna Maria Jopek w "Czekaj Na Wiatr". piosnka bardziej w wysmakowanym (w kontekscie tego utworu - to komplement) stylu, jaki znamy z plyn pani Ani. Kydrynski na gitarze, jakies orientalne wplywy, plynie sobie numer bardzo przyjemnie. inna sprawa, ze cala plyta w takim stylu zapewne by usypiala, tak jak zreszta czesto bywa z dzielami AMJ. pozostale ficzuringu juz tak udane nie sa. Darek Kozakiewicz z Perfectu zapodaje w "Naprawde dosc" zagrywke gitarowa tak banalna, jak caly utwor. mozna bylo sobie wiele obiecac po duecie z Paulina Przybysz (ex-Sistars) w "Angel-a (bedzie dobrze)". niestety, numer mija tak szybko, ze ciezko na cokolwiek zwrocic w nim uwage. ale uwaga uwaga - sa tez klimaty stricte hiphopowe. o ile "Ciemnosc oslepia (cel-a)", wspolnapisany przez Liroy'a, ciezko uznac za powazna kolaboracje, tak juz w "Poplatalo sie" i "Kielbie we lbie" pojawia sie najprawdziwszy RAP. zapodany przez najprawdziwszego z raperow, czyli Mezo. nah. i tyle jesli chodzi o bycie polskim R.Kelly czy Nate Dogg'iem. szkoda. jakos Kukulska byla w stanie zainteresowac kolaboracja Tedunia. okej, trudno wyobrazic sobie by Wilku czy Donguralesco rymowali dla Miecza. zreszta, nieraz mowilem ze technicznie Mezo nie jest tak zly. szkoda ze to jednak typ mega bzdurny, slusznie olewany przez kazde powazniejsze srodowisko muzyczne, nie tylko hiphopowe. gwoli sprawiedliwosci, jest tu pare numerow, ktore slyszac gdzies nie zatykalbym uszu. moze nawet daloby sie je okreslic mianem "guilty pleasures" ("Chyba na pewno", "Mamma", oba zreszta tego samego autora). to nie jest az tak zla plyta. coraz bardziej podobaja mi sie takie (pseudo) r'n'b brzmienia, co jeszcze 10 lat temu byloby nie do pomyslenia. ale i tak trudno nie uznac, ze ze "Zwyklym cudem" jest jak w skeczu Mumio: "gra muzyka, nikogo nie dotyka". plyta z cyklu "niech cos gra w tle, a ja zajme sie czyms innym". (watek dla gadzeciarzy: w bonusie teledysk do "O Niebo Lepiej". muzycznie to niemal koleda, a wizualnie... kosmos. ale bardziej doslownie niz w przenosni. wyjde na hipokryte, ale Mieczu to Naprawde pulchniutki chlopiec) najlepszy moment: CHYBA NA PEWNO ocena: 6,5/10 |
Archiwum
Zakładki:
Autorskie prawa
Czytam często i gęsto
Inne człowieki
Sprawdź mnie gdzie indziej
STARY BLOG! ZAJRZYJ KONIECZNIE!
Udziela(łe)m się
SKALA 10-Ideału Potęga 9,9-9,0-widzę szczyta za szczytem, zaszczyt za zaszczytem 8,9-8,0-będę brał cię, cię, ehe 7,9-7,0-joł joł, joł joł joł joł joł, Wielkie Joł! 6,9-6,0-chuj na to kładę bo i tak damy radę 5,9-5,0-będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa! 4,9-4,0-to nie z mafią układy tylko szoubiznes 3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać, to pierdolony kit- dwa słowa 2,9-2,0-myślę Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może 1,9-1,0-ile dałbym by zapomnieć cię... 0,9-0,0-pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne kurwa sprawy! było tu |