Blog > Komentarze do wpisu

In Memoriam: Chi Cheng (15.07.1970 - 13.04.2013)

"When you walk in to this world

Walk in to this world, with your head up high"

 

Stwierdzenie, że nadzieja umiera ostatnia, jest oklepany bardziej niż hity z radia Zet, ale w tym przypadku naprawdę tak było. Nie chcę się błaźnić refleksjami z dziedziny medycyny, na palcach dwóch rąk mógłbym policzyć znane mi przypadki ludzi tkwiących w wieloletniej śpiączce (ze świata muzyki to szczerze mówiąc tylko Covan z Decapitated). Zakładałem, że Chi nie wróci do aktywnego muzykowania, jednak wciąż tliła się nadzieja na przebudzenie w stopniu pozwalającym na "w miarę" (jakkolwiek by tego sformułowania w tym kontekście nie zdefiniować) normalna funkcjonowanie. Progres od dnia tragicznego wypadku w listopadzie 2008 roku był, co tu dużo mówić, relatywnie niewielki, ale był. Dlatego wieść o śmierci basisty Deftones była nie tylko skrajnie przybijająca, ale jednak i szokująca.

Bynajmniej nie zamierzam dyskredytować umiejętności Chi, ale też muszę to napisać, by od razu zamknąć temat wszelkich posądzeń o hipokryzję i przesadę, jakie w przypadku tego typu tekstów wspominkowych są na porządku dziennym - nie straciliśmy dziś jednego z najwybitniejszych basistów świata, nawet w swoim gatunku. Oczywiście bycie inspiracją dla rzeszy mniej lub bardziej doświadczonych adeptów sztuki basowej to zupełnie inna sprawa, która w tym przypadku jak najbardziej miała miejsce. Ale na tyle, ile jest mi znajomy temat gry na basie (a chyba po tych trzech dekadach trochę jest), to starając się być skrajnie obiektywnym trudno nie zauważyć, że nawet w numetalowej branży Cheng miał dość silną konkurencję. To nie był typ technicznego wymiatacza jak Sam Rivers (serio, posłuchajcie choć raz Limp Bizkit pod tym kątem), ani też taki indywidualista jak Fieldy z Korna. Owszem, miał swój styl, w dość sporej mierze czerpiący z klimatów dub/reggea - rejony dość odległe od typowego dla numetalu schematu mieszania rapu z metalem. Ale najuczciwiej byłoby moim zdaniem powiedzieć, że Chi był typem basisty stuprocentowo oddanego roli, jaką w zespole powinien pełnić muzyk na jego stanowisku - wtapiający się niemal stuprocentowo w aranżacyjne tło, a jednocześnie na tyle w nim istotny, że odjąwszy jego partie kompozycje rozlatywały by się na kawałki, partie wokalno-instrumentalne z agresją i siłą nie mającymi większego sensu. Najlepiej to widać na przykładzie dwóch pierwszych płyt Deftones - myślicie że w takim "7 Words", "Root" czy nawet "My Own Summer" to riff czy wokal Chino napędza całość, trzyma całość w ryzach? Cóż... nie.

Rzecz jednak w tym, że śmierć Chi nie należy rozpatrywać wyłącznie w kategoriach stricte muzycznych. Co tu dużo mówić - środowisko muzyczne kochało Chi. Takie tezy wypadało by stawiać będąc członkiem tego środowiska, ale umówmy się - tytułowanie piosenki imieniem kolegi z drugiego zespołu (mowa oczywiście o "Chi" z "Life Is Peachy" Korna) nigdy nie należało do codziennych praktyk w świecie muzyki. Nie mówiąc już o całej rzeszy tribute'ów w następstwie wspomnianego wypadku samochodowego. Od koncertowych shout-outów, poprzez dedykacje na płytach studyjnych, na okolicznościowo zarejestrowanym "Song For Chi" kończąc, w którym wzięło udział 14 muzyków świata szeroko pojętej ciężkiej muzyki. A jeszcze były koncerty specjalne, aukcje, fundusze... Chi uwielbiali wszyscy - od Linkin Park po Sonic Youth, raperzy, noisiarze i metalowi ekstremiści. Nie ma co mydlić sobie oczu - w świecie sztuki przynoszącej dochody, wszelkie charytatywne gesty - niezależnie czy chodzi o dzieci w Afryce czy kolegę po fachu - to także element PR-u. Nie istotny jednak na tyle, by go tutaj w tak cyniczny sposób wypominać.

Fly High, Chi.

(O aspekcie czysto osobisto-nostalgicznym nawet nie wspominam, bo jest tutaj aż nazbyt oczywisty. Wystarczyło mi zresztą odpalić którykolwiek utwór z pierwszych trzech płyt, by uruchomić całą lawinę wspomnień. "Passenger", "Headup", "Digital Bath", "7 Words", "Be Quiet And Drive (Far Away)". Liceum, Orbital, Kwadrat, Lipozona, E.P., A.S., Stajnia, Osiemnastka. "White Pony" jako jedna z płyt życia? Najprawdopodobniej.)

niedziela, 14 kwietnia 2013, rejczmen

Polecane wpisy

  • OJ Da Juiceman - Juice World 2

    rok wydania: 2013 wydawca: DIY pobierz album Skoro tak dobrze nam idzie słuchanie i recenzowanie (?) tych southernowych rapów, to postanowiłem dać jeszcze jedn

  • Rocko - Gift Of Gab 2

    rok wydania: 2013 wydawca: DIY pobierz album A zatem dobrnęliśmy do końca w tej podróży po Rocko'wej dyskografii. Wydana dwa miesiące temu druga część "Gift Of

  • Rocko - Wordplay

    rok wydania: 2012 wydawca: DIY pobierz album Przyznam, że mam wyrzuty sumienia. Na świecie tyle się dzieje - Korea Północna szykuje się do wojny, umiera Margar

 Skala

10-"Ideału Potęga"

9,9-9,0-"widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem"

8,9-8,0-"będę brał cię, cię, ehe"

7,9-7,0-"joł joł, joł joł joł joł joł, wielkie joł!"

6,9-6,0-"ch** na to kładę bo i tak damy radę"

5,9-5,0-"będzie dobrze dzieciak, elo, do góry głowa!"

4,9-4,0-"to nie z mafią układy tylko szołbiznes"

3,9-3,0-to nie jest kawałek żeby się podobać"

2,9-2,0-"Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może?"

1,9-1,0-"ile dałbym by zapomnieć cię..."

0,9-0,0-"pozerskie gówna a prawdziwy rap to dwie odmienne k***a sprawy!"